RACJA TV

Facebook.

Najczęściej czytane

Żydzi w armii Hitlera?

Ponad 150 tysięcy osób pochodzenia żydowskiego walczyło w szeregach wojsk III Rzeszy. Już sam tytuł brzmi jak oksymoron. Ich losy opisał amerykański historyk Bryan Mark Rigg w książce „Losy żydowskich żołnierzy Hitlera”, która właśnie trafiła do księgarń.

Żydzi w armii Hitlera

Historyk oparł swoją pracę na rozmowach z byłymi żołnierzami Wehrmachtu, którzy mieli żydowskich przodków i wedle ustaw nazistowskich byli Żydami. Żołnierze o takim pochodzeniu brali udział w niemal każdej kampanii podczas II wojny światowej. Zebrane przez amerykańskiego naukowca historie pokazują ich skomplikowane położenie – walczyli za państwo, które wysyłało ich rodziny do obozów koncentracyjnych.

Certyfikat „aryjskości”

Hitler w rozmaity sposób traktował różne osoby o żydowskich korzeniach. Ci, którzy w szczególny sposób zasłużyli się III Rzeszy, mogli uzyskać specjalne zaświadczenie, uznające ich tzw. aryjskość. Żołnierze mieli na uzyskanie takiego dokumentu największe szanse, ponieważ służba w wojsku była dla nazistów dowodem najwyższego stopnia asymilacji. Aby uzyskać taki certyfikat składało się trzy osobne podania – prośbę o pozwolenie na kontynuację służby, prośbę o pozwolenie na kontynuację służby z możliwością awansu, oraz o właściwy certyfikat „aryjskości”, którego posiadacz mógł siebie określać jako Niemca pełnej krwi. Dokumenty pierwszego i drugiego rodzaju zawierały zastrzeżenie, że Hitler zdecyduje po wojnie o ostatecznym losie danej osoby.

Czuli się Niemcami

Wiele certyfikatów „aryjskości” przyznał sam Hitler, szczególnie dotyczyło to rannych i wyróżnionych żołnierzy, oraz takich, którzy byli fizycznie najbliżsi „aryjskiemu ideałowi”. Hitler osobiście przejrzał kilka tysięcy podań o uznanie „aryjskości” i zaaprobował pewną część z nich. Rigg udokumentował 306 takich przypadków, w większości oficerów. Większość tzw. „mieszańców” (Mischling) związanych z narodowym socjalizmem odrzucało identyfikację z żydostwem – osoby te uważały się za Niemców, często zdarzało się, że deklarowały antysemityzm, choć najczęściej w odniesieniu do tzw. „Wschodnich Żydów” (Ostjuden). Rigg przytacza wypowiedź Hansa Herdera, który wpadł w głęboką depresję, gdy dowiedział się, że ma żydowskiego dziadka. „Mówię ci uczciwie, że nie lubię Żydów” – powiedział Riggowi w 1996 roku. Żołnierz Wehrmachtu, z jednym żydowskim rodzicem, stwierdził: „generalnie rzecz biorąc Mischlinge są bardzo antysemiccy”. Inny wojskowy o żydowskich korzeniach dodał: „w większości Mischlinge czuli się bardziej Niemcami niż Żydami. Niektórzy z nich chętnie wstąpiliby do SS, gdyby nie byli skalani żydowską krwią”.

W wielu wypadkach rodziny uciekały się do rozmaitych forteli, aby przez protekcję uzyskać certyfikat „aryjskości”. Udało się to feldmarszałkowi Erhardtowi Milchowi, który pełnił funkcję Sekretarza Stanu ds. Lotnictwa. W 1933 roku jego matka poszła na policję i zeznała, że jej sześcioro dzieci pochodzi z kazirodczego stosunku z jej aryjskim wujkiem, a nie z jej żydowskim mężem. Milch do końca wojny sprawował jedną z najwyższych funkcji w hierarchii III Rzeszy. W rodzinie Loewen wydano certyfikat „aryjskości” dzieciom żydowskiego ojca i „aryjki” po tym, jak rodzina złożyła na gestapo oświadczenie, że matka pracowała jako prostytutka. Bardzo często jednak mieszańcy wcielani byli do służby w karnych kompaniach, gdzie śmiertelność była bardzo wysoka.

Rigg twierdzi, że większość zbadanych przez niego żołnierzy chciało się wykazać, udowodnić, że są godni miana Niemca, walcząc z niezwykłą zażartością, narażając się często dużo bardziej niż „aryjczycy”. Rigg zbadał dokładnie 1671 przypadków żołnierzy-Żydów i Mischlinge (w tym 26 członków NSDAP): 163 z nich zginęło, 279 odznaczono za odwagę, z czego aż 15 Krzyżem Rycerskim. Często służąc w wojsku, chcieli pomóc swoim żydowskim rodzinom, jednocześnie, jak twierdzi autor pracy, wielu takich żołnierzy „czuło, że zdradza tych właśnie ludzi, których chcieli ochronić”.

Co wiedzieli o Holokauście?

Rigg poświęca wiele miejsca rozstrzygnięciu kwestii, co Niemcy żydowskiego pochodzenia wiedzieli o Holokauście. Według niego, „większość Mischlinge nie zrobiła nic, aby pomóc polskim Żydom źle traktowanym przez ich kolegów – żołnierzy. Większość żołnierzy mieszańców cieszyła się z niemieckich zwycięstw ze swymi współtowarzyszami mając nadzieję, że ich służba wpłynie na zniesienie dyskryminacji w domu. Niewiele się martwili prześladowaniem polsko – żydowskich cywili przez swych rodaków”. Rigg uważa jednak, że większość z nich nie wiedziała o Holokauście ani o rzeczywistości obozów koncentracyjnych czy obozów śmierci. Każdy ze zbadanych przez tego historyka żydowskich żołnierzy Wehrmachtu stracił w Zagładzie przeciętnie około ośmiu krewnych.
Ale zdarzały się również inne przypadki. Rigg pisze: „Wbrew oczekiwaniom, moje badania wykazały, że niektóre osoby pochodzenia żydowskiego brały bezpośredni udział w Holokauście jako sprawcy, głównie ze względu na swoją rangę i obowiązki z nią związane”. Najbardziej winny był feldmarszałek Milch, którego nie tylko informowano o mordach oraz pracy niewolniczej, ale nawet o medycznych eksperymentach na więźniach. Milch uznał je za „interesujące”. Podobnie rzecz się ma z „pół – Żydem” dr. Hansem Eppignerem, odpowiedzialnym za pseudonaukowe eksperymenty medyczne w Dachau. Jednym z najbardziej szokujących jest przypadek „pełnego Żyda” Elke Sirewiz, który załatwił sobie fałszywe papiery na nazwisko Fritz Scherwitz i został członkiem NSDAP. Służył w SS jako Obersturmfuehrer, był komendantem obozu koncentracyjnego w Lenta pod Rygą na Łotwie.

Pod redakcją „RACJA SŁOWIAŃSKA”

Źródło: Internet, różne

 
Przeczytaj poprzedni wpis:
Żydzi masowo uciekają z
Żydzi masowo uciekają ze Szwecji z powodu antysemityzmu

Antysemityzm w społeczeństwie Szwedów osiągnął nowe szczyty. W porównaniu z rokiem 2010 antysemityzm wzrósł o 300 %. Ubój rytualny został zakazany,...

Zamknij