RACJA TV

Facebook.

Najczęściej czytane

Zemsta Bankowej Mafii

Opisujemy w tym artykule gehennę Leszka Kopczyńskiego szanowanego obywatela Bełchatowa, która trwa nieprzerwanie 13 lat, gdzie w międzyczasie syn popełnił samobójstwo, żona przebywa w zakładzie psychiatrycznym, a Leszek walczy niezłomnie o sprawiedliwość  z mafią bankowo sądową. Niech ten artykuł będzie ostrzeżeniem dla wabionych gotówką naiwnych młodych przedsiębiorców.

Według mechanizmu stosowanego przez banki najpierw siano na zachętę a potem  podstawią Ci nogę żeby odebrać twoją wieloletnią krwawice i nie bądź naiwny że znajdziesz sprawiedliwość w polskim sądzie ani prokuratura ci nie pomoże. Możesz ich pozabijać jak wielu to zrobiło i zgnić w więzieniu lub strzelić sobie  w łeb. Wybór należy do ciebie. I co wybrałeś?

Część I

Ryszard Dąbrowski

Leszek Kopczyński jest człowiekiem interesu starej daty. Znaczy że jest uczciwy. Do niczego się nie nadaje w drapieżnym kapitalizmie. Na własny rachunek pracował w latach  70, a w 90 stał się jednym z rekinów bełchatowskiego biznesu. Miał hurtownie alkoholu i sieć sklepów monopolowych. Ponadto był filantropem, Bełchatowianinem Roku i ulubionym klientem tutejszego PKO BP, uhonorowanego Złotą Kartą i dyplomem okolicznościowym. To warte zapamiętania okoliczności.

W 1995 roku, na swoje nieszczęście, postanowił wejść do sieci dealerskiej OPLA: zbudować salon, punkt obsługi i wraz z gliwicka fabryką ruszyć w XXI wiek. Kosztowało go to nie mało – jak wstępnie obliczył jakieś 6 milionów nowych złoty złotych. Większość szmalu wyjął z tapczanu i nocnego stolika bo skarpet nie używa, resztę dopożyczył w banku PKO BP cirka jakieś 2,5 miliona nowych złotych.

Romans z Oplem Kopczyński zaczynał pod szyldem swojej dotychczasowej firmy FHP „ILONA”.

Koncern nakazał mu założyć nowa spółkę. Ubliżało im że samochody sprzedaje w jego imieniu firma, co dotąd goniła flaszki z gorzałą. Tak powstała spółka cywilna „KOPCZYŃSKI”. Nowa osobowość prawna naszego biznesowego bohatera – s.c. „KOPCZYŃSKI” – dzierżawiła stację OPLA od starej – FHP „ILONA”. I jak to bywa w interesach niedoszacowano wydatków i szmalu zaczęło brakować. Głównie ze względu na kosmiczne pomysły OPLA (zachowaniem General Motors wobec dealerów zajmiemy się kiedy indziej, bo to frapują historia z kryminogennymi wątkami zasługuje na osobną opowieść). Kopczyński uderzył do banku po kolejne 2 miliony nowych złotych kredytu. Trzeba trafu, dyrektor bełchatowskiego banku PKO BP, Jacek B. zasiadający na ławie oskarżonych budował akurat dom.- „Pan handlował dziełami sztuki, pan się zna na takich sprawach”, usłyszałem mówi Kopczyński. –Głupio mi było jak cholera, ale co robić czułem jak się pętla  zaciskał wokół mojej szyi.

W nowym domu dyrektora Jacka B. wylądował ”zegar” kominkowy z cynkalu z postacią kobiety na alabastrowej podstawie za jedyne 3900 zeta. Kopczyński dostał kredyt. I tak interes kręcił się dalej.

PKO Kiedy przyszła pora spłaty kredytu wystąpił o prolongatę kredytu – Kopczyński znów uderzył do dyrektora Jacka B., który zdążył już awansować na stanowisko wicedyrektora oddziału regionalnego w Łodzi. Tym razem Bełchatowianin Roku nie poszedł z pustymi rękami pod pacha taszczył obraz Marka Saka o tematyce krajobrazowej za 1600 zł. ale ten skromny upominek wystarczył, aby firma uzyskała życzliwość banku, co dowodzi, iż wicedyrektor Jacek B. był osobą powściągliwą i niezachłanną, co nawet nam zaimponował swoją skromnością.

Poza prolongatą łódzki oddział PKO BP uraczył pan Leszka Kopczyńskiego elitarnym, adresowanym tylko do najlepszych klientów banku zaproszeniem na raut okolicznościowy z okazji 80-lecia, dyplomem uznania na papierze czerpanym i złota kartą VISA. Oto myślał sobie naiwnie Kopczyński – wzorowy przykład owocnej współpracy dwóch uczciwych, rzetelnych przedsiębiorców. Kapitalizm w najlepszym wydaniu.

Ale czas płynie szybko i nieubłaganie. Przyszedł kolejny termin spłaty zaciągniętego kredytu.
Więc kolejny wniosek o kolejną prolongatę. Do tego zgodnie z żądaniem OPLA popartym przez Bank nasz bohater zmuszony został do powołania nowej firmy z nową osobowością prawną spółka Bank Polski zoologiczna, „KOPCZYŃSKI Sp. z o.o.. wniósł do niej aportem swoje dotychczasowe  podmioty gospodarcze s.c. „KOPCZYŃSKI” oraz FHP „ILONA”  wraz z ich kapitałem obrotowym i majątkiem (zapasami magazynowymi). Jego kredyt musiał zostać przepisany  formalnie na nową spółkę. Bez tego nie mogła ona wpisać rat w koszty uzyskania przychodu, musiała je płacić z zysku, wcześniej zapłaciwszy podatek – 28 procent. Półtora miliona w plecy.

Bank był z tym wszystkim na bieżąco, zmiany wynikały zresztą z nowelizacji Kodeksu Handlowego.

Oddział w Bełchatowie pozytywnie zaopiniował obydwa wnioski; ten o przepisanie i ten o prolongatę i sprawa poszła do oddziału regionalnego w Łodzi. I nastała głucha – cisza.

Pojechał nasz bohater do Łodzi. Wparował do gabinetu dyrektorki Jolanty Chełmińskiej. Ta odesłała go do Renaty P. naczelnika wydziału kredytów (notabene osoby zasiadającej na ławie oskarżonych).

Renata P. udała głupią że nie wie co się w sprawie dzieje, choć dokumentacje miała do wglądu od paru tygodni. Kazała przyjść Kopczyńskiemu za tydzień. Kopczyński nieśmiało zaprotestował, że w przyszłym tygodniu mija termin i trzeba będzie bulić karne odsetki od paru milionów złotych, ale pani naczelnik uspokoiła go, że ewentualne odsetki zniweluje jednym pociągnięciem kursora. Taką ma władzę.

Tym wszystkim którzy czytają z niedowierzaniem i otwartymi ustami przypominam ze PKO BP to państwowy bank z kapitałem prywatnym, a nie Bank prywatny na wyspach Hula Gula gdzie chuj nas obchodzą jego krętactwa.

Wiec Kopczyński powrócił po tygodniu skruszony czując się głupio z kwiatami. I co miała bidula pani naczelnik Renata P. z nimi zrobić zupy nie nagotuje zjeść ich nie zje na targowisku nie sprzeda? Zwłaszcza że całe biuro ukwiecone ponad przyzwoitą miarę.

Postawiła sprawę jasno i dobitnie bez obcyndalania się że jest pracownikiem państwowym bądź co bądź  banku. 10 procent łapówki od pożyczonej kwoty bo sprawą szła nie o worek kartofli ale o prolongatę kredytu obrotowego w wysokości 2 milionów złotych. To naszego niedzisiejszego przedsiębiorcę trochę nim tąpnęło. Kwiaty, zegarek, obrazy itp. zgoda ale łapówka do ręki w żywej gotówce….

Poprosił przytomnie o parę dni do namysłu. Na pożegnanie usłyszał, że on na tym nie straci, bo Renata P. decyduje o wysokości prowizji od kredytu oraz wysokości kredytu, czyli Państwu środkowy palec, a sobie nieopodatkowany wyłudzony szmal. Leci jak nic z kilku paragrafów ale nie takie numery robi się w polskich państwowych instytucjach żeby dorobić do marnej pensji nie wyłączając i prywatnych banków. Do pracy są traktory i frajerzy.

Co w takiej sytuacji z nożem na gardle robi mądry człowiek?

1.Pyta księgową jak wyprowadzić ze spółki 200 tysięcy.

2.Wynajmuje płatnego zabójcę.

3. Targa się na swoje życie.

Nie zgadniecie co zrobił nasz bohater? Poskarżył się! I to komu dyrektorowi Jackowi B. temu co łyknął zegar i obraz o tematyce krajobrazowej. I co, pytam Kopczyńskiego, myślał pan że się oburzy? Przecież pan wiedział że to łapownik – pytam. A wie pan myślałem że my jesteśmy w układzie…

No że on stanie po mojej stronie. No że będzie lojalny…

Lojalny?!?

Nie koniec na tym. Do dyrektora Jacka B. pojechał  – czy ci ludzie się niczego nie nauczą – z pustymi rękami. Opowiadał mu o „korupcyjnych propozycjach pani naczelnik”, usłyszał wyrazy troski i poparcia.

Po tej interwencji przedłużono Kopczyńskiemu kredyty, owszem. Jeden – na miesiąc drugi na dwa. Prowizja 2 procent ( przedtem płacił 1 procent na rok). Ludzki pan z tego dyrektora mógł go pogrążyć ale wykazał zrozumienie i litość. I dał czas na przemyślenia. Wreszcie do głupola dotarło. Nabył „zegar klasycystyczny, angielski, kominkowy, z dwoma świecznikami, na marmurowej podstawie, w kolorze czarnym z różowymi elementami za kwotę 3 tysięcy złotych. Ohydztwo musiało być znacznej miary, bo dyrektor Jacek B. prezent wprawdzie łyknął jak świeżą bułkę i zapakował prosto do bagażnika swojego wozu. – ale nie był kontent. Napomknął cos o nowym modelu OPLA Agila, który dopiero co miał wchodzić na rynek. Do zabezpieczenia roszczeń bankowców posłużyła następna prolongata kredytu, której celem było najwyraźniej przypomnienie naszemu bohaterowi o kruchości jego biznesowego żywota na 3 miesiące do końca 2001 odroczono wyrok na Kopczyńskim. Okazało się że podejrzliwość bankowców była w pełni uzasadniona. Kopczyński człek nie słowny, nie wręczył dyrektorowi Jackowi B. kluczyków do pierwszego egzemplarza OPLA Agila. Nie wręczył też 200 tysięcy złotych pani naczelnik Renacie P.

To nie mogło ujść bezkarnie. W lutym 2001 roku, w odpowiedzi na kolejny złożony przez Kopczyńskiego wniosek o prolongatę , PKO BP wypowiedział mu wszystkie kredyty – i te należące do FHP „Ilona” i spółki cywilnej „Kopczyński”, blokując rachunek bankowy w/w firm.

Powód Kopczyński przestał obsługiwać kredyt inwestycyjny. Przestał go obsługiwać bo spółka z o.o. „Kopczńyński nie mogła -  jak już napisaliśmy – płacić rat za FHP „Ilona”, a Bank nie udzielił żadnej, słownie żadnej odpowiedzi na osiem oficjalnych pism i dobry Bóg tylko wie ile nieoficjalnych próśb w sprawie uporządkowania sytuacji kredytowej.

Zamiast odpowiedzi, otrzymał Kopczyński propozycje nie do odrzucenia od ważnej i wpływowej bełchatowskiej persony: Firmę wartą 3 miliony zielonych miał oddać za 15 tysięcy złotych.

 - Albo pan to podpisze, albo bank pana zlicytuje – usłyszał, a groźbę urealniał obecny przy tym dyrektor banku. Nie podpisał.

Niemiał już nic do stracenia. W międzyczasie stracił pozycję, zdrowie i wiarę w człowieka. OPEL wypowiedział mu umowę dealerską i zabrał samochody. Firma zaczęła staczać się po równi pochyłej.

Cdn.

W drugiej części napiszemy jak Leszek Kopczyński sam na siebie doniósł do prokuratury. Bądźcie z nami.

Ryszard Dąbrowski i Leszek Kopczyński

Źródło: Internet, różne, foto: Sławomir Mastek

Napisz komentarz
Musisz być zalogowany(a) aby napisać komentarz.
 
Przeczytaj poprzedni wpis:
medytacja
SEKRECJE – ŹRÓDŁO WIEDZY TAJEMNEJ, SZCZĘŚCIA i RÓWNOWAGI

Część II Nasza codzienna, zawężona percepcja nazwana jest t u n e l o w ą. Znaczy, że postrzegamy tylko...

Zamknij