RACJA TV

Facebook.

Najczęściej czytane

Towarzysz Rydzyk trzepie kasę

Ciek wodny – znaleźli budowniczowie metra w Warszawie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie taki drobny szczegół, że ciek może być tylko wodny z samej definicji, gdyż jest to właśnie strumień wody płynącej. A skoro tak, to przymiotnik wodny jest tu całkowicie bez sensu. Natomiast może być ów ciek stały, okresowy, ciek rzeki, kanału itp. Ale może chodziło o zwykły przeciek? Jest jeszcze ciek w słowniku myśliwskim i oznacza nogę ptaków grzebiących, chociażby kuraków. Jednak wystepują wyłącznie parami, czyli w liczbie mnogiej, gdyż grzebiącej jednonożnej kury nikt jeszcze nie widział. Mogłaby wówczas w pozycji misjonarskiej grzebać jedynie za dowolnym uchem. Ktoś językowo doedukowany musiał szybko okpić to określenie, ponieważ przestali w telewizorniach powtarzać ów znaczeniowy idiotyzm. Ciek wodny wyparły inne, bardziej ludzkie, pojęcia, jak chociażby eufemistyczny sączek.

Poszłem – do roboty społecznej, pochwalił się z sejmowej ambony pewien poseł, którego nie udało mi się zidentyfikować. Nie rzucał się bowiem wcześniej w oczy przesadną aktywnością parlamentarną. I słusznie! Jest to bardzo interesująca konstrukcja językowa, świadcząca o drastycznej niewydolności edukacji publicznej. Męską formę pewnie dopasował sobie do żeńskiej i wyszło mu jak widać (poszła, poszłem na wzór – była, byłem). Jednak sądzę, że ów językowy geniusz stosuje swoiste stopniowanie uzależnione od odległości. Jeśli idzie na krótką odległość, to stosuje formę najkrótszą – szłem. Na przykład spać, albo „do płota”. Gdy zaś w rachubę wchodzi średni dystans, chociażby na piwo, lub do Kaśki zza rzeki, czy do roboty, to stosuje dłuższą formę – poszłem. Natomiast najdłuższa wyprawa, powiedzmy na pielgrzymkę, albo po rozum do głowy, wymaga również najdłuższego określenia – poszedłem. Proste, ale genialne! Poprawnie daje chodzić się tylko najdalej.

Puszczanie szczura – to według posła Dorna polityczna gra rządu, który dla odwrócenia uwagi od żywotnych problemów młóci jakiś marginalny plankton. Gdy źle jest z budową autostrad, z rządowej klatki wypuszczają szczura, czyli zaczynają deliberację ogólnonarodową o in vitro. Gdy zaczynają groźnie trzeszczeć finanse publiczne ów szczur przybiera nazwę – legalizacja związków partnerskich. Nie wiem tylko czy afera z koniczynkowymi taśmami i Amber Gold, to są też szczury-bydlaki, czy nie? A jeśli tak, to z czyjej klaty zostały wypuszczone? Z tym puszczaniem szczura coś musi być na rzeczy. Stworzenie bystre, inteligentne, stadne, o wysokiej zdolności przetrwania, nawet w skrajnie niesprzyjających warunkach. Tak samo jak nasi liberałowie i prezes I Ogromny. W czasach PRL mieliśmy też takiego niezatapialnego premiera.

Towarzysz Rydzyk – tak ojdoktora toruńskiego awansował Lech Wałęsa. I tu od razu pojawiła się zagadka, o jakiego towarzysza prezydentowi chodziło, gdyż tego nie sprecyzował? Nie mogło chodzić o towarzysza lat dziecinnych, bo gdzie Rzym, gdzie Krym, a gdzie kukuryku. Zatem może o tego, który towarzyszy komuś – tam biegnie panna, towarzyszu mój? Też odpada. A może towarzysza broni? Jeden zakuty do drugiego podobnie zakutego, oczywiście w zbroję, zwracał się ongiś per towarzyszu pancerny. Rydzyk pancerny? Nie może być! Nie mogło chodzić o towarzysza niedoli, bo z jakąż niedolą ojdoktor czy prezydent może mieć do czynienia? Zaś sama myśl, że mogło chodzić o towarzysza życia, budzi zgrozę. Przecież oba samce, chociaż jeden w kiecce. Zatem nie pozostaje nic innego, jak tylko towarzysz partyjny. Ale to też nie jest realne, gdyż towarzysz Rydzyk ze swoimi talentami bez wątpienia zasiadałby co najmniej w Biurze Politycznym pospołu z towarzyszem Siwakiem, a takiego przypadku nie znam. Coś jednak musiał prezydent Wałęsa pokręcić.

Trzepać kasę – chce nasza ideowa młodzież kapitalistyczna. I nie chodzi tu bynajmniej o walenie trzepaczką po kasie chorych, lecz o najzwyklejsze zarabianie pieniędzy. Trzepanie bowiem, to nic innego, jak szybkie zarabianie pieniędzy, głównie poprzez obracanie nimi.

Zaś kasa to nie okienko z panienką pobierającą lub wydającą pieniądze, lecz zwykła mamona, którą nie wiadomo dlaczego należy właśnie trzepać. I najzdolniejsi oraz najskuteczniejsi trzepacze kasy są idolami naszej młodzieży. Nie jakieś judymy czy siłaczki, lecz trzepacze tego, czego przyszłość narodu najbardziej pragnie i oczekuje. O tempora, o mores!
Roman Małek

Napisz komentarz
Musisz być zalogowany(a) aby napisać komentarz.
 
Przeczytaj poprzedni wpis:
kasiora
Z prochu powstałeś, wstań i się otrzep

Witam! Pamiętacie moją "Krucjatę" majową? Jeśli się Wam podobała, to mam dla Was dobrą wiadomość! Po raz kolejny udało mi...

Zamknij