RACJA TV

Facebook.

Najczęściej czytane

Słowiańskie Święto Wielkiego Dnia i Wielkiej Nocy zawłaszczone przez Kościół

By przeżywać w całej pełni i całkowitej harmonii z Przyrodą owo wielkie święto, Święto Wielkiego Dnia i Wielkiej Nocy, w istocie święto powtórnego powstania życia, jego odrodzenia po zimowej śmierci, warto poznać rodowód archaicznych obrzędów i uświadomić sobie znaczenie pierwotnych atrybutów magicznych, jakie nam owego dnia towarzyszą. Bardzo wiele z nich uległo zapomnieniu lub utraciło wagę.

Słowiańskie Święto Wielkiego Dnia i Wielkiej Nocy

U Słowian obowiązywał lunarny kalendarz opierający się na cyklu księżycowym. Rok księżycowy składał się z trzynastu miesięcy. Wszystkie wielkie święta wiązały się z pełnią Księżyca, a każde ważne działanie musiało być podejmowane na „młodym księżycu” (wzrastającym), jeśli miało się powieść. Według tej miary rocznej wiosna nie przychodziła 21 marca, lecz w pełnię księżyca po równonocy wiosennej.

Dziś, gdy posługujemy się kalendarzem słonecznym, dzień święta nadal wiąże się z wiosenną równonocą. Jest to czas naszych świąt wielkanocnych, a termin owych obchodów waha się między 21 marca a 24 kwietnia, przypadając dokładnie na pierwszą niedzielę po równonocnej pełni Księżyca. W Wielkanocy zachował się pradawny termin agrarnego, księżycowego święta Nowego Roku, a z nim część noworocznych obrzędów. Dla rolników i pasterzy była to graniczna data, od której mogli rozpoczynać różne czynności związane z uprawą i hodowlą – z pewnością najważniejsze święto całego cyklu rocznego.

Część elementów Święta Wiosny włączyła się do Świąt Wielkiej Nocy, ale część z nich oderwała się od dawnej daty, związując z nowymi terminami cyklu słonecznego i z datami nowego kalendarza. Tak na przykład rytuały uśmiercania uosobionej Zimy (Marzanna, Smertnica, Maslenica, Kostroma) zostały przywiązane do daty 21 marca.

Z kolei tradycyjna intronizacja Wiosennego Króla (Pasterzy) i Obnoszenie Królewny w Polsce, obrzędy Jaryły-Jaruny na Rusi (dzisiaj Zielony Święty Jurij) albo Kukiery w Bułgarii, czy litewskie święto Sekmine, białoruska Sjemucha związały się z Zielonymi Świątkami.

Jeszcze inne czynności magiczne, bez których niegdyś święto nie mogło się obejść, tępione energicznie przez Kościół, zanikły zupełnie lub przybrały szczątkowe formy. Dotyczy to szczególnie ogólnosłowiańskiego obrzędu wielkanocnego palenia ognisk po wzgórzach i smętarzach-żalnikach (Ogni Gromadnych, Grumadek, Grmači, Grietów), a także obrzędowych uczt związanych z Dziadami Wiosennymi, określanymi w różnych krajach słowiańskich różnym mianem: Njebożczickij Wielikdeń, Nawski Dzień, Nawskij Wełykdeń, Leldena Wielik Den, Navian Djeń, Radunica. Do tej grupy należą też „wiosenne igrzyska”, występujące na przykład w krakowskim święcie Rękawki, śląskich wyścigach ludowych zwanych Rochwistem, czy w Wołowym Weselu na Podlasiu.

Pierwszym etapem wiosennych obrzędów było bez wątpienia pogrzebanie zimy. Uosabiała ją najczęściej naturalnych rozmiarów postać kobieca uformowana ze słomy, ubrana w białą, płócienną szatę, ze starannie oddanymi szczegółami twarzy i długimi lnianymi włosami. Jej głowę często wieńczyła cierniowa korona z gałęzi głogu. Postać tę nazywano w Polsce Marzanną (długoszowa Marzyana), w Czechach Mařeną, w Słowacji Mareną lub Marmurieną, w Rusi i Rosji Maruchą, Marą, Morą, w innych regionach Moreną, Maraną lub Marżaną. Słowianie Nadłabscy i Łużyczanie, także Ślązacy w tym samym obrzędzie niszczyli postać bogini śmierci nazywanej Smertnicą lub Śmierciuchą.

W obrzędzie uśmiercenia Zimy kukłę obnoszono wokół wioski ze śpiewami, wyśmiewając śmierć i srogie dolegliwości zimy, przyzywano jednocześnie wiosnę, a wszystko odbywało się w asyście śmiechów i płaczów, przy dźwiękach rytualnych grzechotek, piszczałek, gęśli, dud, skuduczy, bębnów i dzwonków, z trzaskaniem batów płoszących ciemne moce i złe demony. Następnie wrzucano symbol bogini do wody i topiono lub puszczano z prądem rzeki (Marzanna), albo palono i rozszarpywano na strzępy (Smertnica, Kostroma).

Dopiero po dokonaniu tego symbolicznego uśmiercenia mogły się rozpocząć przygotowania do powitania Wiosny. Jak zawsze przy świętach obmywano całe domostwo nie tyle z brudu, co z nagromadzonego przez rok „złego”, sprzątano – wymiatając razem z kurzem „wszystko nieczyste”, prano bieliznę, szykowano białe obrusy świąteczne zwane czechółami. Mężczyźni na przykład bili i oprawiali zwierzynę (oddawali się łowom), kobiety zaś przyrządzały z niej potrawy świąteczne. Kobiety piekły kołacze-korowaje i placki w kształtach zwierząt (symbole bóstw i jednocześnie imitacje trzody, która miała się mnożyć) oraz placki-mosty tzw. „kładki” dla Dziadów – duchów przodków, którzy mieli po nich nadejść z Nawi Welańskich.

Chłopcy i dziewczęta szli na poszukiwanie wierzbowych i leszczynowych gałęzi pokrytych świeżymi pąkami „kotków” i „bagniątek”, zwanych od pradawna Baziami. Gałęzie wstawiano w domu w siwak, w jasnym, ciepłym miejscu tak, by się, jak mawiano, „rozkiściły” (rozkwitły). Przez cały okres przygotowań kropiono je wodą ze świętych źródeł, żeby nabrały boskiej, życiodajnej siły.

Przynoszono też gałęzie brzozy z młodymi listkami albo świerka (jeśli brzozy nie zdążyły się zazielenić), również całe młode drzewka. Drzewko strojono czerwonymi wstążkami wypowiadając przy tym życzenia, których spełnienia oczekiwano w nowym roku. Gałęziami przybierano cały dom.

Młodzieńcy, rozpoczynali w tym czasie budowę „wiech”, zaś panny pod okiem bab (staruszek) malowały jajka tworząc „kraszanki”. Zwyczaj malowania, kraszenia, pisania jaj był znany już w III wieku przed Chrystusem. Niegdyś barwiono jajka przy pomocy czerwonej cebuli, kory drzew (śliwy, morwy, orzecha, gruszy), i pokrzywy.

Przygotowania trwały jakiś czas, zapewne koło tygodnia. Na koniec, gdy już wszystko było gotowe, ludzie obmywali się w łaźniach, po czym pokrywali ich podłogę warstwą popiołu. Pozostawiano je nagrzane, zaopatrywano w białe ręczniki, bo tam najpierw przychodziły dusze przodków, by się obmyć, nim wspólnie z resztą rodu zasiądą do uczty. W popiele powinny się były odcisnąć ślady Dziadów. Wieczorem obchodzono całe gospodarstwo z ogniem i kadzono spalonymi ziołami każdy zakątek przepędzając ciemne moce. Święcenie ognia i okadzanie domostw związało się w czasach chrześcijańskich ze świętem Matki Boskiej Gromnicznej i świętem Oczyszczenia Maryi.

Gromnicę i kadzidło z jałowca do dziś uznają po wsiach polskich za środek niezawodnie chroniący przed piorunami. Jest to echo części wierzeń i obrzędów ku czci otwierającego wiosnę Peruna. Opisany powyżej cykl przetrwał jako Kwietna (Palmowa) Niedziela, a wiechy przechrzczone na palmy święci się obecnie w kościołach Chrześcijan na tydzień przed Wielkanocą.

O świcie następnego ranka rozpoczynało się święto. Początkował je Śmigus. Obrządek ten polegał na uderzaniu się nawzajem rozkiściałymi witkami wierzbowymi – Baziami (Będziami). To symboliczne bicie wypędzało „złe” z człowieka, uświęcało go i miało dawać siłę kwitnącej wierzbiny czy leszczyny. Aby nabyć mocy pączkujących roślin, należało spożyć Bazie z owych gałązek, co też powszechnie czyniono. Tego dnia przystępowano do intronizacji Wiosny. Odbywało się to podobnie jak uśmiercanie Zimy w pochodzie.

Po zakończeniu pochodu, na wybranym miejscu, świętym wzgórzu – trebiszczu lub bugryszczu – w pobliżu kątyny, świętego gaju i żalnika (te obiekty przeważnie sytuowano razem), zapalano ognisko i urządzano igrzyska połączone ze zbiorową ucztą. Często igry zaczynały się dopiero następnego dnia. Składały się na nie biegi (śląski Rochwist), walka na pięści (kijowskie święto Peruna z ruskich Latopisów), zapasy (podlaskie Wołowe Wesele), wspinanie się po słupach (krakowska Rękawka), walki orężne na kije itp. Przekształconą formą tych igrzysk inicjacyjnych zawierającą wiele identycznych elementów były znane z opisów kronikarzy obrzędy intronizacji królewskiej pierwszych Piastów, władców Czech, Słowenii i Chorwacji.

Podczas igrów odbywał się też rodzaj konkursu kraszanek. Oceniano je, toczono po ziemi, na wyścigi, w dół zbocza (Rękawka), a następnie rozbijano uderzając jednym jajkiem o drugie. Wygrywała ta kraszanka, o którą wszystkie inne się rozbiły. Podobnie toczono w dół kołacze.

Bezpośrednio po tym wydarzeniu przystępowano do uczty, na początek której częstowano się owymi kraszankami. Jajo jako symbol życia miało w obrzędach słowiańskich wielkie znaczenie. Jeszcze w XIX wieku podczas wielkanocnego dzielenia się jajkiem nie wolno go było brać widelcem, lecz koniecznie ręką. Jajko było nie tylko żywym zarodkiem, ale jednocześnie symbolem rodzącego się Słońca, boskiego syna Ognia Niebieskiego – Swarożyca i głównych bogów Niebiańskich samego Ognia Ogni – Swaroga i Pana Światła – Dażboga. Uczta kończyła się wieczorem.

Następny dzień rozpoczynano od obmycia się w świętej wodzie zaczerpniętej uprzednio ze świętego źródła. Oblewano się wzajemnie zimną wodą źródlaną i to bardzo obficie. Zabieg ten dawał ludziom oczyszczenie i siły życiowe, tak samo jak deszcz daje je roślinom. Przetrwał jako Dyngus i odbywa się obecnie w drugi dzień Wielkanocy. Dyngus jest chyba najbardziej żywym z obrządków zachowanych w Polsce. Dyngus wiązał się również z całą pewnością z rozpalaniem świętych ogni i składaniem dziękczynnych ofiar Bogom. Tego dnia udawano się więc na wzgórza, gdzie rozpalano Ognie Grumadne, i na żalniki. Na żalnikach, zaścieliwszy mogiły białym czechółem, spożywano posiłek wspominając zmarłych. Na posiłek ten składały się wypieczone kładki, jajka i miód.

Siedząc przy świątecznym, wielkanocnym stole nakrytym białym obrusem każdy może zadać sobie pytanie i spróbować na nie odpowiedzieć. Co przetrwało, a co zaginęło bezpowrotnie? Ile jeszcze zaginie i kiedy przestaniemy być sobą? Czy możemy działać właściwie dla Przyszłości, zerwawszy więzy z dawną Wiarą, a więc i z Przyrodą? Co wiemy o sobie samych, własnych korzeniach i wspaniałej 3500-letniej tradycji? Czy Drzewo odcięte od Korzeni może wydać Owoce? Jesteśmy owym Drzewem jako Słowiańska Wspólnota Kulturalna i Religijna, jesteśmy Jego wielkim Konarem jako Naród, jesteśmy Jego Gałęziami jako małe, plemienne Grupy (lokalne czy o wspólnych celach), wreszcie jesteśmy Jego Pędami (Pągami) jako jednostki, indywidualne byty, cząstki Światła Świata, Boga Bogów – Świętowita. Tak właśnie jest, czy tego chcemy, czy nie.

Na podstawie artykułu Czesława Białczyńskiego

Źródło: Internet, różne

 
Przeczytaj poprzedni wpis:
Wilekanocne Jajko
Święta Wielkanocne – śmierć i zmartwychwstanie

Jednym z ważniejszych momentów w roku dla kultur rolniczych jest czas siewów, bo od tego zależał dostatek lub głód w...

Zamknij