RACJA TV

Facebook.

Najczęściej czytane

Słowo spuszczone z łańcucha

Wyrok skazujący Dodę to nic innego jak huk armat wymierzonych w wróbla.

Po raz kolejny błahy incydent urasta do rangi wydarzenia kluczowego dla dyskusji o roli religii w życiu społecznym. W ubiegłym roku znana piosenkarka udzieliła wywiadu, w którym ujawniła, że bardziej wierzy w dinozaury niż w Biblię (jakby jedno wykluczało drugie). Oznajmiła również, że „ciężko wierzyć w coś, co spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła”. Oburzeni Stanisław Kogut, senator PiS, oraz Ryszard Nowak, szef Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami, złożyli pozew, a sąd uznał właśnie, że doszło do obrazy uczuć religijnych i skazał piosenkarkę na 5 tys. zł grzywny.

Nie miejsce tu, by rozważać, czy w Biblii, jak chcą rastafarianie, pojawiają się wyraźne sygnały przyzwolenia na palenie marihuany, i ile racji miały niektóre szczepy Indian, przekonane, że grzyby halucynogenne zostały im dane przez Boga. W antropologii miejsce, w którym narkotyki spotykają się z doświadczeniem mistycznym, eksplorowane jest przez badaczy nadzwyczaj chętnie, choć trudno oczekiwać, by taka eksploracja mogła cokolwiek udowodnić. Dla jednych religia na zawsze pozostanie wytworem umysłu, dla innych Bóg będzie realną siłą.

Pytanie brzmi więc inaczej: gdzie przebiega granica zniewagi, nie tylko religijnej, i czy warto histerycznie reagować na każdy głos z drugiej strony, choćbyśmy uznali, że szarga on rzeczy dla nas najświętsze.

Przyznajmy: katolicyzm znalazł się pod ostrzałem. W oficjalnym dyskursie nie możemy drwić z Buddy, Mahometa (tu akurat śmiech lepiej powstrzymać dla własnego dobra), Zaratustry i owianego zapachem konopi Jah. Nie powinniśmy również kpić z satanistów, są to bowiem, jak wieść niesie, ludzie inteligentni i podatni na zranienie, skrzywdzeni przez przymusowe służenie do Mszy i grzechotanie dzwonkami podczas nabożeństw majowych. Nic nie stoi natomiast na przeszkodzie, by na warsztat wziąć Biblię i Chrystusa. Katolicyzm i szerzej: chrześcijaństwo, stały się w ostatnich latach poligonem, na którym możliwe są eksperymenty najdziksze – Nergalowi wolno drzeć Biblię, Andres Serrano zanurza krzyż w moczu, zaś na forum Ateista.pl niejaki Al-rahim zastanawia się, czy jeśli ktoś wierzy, iż oddawanie kału na krzyż jest formą kultu, powinien być oskarżony o obrazę uczuć religijnych. Jeśli można pokusić się o wróżenie z ekskrementów, to stan ten będzie się pogłębiał.

Podawanie podobnych eksperymentów w wątpliwość przyjmowane jest jako ewidentny dowód na wąskie horyzonty. Sztuka urosła do rangi inteligentnego mściciela, który pod pozorem zadawania ważkich pytań bierze odwet za lata krzywd, zarówno prawdziwych, jak i urojonych.

W takim kontekście wypowiedź Dody wygląda wręcz niewinnie, a pozew sądowy brzmi jak huk armat wymierzonych w wróbla. Nowak i Kogut nie chcą najwyraźniej przyjąć do wiadomości, że przyszło im żyć w świecie, w którym wolno coraz więcej. Wolno mówić mocniej, radykalniej, bardziej zjadliwie. Można się na ten stan rzeczy obrażać, przyznajmy również, że poszerzenie granic wolności debaty w sposób nieunikniony wiąże się z zadawaniem ran: słowa spuszczone z łańcucha, słowa, które często wyprzedzają namysł, mogą kaleczyć i niszczyć. Wolność oznacza coraz częściej w potocznym rozumieniu prawo do bezkarnego obrażania innych. Potoki pomyj leją się na wierzących, niewierzących, Michnika, Kaczyńskiego, tych, którzy bronili krzyża na Krakowskim Przedmieściu, jak i tych, którzy przeciwko jego obecności protestowali. Ostatnie dwie dekady minęły pod znakiem wielkiej inflacji znaczeń i, jeśli tylko nie marzy nam się cenzura, trudno wyobrazić sobie, że nagle powściągniemy języki.

Żyjemy w kraju, w którym normą staje się nazywanie przeciwnika „debilem”, a jest to przekroczenie o znacznie poważniejszych konsekwencjach niż supozycja, że ewangeliści pili wino i palili marihuanę. Dlaczego? To proste: prześmiewczy i bezlitosny dla chrześcijan „Żywot Briana” (swoją drogą, ciekawe, dlaczego Kogut i Nowak nie wystąpili jeszcze o zakaz rozpowszechniania filmu) nie jest tak niebezpieczny jak pierwszy lepszy hip-hopowy tekst nawołujący w bezpośredni sposób do przemocy.

Coraz mocniejsze słowa i gesty wymierzone w Jezusa są więc częścią większej całości. I tak, jak nie ma szans, by Polacy przestali z dnia na dzień wyzywać się od debili, tak nie sposób sobie wyobrazić, by w Polsce powstała umowa społeczna wyłączająca obszar jakiejkolwiek religii spod ataku niesprawiedliwych słów i gestów. Bo niby dlaczego mielibyśmy taki rezerwat zakładać? Przestrzeń doświadczeń duchowych otwarła się na oścież, również dla tych, którzy chcą ją zwiedzać z torbą wypełnioną fekaliami. Owszem, jest to rodzaj wojny. Ale w ustroju prawdziwie demokratycznym nie da się jej uniknąć.

Warto pochylić się przy okazji nad decyzjami polskich sądów w sprawach o szeroko rozumianą wolność słowa, ostatnie miesiące pokazują bowiem, że rozstrzygnięcia mają charakter czysto arbitralny i zależą od widzimisię sędziego. Artystka „Doda” Rabczewska nie może ranić katolików mówiąc o tym, że autorzy Biblii palili konopie. Inny artysta słowa, Nergal, został uniewinniony, bo darł Biblię wśród fanów, których ten gest nie zbulwersował. Wychodząc poza kwestie religijne: w styczniu tego roku okazało się, że redakcja „Rzeczpospolitej” miała prawo poniżać homoseksualistów, przyrównując związki jednopłciowe do zoofilii. Homoseksualistów poniżać mogą również aktywiści Narodowego Odrodzenia Polski, którzy zalegalizowali znak „Zakaz pedałowania”.

Bałagan w podobnych w gruncie rzeczy sprawach dowodzić może jednego – pojęcia obrazy uczuć religijnych czy godności stały się tak trudne do zdefiniowania, że nie ma mowy o pokazaniu ogólnego mechanizmu przestępstwa. W ślad za tym idzie postulat coraz wyraźniej artykułowany przez internautów, domagających się wykreślenia obrazy uczuć religijnych z kodeksu karnego. Nawet jeśli kiedyś tak się stanie, nie ma powodu do załamywania rąk: bluźnierstwo pochodzi z zupełnie innego porządku i w innym miejscu niż sąd zdaje się z niego sprawę.

Przyznajmy: fundamenty chrześcijaństwa są podważane coraz mocniej. Ale Kogut i Nowak pozywając do sądu Dodę, osiągają efekt przeciwny do zamierzonego. Każdy ma prawo dochodzić w sądzie swoich racji, po co jednak robić publicity mało istotnemu wywiadowi? Po co wzmacniać i bez tego silne przekonanie, że polscy katolicy próbują zamykać usta swoim krytykom? To nie Kogut i Nowak wychodzą z sali sądowej jako zwycięzcy – to Doda zyskuje miano męczennicy, którą zakneblował zły ciemnogród. Co więcej, zaraz po wyroku uaktywnił się inny celebryta, Michał Piróg, który na Facebooku napisał o Biblii: „To jakaś paranoja… jakichś kilkunastu kolesi na zlecenie nowo istniejącej firmy za grubą kasę napisali zbiór bajek”. Zdaje się, że Kogut i Nowak znaleźli kolejnego przeciwnika.

Choć, dodam na koniec, nawet tak rozdyskutowana postać jak Doda zdaje sobie sprawę, że wolność słowa powinna mieć granice. Sama pozwała rapera z Grupy Operacyjnej za to, że nazwał ją w teledysku „blacharą”, a w internecie opublikował list otwarty, gratulując byłemu partnerowi artystki, że ten ją zdradzał.

Doda wygrała sprawę o list otwarty w sądzie, o mały włos nie puszczając rapera z torbami.

Źródło: ”Tygodnik Powszechny”

http://tygodnik.onet.pl/forum.html#forum:MSwyODksOCw5NTQwNjU2NCwyMzYwODIyMjksMTE4MjYzNzIsMCxmb3J1bTAwMS5qcw==

A czemu się Pan dziwisz?
Panie Olszewski. To nie tyle katolicyzm znalazł sie pod ostrzałem ile sam sprowokował ten ostrzał. Kościół jest instytucją skorumpowaną, przeżartą złem. Co chwilę ujawniane są na całym świecie, nie tylko w Polsce, nowe kryminalne afery i przekręty czy to finansowe, czy gospodarcze, czy obyczajowe, i co???

I nic. Winni nie ponoszą kar, maszynka kręci się dalej, a media… znajdują inne tematy. Kościoła już nie tykają. Dlaczego tak jest? Dlaczego instytucja oparta na kłamstwie, oszustwach, do których sama sie zresztą po wiekach przyznała (donacja Konstantyna) trwa ponad 2000 lat i ma się dobrze??? Ano dlatego, że zawsze jest pod rękę z władzą. Co więcej, ona tę władzę kontroluje. Każdą. Popiera zarówno dyktatorów, jak i demokratów. A przedstawiciele władzy? Przykładem senator Kogut, czy posłowie PiS, ze sprawy Nergala, czy też LPR, których uczucia „obraziła” Nieznalska. Pan Nowak też, ponieważ kiedyś zaznał smaku władzy i bardzo chciałby do niej wrócić, a głosy moherowych radiomaryjnych beretów mogłyby to sprawić. A niestety my, Polacy jesteśmy w swojej masie niewykształceni, prymitywni i po prostu głupi. 

I takim Kogutom, czy Nowakom nietrudno jest manipulować ludźmi o zbliżonym ilorazie inteligencji, zwłaszcza z pomocą księdza. A ksiądz? On oczywiście niczego nie żąda, nie wymusza, ale gdy mu burmistrz, czy wojewoda daje, to ma nie brać??? Gdy sędzia, czy prokurator przymyka oko na jego przekręty, czy przestępstwa, to ma z tego nie korzystać? A w dowód wdzięczności doradzi z ambony na kogo prawdziwy katolik ma oddać swój głos. A wybraniec prawdziwych katolików będzie jeszcze bardziej chciał się przypodobać swojemu biskupowi, czy choćby proboszczowi i jeszcze więcej mu da, albo zacznie pod niego ustawiać prawo… Najlepiej tak, by zamknąć usta wszelkim krytykom. 

I tak to się kreci. I faktycznie kościół rządzi nie ponosząc przy tym żadnej odpowiedzialności. Nie orze, nie sieje, a zbiera i zbiera. Dlatego trudno sie dziwić, że raz i drugi, tu i ówdzie ktoś, kto nie ma nic do stracenia próbuje protestować. Cierpią na tym zwykli katolicy, nie zamieszani w wielką politykę, choć nie do końca, bo przecież to właśnie oni słuchając wskazówek swojego proboszcza wybierają takich Kogutów, czy Nowaków. Czy wyborca katolicki zastanawia się na przykład nad swoim kandydatem, czy interesuje go jego życie (w duchu ewangelii). Nie, przecież gdyby tak było to nie byłoby w Sejmie, czy Senacie w barwach PiS-u, PSL-u, czy nawet Platformy – ugrupowań kierujących się katolicką nauką społeczną, choćby rozwódek i rozwodników. Nergal nie dlatego nie podarł Koranu, że się bał. A kogo by w Polsce wzruszyło podarcie Koranu??? Albo świętej księgi innej religii? Czy islam wciska się Polakom do życia, do garów, do łóżek? Czy wartości islamskie są narzucane nam z ekranów telewizorów i radioodbiorników? Czy w Sejmie, Senacie, urzędach, szkołach, szpitalach, a nawet komisariatach wiszą półksiężyce? A może gwiazdy Dawida? Więc nie dziw sie Pan, Panie Olszewski. Wszak kto sieje wiatr, ten zbiera burze i kto mieczem wojuje…
Jazbuj

Kościół rzymskokapitalistyczny od wieków nadużywa ignorancji ludzkiej, zmuszając ludzkość do wiary w rzeczy nieprawdziwe na podstawie Starego Testamentu i czterech wybranych ewangelii. Procesu o ujawnienie prawdy nie da się zatrzymać. Watykan musi pokazać światu prawdziwe, niepodważalne dowody na istnienie Jezusa Chrystusa, a nie tylko opowiadać biblijne bajki. Udowodnienie tego przed Trybunałem Strasburskim że Chrystus nie istniał oznaczało by koniec Kościoła Katolickiego, konfiskatę jego dóbr, prawne anulowanie dogmatów na jakich opiera się chrześcijaństwo nie będzie już można twierdzić że Chrystus przybył na ziemię pod postacią człowieka, by odkupić grzech pierworodny ludzkości.

To również koniec Eucharystii. Żaden ksiądz udzielający komunii nie mógłby już mówić: „Oto ciało Chrystusa” . Celebracja sakramentu Eucharystii stałaby się oszustwem ściganym prawnie. Kościół nie mógłby twierdzić, że dogmat przemiany wina oraz chleba w krew i ciało Chrystusa jest prawdą. To tylko niektóre z dogmatów, jakie musiały by zniknąć, ponieważ są fałszywe. W swojej nowej wydanej książce „Jezus z Nazaretu” sam namiestnik Boga na Ziemi ma spore kłopoty z udowodnieniem jego istnienia i sam nas namawia do szukania prawdy zdając sobie sprawę z zagrożeń, jakie niesie ze sobą jej poszukiwanie dla wiary i Kościoła. Chrześcijaństwo stosując wyrafinowane uniki i kruczki teologiczne same zapędziło się w kozi róg. Jest paradoksalne, że te poprawne i pozorne założenia to zbiór sprzeczności prowadzanych do odkrycia perfidnego fałszu. Historyczny Jezus Żyd z Galilei i najprawdopodobniej syn Marii niewiele ma wspólnego z Chrystusem i jego ideą, na której zbudowano chrześcijaństwo. Jezus, jakiego znamy z ewangelii w ogóle nigdy nie istniał. Nadszedł czas żeby wreszcie rozprawić się z instytucja, która na przestrzeni dwóch tysiąc leci, fałszerstwem, obłuda, podstępem skrytymi mordami oraz wojnami religijnymi doprowadziła do upadku moralności i nieprzestrzegania podstawowych praw człowiek wyniszczenia całych narodów i państw, nadal korzystającą z nienależnych jej profitów prowadząc skrytą i jawna indoktrynacje zawłaszczając sobie bogactwa narodowe za pośrednictwem swoich przedstawicieli w Sejmie i instytucjach państwowych w zamian za poparcie, ochronę oraz profity na każdym kroku łamiąc bezkarnie prawo i Konstytucje RP posiadającą wszystkie cechy zorganizowanego przedsięwzięcia trudniącego się wyłudzaniem od odurzonych kadzidłem wiernych środków pieniężnych , a zalegalizowana przez cesarza Konstantyna dająca mu legitymacje do posiadania władzy absolutnej nad ludźmi pochodzącej rzekomo od samego Boga.

Mamy organizacje broniące praw człowieka, pochylające się ze współczuciem nad każdym cwaniakiem, kryminalistą, którego uczucia religijne zostały obrażone ale mają one za nic ochronę praw dzieci, których umysły są wyprane przez indoktrynacje religijnych wieszczy, zanim będą miały szansę się ukształtować. To jak ścinanie kwiatów zanim zakwitną. Indoktrynacja religijna jest zbrodnia przeciwko ludzkości i pewnego dnia będzie zbrodnią przeciwko prawu.

Wracajcie do kruchty synowie marnotrawni tam jest wasze miejsce, pozdrawiamy i jesteśmy pełni podziwu dla pani Doroty Rabczewskiej, że jako osoba publiczna ma odwagę głoszenia swoich poglądów. Społeczeństwo ma już Was wyraźnie dość.

Dołączcie do ogólnopolskiego protestu zniesienia art. 196 dotyczącego obrazy uczuć religijnych. Jak prawicowiec i katolik rzuci kamieniem w lewicowego demonstranta to wszystko jest w porządku, ale jak on odrzuci ten kamień w jego stronę to jest to obraza uczuć religijnych. Jak powiedział Jurek Owsiak mieszkamy w pojebanym kraju.

Pozdrawiam  wszystkich wasza GANDZIA.

Napisz komentarz
Musisz być zalogowany(a) aby napisać komentarz.
 
Przeczytaj poprzedni wpis:
biskup
Sekrety i dzieci biskupa Zavali

Gabino Zavala, biskup pomocniczy archidiecezji Los Angeles, był bardzo lubiany przez wiernych. Obrońca ubogich i imigrantów, rzecznik wykluczonych, aktywista ruchu...

Zamknij