RACJA TV

Facebook.

Najczęściej czytane

Trzech panów na uchodźctwie…

Problemem polskiej emigracji nie jest to, że wyjechało nie do końca wiadomo, ile milionów ludzi. Problemem jest to, że ucieka śmietanka polskiego społeczeństwa, która w pracy poniżej swoich kwalifikacji odnalazła spokój, odwiesiła swoje marzenia na wieszaku i zamierza dokonać żywota wszędzie, byle nie nad Wisłą. I nikt nie planuje wracać. Nawet w żartach oto prawdziwy plan Balcerowicza, a poprzednio skutek nieudanych powstań Styczniowego i Listopadowego.

Migracja

Nie planowałem zostać korespondentem zagranicznym 3obieg.pl. Tak wyszło – ruszyłem w świat obiecując sobie, że skoro czeka mnie już właściwie tylko starość, spełnię kilka młodzieńczych marzeń. W czasach, kiedy Polakom odbijały się ostatnie resztki Planu Balcerowicza (będącego faktycznie planem Goeffrey’a Sachsa), pomyślałem sobie, że przynajmniej połowę każdego roku będę spędzał pod żaglami. To oczywiście były nieprzytomne jawienia młodzieńca – o ile żagle pozwalają na przetrwanie bez gotówki nawet i pół roku, o tyle przez drugie pół roku trzeba gdzieś pracować. Z czasem oprócz konieczności wypełnienia własnego garnka, odkryłem, że dookoła niego stoi niemała gromadka dzieci. Zapomniałem więc o żaglach, zająłem się dziennikarstwem.

Teraz rzuciłem się w wir wielkiej fali migracji – dziennikarstwo w wydaniu polskim też okazało funta kłaków warte. Co innego, gdybym był członkiem PO czy PiS. Ale nie jestem.

Rzuciłem się w wir wielkiej fali migracji – nie tej, o której wspominał w każdym sejmowym wystąpieniu Donald Tusk, ale tej drugiej – o której w tajemniczy sposób milczą dzisiaj media.

A szkoda, bo ta druga fala jest daleko ciekawsza. Polacy, którym udało się wyjechać kilka lat temu spoczęli na laurach. Albo się rozpili, albo skończyli w rzeźniach, albo na polach angielskich i skandynawskich farmerów. Lepiej nie spotkać ich nocą na ulicach Brixton, czy Londynu – zaczepią na pewno. Po akcencie poznają innego Polaka i dla czystej zasady dadzą mu łupnia. Dlaczego?

Bo jest Polakiem i jeszcze o czymś marzy. A ci, którzy jeżdżą dzisiaj, wciąż mają marzenia.

W drodze do mojego marzenia osiadłem w ośrodku wczasowym na Wyspach Brytyjskich.

Dostałem pracę w kuchni. Najprostszą – na szmacie. Za najniższą stawkę. W mieście, które już od stacji kolejowej wita przyjezdnych polskim sklepem z najprawdziwszymi polskimi produktami i polskim personelem, który uliczną polszczyzną jest w stanie skierować każdego w dowolne miejsce w mieście.

W samym ośrodku także króluje język polski – w pomieszczeniach pracowniczych i barakach dla zatrudnionych. Ja trafiam do segmentu z trzema panami. Jeden jest moim rówieśnikiem, jeden mniej więcej o 10 lat starszy. Trzeci jest najmłodszy z nas. I najlepiej przygotowany, bo skończył w Londynie college kucharski – jego matka znalazła się w pierwszej fali emigracji. Dlaczego trafił tutaj?

- Przygotowanie zawodowe mam dobre, ale… szukają ludzi z doświadczeniem – wzrusza ramionami. – Przyjechałem popracować z dala od domu w Londynie. Żeby nabrać tego doświadczenia. Za pół roku dostanę normalną pracę. Za normalne pieniądze. Bo trzeba przyznać, że zarobki w ośrodku nie rozpieszczają. Krzysztof, w Polsce inżynier, na wyspach kelner, i tak uważa, że jest mu lepiej niż było w kraju. Tym bardziej, że pod koniec pobytu w Polsce miał kłopoty ze znalezieniem pracy.

- Na rachunki mi wystarcza – opowiada po drugim sezonie w ośrodku. – Zostanę tu. Może zaczepię się w innej pracy. Nie, nie w Polsce.

- Pracowałem w podobnym ośrodku, ale na północy – to Marcin, mój rówieśnik. Jest lingwistą. Zna biegle trzy języki obce, chce się uczyć chińskiego. Do Polski nie wróci, bo po pół roku pracy chce się wybrać do Manilii. Tam ma dziewczynę, którą poznał w sezonowej pracy na Wyspach. Z nim rozmawiamy najdłużej. O podobieństwach upadającego Imperium Brytyjskiego do ostatnich wieków Bizancjum. O Polsce też trochę, ale przyszłości żaden z nas z krajem nie wiąże.

Pod oknami przechodzą Węgrzy.

- Oni tworzą bardziej zgraną grupę niż Polacy – to inżynier. Zmieniamy temat i rozmawiamy o mniejszościach. Wkrótce okazje się, że na ścierkach i zmywakach z równym, co Polacy zacięciem zasuwają także Hiszpanie.

- Naprawdę źle musi być w Hiszpanii, skoro Hiszpanie są w tym ośrodku – śmieje się lingwista. No, ale oni mają dokąd wracać. My, uznajemy zgodnie, już nie.

Pawel Pietkun

Napisane przez: Pawel Pietkun

Od redakcji: Na kim Polacy chcą się odegrać tego nie możemy zrozumieć. Nie wrócę bo nie wrócę, nie bo nie, na złość swojej Matce się przeziębię nic tu po was kochani. To smutny obraz sfrustrowanych polaków , którym się wydaje że wykształcenie predysponuje ich do najwyższych gaż i apanaży. Wiemy że z patriotyzmu się nie żyje. Wolicie podłą prace zamiast w kraju podjąć walkę ze sprawcami waszego upodlenia. Nie wy macie swój kraj w nosie, dał wam wszystko czego potrzebuje młody zdolny człowiek na starcie, a wy kiedy jest w potrzebie odwracacie się do niego tyłem. Taki obywateli my też nie chcemy. Brakuje wam elementarnych zasad szacunku do tych , którzy wam sfinansowali waszą edukacje. A jak nie macie szacunku do pozostałych w kraju to i was nikt nie uszanuje. Sami się skazaliście na poniewierkę i wegetacje.

Pod redakcją  „NASZA RACJA”

Źródło: Internet, różne

http://3obieg.pl/trzech-panow-na-uchodzctwie

Napisz komentarz
Musisz być zalogowany(a) aby napisać komentarz.
 
Przeczytaj poprzedni wpis:
Piotr Szumlewicz
Żydowska paranoja

W odpowiedzi na list redaktora Piotra Szumlewicza Szanowny panie Szumlewicz jako znany polonofob, komuch redaktor żydomasońskiego „Bez Dogmatu” i redaktor...

Zamknij