RACJA TV

Facebook.

Najczęściej czytane

ZBRODNIARZ BEZ ZBRODNI c.d.

W lipcowym numerze „Echa Rzeszowa” pisałem o bulwersującej sprawie oskarżenia i skazania człowieka za rzekome zbrodnie przeciwko narodowi polskiemu i ludzkości. Może przypomnę w czym rzecz cała się zasadzała, gdyż historia ma ciąg dalszy z zaskakującym, acz sensownym zwrotem akcji. Zacznijmy ponownie od prezentacji bohaterów tego surrealistycznego spektaklu, przypominającego do złudzenia „Proces” Franza Kafki. Są to:

- sędzia sądu rejonowego w Krośnie, Beata Leśniak,

- prokurator Instytutu Pamięci Narodowej w Rzeszowie, Mirosław Puzanowski, autor wybitnego dzieła literackiego, zwanego eufemistycznie aktem oskarżenia,

- pokrzywdzeni Anastazja M. i Mikołaj M., którzy rzekomą krzywdę odziedziczyli w spadku po babci, bo ich oskarżony nie mógł skrzywdzić,

- oskarżony Wacław Pietrzak, kombatant, uczestnik walk na Wale Pomorskim i Zalewie Szczecińskim, ranny, uczestnik walk z bandami UPA, komendant posterunku w Olchowcu w latach 1947/1948.

Wpierw prokurator Mirosław Puzanowski przesłuchał licznych świadków, którzy niczego nie widzieli, a jedynie coś słyszeli przed sześćdzięsięciu laty i na tej podstawie posądził Wacława Pietrzaka, kombatanta o nieposzlakowanej opinii, dziewięćdziesięcioletniego niemal, schorowanego człowieka o zbrodnię przeciwko narodowi polskiemu i zbrodnię przeciwko ludzkości. Na czym ta zbrodnia polegała? A na tym, że ponoć Wacław Pietrzak. jako komendant posterunku w Olchowcu bezprawnie zatrzymał Ewę S. narodowości łemkowskiej na całą noc, na przesłuchanie w sprawie udzielania pomocy banderowcom spod znaku OUN UPA i w trakcie tegoż przesłuchania pozwalał ponoć anonimowemu podwładnemu bić zatrzymaną. Uwolniona została rano i opowiedziała wszystko wnuczce. Aż dziw bierze, że tak ponoć zmaltretowana nie wymagała chociażby opatrzenia przez jakiegoś znachora, lokalną akuszerkę, że o lekarzu nie wspomnę. Wnuczka tylko to zapamiętała, nie zapamiętała zaś ani daty, nawet przybliżonej, ani nazwiska bijącego niby funkcjonariusza.

 Do całości obrazu dołożono literaturę piekną o zbrodniach na narodzie polskim w postaci nakazu przez funkcjonariuszy zgaszenia świeczki w prawosławną wigilię. Jeszcze bardziej zbrodniczo zachował się ponoć funkcjonariusz Rybak, który wystroił się w prześcieradło i udawał przed cerkwią księdza. Całe szczęście, że nie popa. Ponadto prokurator dorzucił jeszcze garść rzekomych późniejszych wypowiedzi oskarżonego, czyli argumentację jeszcze głupszą. To wszystko ma zaświadczać nieuzasadnione maltretowanie mniejszości narodowej, błędnie utożsamianej z Ukraińcami. Przecież to Ukraińcy, a nie Polacy, traktowali Łemków jak swoich i rekrutowali – fakt, często na siłę – spośród nich swoich banderowskich rezunów, informatorów i traktowali jak własne zaplecze aprowizacyjne. Wacława Pietrzaka obwinia się również za skutki przesłuchań w krośnieńskim UB i pobyt w w obozie dla banderowców w Jaworznie. Wynika z tego aktu oskarżenia, że funkcjonariuszom posterunku w Olchowcu nie wolno było nikogo zatrzymywać i przesłuchiwać, pomimo dwukrotnego ataku zbrojnego na ich siedzibę, na szczęście nieskutecznego. Pewnie powinni iść i wygłaszać pogadanki o miłości bliźniego i czekać, aż ich podziurawią widłami, lub przerżną piłą.
Infantylizm tej oskarżycielskiej logiki jest porażający. Całość bowiem  kuriozalna i wyrwana z ówczesnych realiów, a jakby przeniesiona w krainę rajskiedo spokoju. Trwała tam przecież bezlitosna, niezwykle brutalna i okrutna walka band z polskością. Każdy posterunek milicji przypominał twierdzę, gdyż był obiektem ataków ze strony band, często udanych. Przecież tę całą awanturę rozpoczął Bandera udanym zamachem na Pierackiego, ministra rządu w II Rzeczpospolitej. To obywatele Rzeczpospolitej narodowosci ukraińskiej i pokrewnych wystąpili zbrojnie przeciwko własnej ojczyźnie i prowadzili eksterminację ludności polskiej oraz walkę o oderwanie od Polski tzw. Zakerzonii. Dla każdego szanującego się historyka jest to kwestia bezsporna, tylko nie dla prokuratora Puzanowskiego.
Cóż z tym pasztetem uczynił sąd? Ku zdumieniu, nie tylko oskarżonego, prowadził z pełną powagą niemal dwuletnie postępowanie, dając bezgranicznie wiarę niczym niedowiedzionym insynuacjom, traktując z pełną powagą dowodową zeznania tych, którzy kiedyś coś słyszeli od babci, albo często nie wiedząc od kogo i bezpośrednio nie byli świadkami niczego. Nie dysponując żadnymi przekonującymi dowodami brnie w zasugerowaną przez prokuratora IPN surrealistyczną logikę. Przecież każdy wie, że gdyby coś z tego było na rzeczy, to przynajmniej jakikolwiek pisany ślad pozostałby gdzieś. A takiego prokurator nijak nie wyśledził.
Sąd ni w ząb nie uwierzył w żadne oświadczenia oskarżonego, chociaż ma on nieposzlakowaną opinię. Nie wierzy nawet w jego neuropsychiczne zaburzenia, łącznie z okresami utraty świadomości. Rzeczywiście traktuje go jak zbodniarza  przeciwko ludzkości i skazuje. Ale następuje ciąg dalszy.

W poczuciu niesprawiedliwości odwołuje się on do Sądu Okręgowego w Krośnie, który 11 wrzesnia uchyla w całości wyrok pierwszej instancji, traktując całe oskarżenie i uzasadnienie wyroku jako zbyt infantylne i nienoszące żadnych zbrodniczych przesłanek. Instancja odwoławcza zatem zdjęła odium śmieszności z wymiaru sprawiedliwości, a więc i państwa. Ponadto zespół orzekający Sądu Okręgowego dosyć klarownie naświetlił całe tło historyczne trudnych i tragicznych realiów wojny domowej po wojnie światowej.

Teraz pojawia się kilka uporczywie wciskających się refleksji. Na początek pytanie, czy to pomyłka wymiaru sprawiedliwości, brak kompetencji, czy świadoma manipulacja, albo jeszcze coś innego? Nie jestem w stanie udzielić odpowiedzi na te pytania. Pomyłki bowiem się zdarzały. Ponoć największą pomyłką wymiaru sprawiedliwosci w dziejach ludzkości było ukrzyżowanie Chrystusa. Skazano go za nic na najsurowszą karę. Może zestawienie tego z omawianym procesem jest nadużyciem, ale niesłuszne uznanie człowieka za zbrodniarza przeciwko swojemu narodowi i ludzkości nie ma już innego określenia cięższego kalibru. Z drugiej strony, z jakąż dziecinną łatwością przylepia się u nas człowiekowi przekleństwo bycia zbrodniarzem przeciwko swoim, zwłaszcza przez ludzi młodych! Zdumiewające!

A rzetelne poczucie odpowiedzialności za postępowanie funkcjonariusza publicznego reprezentującego państwo? Czy coś takiego jeszcze istnieje? Gdy przed wojną gen. Wieniawa Długoszowski narozrabiał w stolicy ponad miarę, został wezwany przez Piłsudskiego. Stawił się karnie, ale we fraku. Zdziwionemu marszałkowi wyjaśnił, że nie mógł dopuścić do uwłaczenia generalskiemu mundurowi, gdy marszałek będzie ze słusznych pobudek prał go po pysku. Czy inicjator całego nieszczęścia, prokurator Puzanowski, pójdzie we fraku do swojej ipeenowskiej zwierzchności? Frak mogę bezinteresownie wypożyczyć. Bardzo w to wątpię. W tej instytucji nawet cienia Pilsudskiego i Wieniawy trudno dostrzec. W dniu zamknięcia tego numeru wisiał nadal na stronie internetowej IPN w Rzeszowie uchylony, a zatem nieważny już wyrok skazujący Wacława Pietrzaka. Nikomu w tej instytucji, sowicie przepłacanej z naszych podatków, nie przyszło do głowy, aby poinformować swoich wielbicieli o sromotnej porażce i użyć w stosunku do niesłusznie sponiewieranego człowieka, magicznego słowa – przepraszamy.

Wizerunek naszego wymiaru sprawiedliwości jest coraz gorszy, spada społeczne zaufanie do niego. Ale jak może być inaczej, skoro przytaczany tu przypadek jest skrzyżowaniem prawnego infantylizmu z radosnym tworzeniem rzeczywistości wyobrażonej i życzeniowej? Pewien klasyk nie bez powodu powiedział, że sprawiedliwość może być ślepa, ale nigdy głupia. Amen!

A teraz również kamień do swojego ogródka. Moi zacni koledzy po medialnym piórze z radosnym entuzjazmem podjęli podrzucony im usłużnie oskarżycielski pasztet i ogłosili Wacława Pietrzaka zbrodniarzem. Przyzwoitość i etyka dziennikarska nakazują sprostowanie błędnych informacji. Nikt jednak po 11 września nawet nie zająknął się na ten temat. A to już jest zdziczenie obyczajów, nad którym wielce boleję.

Źródło: Podkarpacki Zarząd Wojewódzki RACJA PL

 

Napisz komentarz
Musisz być zalogowany(a) aby napisać komentarz.
 
Przeczytaj poprzedni wpis:
Odzyskać patriotyzm

W coraz bardziej prowincjonalnej Polsce coraz więcej pojęć zawłaszczają na swój wyłączny użytek różne grupy i odłamy politycznego marginesu. Każda...

Zamknij