RACJA TV

Facebook.

Najczęściej czytane

SEKRECJE – ŹRÓDŁO WIEDZY TAJEMNEJ, SZCZĘŚCIA i RÓWNOWAGI

Część II

Nasza codzienna, zawężona percepcja nazwana jest t u n e l o w ą. Znaczy, że postrzegamy tylko jeden tunel rzeczywistości i z całego ogromu bodźców zewnętrznych rejestrujemy zaledwie ułamek jednego procenta (ca.0,0097%).

Wszystko, w co nie wierzymy i co zwyczajnie nie mieści nam się w głowach, po prostu umyka naszej uwadze. Obrazy, uchwycone parą zwykłych oczu, mózg przetwarza tak, żeby pasowały do naszych wierzeń i przekonań.
W psychologii zjawisko to określane jest mianem strefy komfortu, która zapewnia nam bezpieczne samopoczucie w przewidywalnym świecie iluzji.

Szyszynka

Dostęp do ŚWIATŁA i WIEDZY, o jakiej się filozofom nie śniło, umożliwia nam dopiero otwarcie trzeciego oka, kiedy to mózg dosłownie „zalewany” jest przez tajemniczy płyn, zwany przez Rudolfa Steinera wodą życia lub eliksirem nieśmiertelności. Na przestrzeni tysięcy lat indyjscy jogini rozwinęli wiele ćwiczeń, by przejąć wpływ na jego ilość, a współczesne badania z użyciem tomografu komputerowego dowiodły, że im się udało! – U osób praktykujących jogę lub jakikolwiek trening duchowy, szyszynka rzeczywiście wydatnie się powiększa i w stanie medytacyjnego transu stężenie jej wydzielin znacznie wzrasta. Nie chcę tu nikogo zamęczać skomplikowaną chemią organizmu, nakreślę tylko znaczenie trzech najważniejszych sekrecji, jakie biorą udział w procesie transformacji na ceremonii ayahuaski.

Są to:
-SEROTONINA

- tzw. hormon szczęścia, odpowiedzialny za nasz pozytywny nastrój.
Ona to zapewnia nam energię życiową, wpływa na apetyt i popęd, unosi nas na wyżyny miłości, a czasem pozwala doświadczyć tej wszechogarniającej, bezwarunkowej, boskiej… Podnosi nasze wibracje i leczy z wszelkich lęków.
Bez serotoniny cała duchowa wiedza bardzo szybko się dewaluuje, dość zacytować św. Pawła, który w liście do Koryntian pisał; …gdybym miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał (…) stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał…” – Pozostaje mi się pod tym podpisać.

W zdrowej szyszynce serotonina wydziela się pod wpływem słonecznego światła, węglowodanów i seksu. Nie są to jakieś szalone ilości, ale gwarantują odprężenie. Zbyt niski jej poziom obserwuje się u ludzi agresywnych lub pogrążonych w głębokim smutku. Sygnałem alarmowym są zazwyczaj wahania nastrojów, brak apetytu lub objadanie się słodyczami.   A gdy na skutek zniszczonej szyszynki produkcja serotoniny ulegnie skrajnym zaburzeniom, może dojść do poważnych problemów emocjonalnych z depresją na czele.

Ayahuasca, która dodatkowo pełni funkcję naturalnego antydepresanta, jest specyfikiem o tyle unikalnym, że prowokuje „oko shivy” do intensywnego wydzielania serotoniny przez mózg (LSD tylko ją imituje). A ponieważ w procesie tym ważną rolę odgrywają węglowodany, dieta przed ceremonią powinna w nie obfitować. Odchudzającym się gwarantuję, że przynajmniej w czasie rytuałów mogą najeść się bezkarnie.
-MELATONINA

Jest to tzw. „nocny pracownik” – od greckich słów: melos” – czarny” i „tosos” -praca. Spełnia wiele funkcji, przede wszystkim reguluje cyklem snu i czuwania.
Szyszynka wytwarza ją tylko w ciemnościach i to właśnie dzięki niej możemy spać, śnić i niwelować skutki stresu. To stąd bierze się przekonanie, że z niejednym problem wystarczy tylko „się przespać”. Melatonina wpływa też na system immunologiczny i pomocna bywa w walce z chorobami, bo jak powszechnie wiadomo, zdrowy sen bywa najlepszym lekarstwem – na wszystko. W tajemny sposób substancja ta przedłuża także naszą młodość.
Ostre światło blokuje wydzielanie się melatoniny i z tego właśnie powodu ceremonie ayahuaski odbywają się nocną porą, w stłumionym blasku świec lub w całkowitych ciemnościach. Według przeprowadzonych badań, u śpiących, którym podano melatoninę, obserwuje się wzmożoną aktywność mózgu i szokujący wręcz wzrost fazy REM. Jak ważna jest to faza, dowiedli amerykańscy naukowcy, przeprowadzając doświadczenia z dwoma grupami ludzi; pierwsza zgodziła się wytrzymać kilka dni bez snu, druga mogła spać do woli, byle nie doszło do fazy REM (budzono ich natychmiast, gdy zaczynali śnić).

Po kilku dniach u ludzi z obydwu grup wystąpiły dokładnie te same objawy: ogólne złe samopoczucie, zaburzenia nastroju i równowagi, drażliwość, stany lękowe…  Okazało się, że sen dla mózgu (faza marzeń) jest tak samo ważny o ile nie ważniejszy od zwykłego wypoczynku ciała.
Wielu mistyków przypisuje melatoninie ogromny wpływ na rozszerzanie świadomości i rozwój duchowy. Doświadczenia, przeprowadzone z ludźmi przebywającymi kilka dni w całkowitej ciemności i izolacji, dowiodły że substancja ta uruchamia wewnętrzne widzenie i zjawisko snu na jawie. Uruchamia intuicję i telepatię. Prowokuje też wydzielanie się DMT, przez co u niektórych badanych możliwe były pierwsze wizje i podróże astralne.

Od dziecka, nie mając jeszcze pojęcia o melatoninie i jej roli, instynktownie (coś w nas doskonale wszystko wie) czyniłam co w moje mocy, by zmusić szyszynkę do jej nadprodukcji. Mimowolnie unikałam przebywania na otwartym Słońcu, a wieczorami, w domu stwarzałam przytulny półmrok. Ponad wszystko kochałam noc. Nie znając jeszcze ayahuaski skazana byłam jedynie na Thanatos (sen – brat śmierci). Tylko za jego pośrednictwem kontaktowałam się ze światem mojego ducha, a towarzyszące mi sny obfitowały w przeżycia mistyczne i proroctwa różnego rodzaju.
Do dziś pamiętam, że największym koszmarem był dźwięk budzika i uczucie ogromnej straty, gdy nie mogłam sobie przypomnieć, co mi się śniło.

Piramida

Po latach odkryłam nocne medytacje z użyciem energii piramid Yantra i wszystko nabrało dodatkowej głębi. Nie wiem, jaki te konstrukcje mają wpływ na wydzielanie się melatoniny, ale najczęściej powtarzające się, pierwsze relacje nabywców mówią właśnie o zmianie ilości i jakości snu. Cierpiący na bezsenność opowiadali o samoistnym rozwiązaniu się tego problemu, ludzie przemęczeni zasypiali twardym snem na dłużej niż zwykle, inni stwierdzili, że sen się wyraźnie skrócił, przy czym u większości, podobnie jak u mnie, faza REM znacznie się wydłużyła.
U wszystkich sny stały się bardziej wyraziste, wręcz fabularne, logiczne i pełne ważnych przekazów. Niektórzy po raz pierwszy odkryli, że w ogóle śnią.
Mam nadzieję, że naukowcy zechcą kiedyś zbadać ten fenomen, bo Ayahuasca, rysując piramidy przed oczyma ludzi zatopionych w transie, ma swoje ukryte zamiary i – jak sądzę – produkcja melatoniny jest jednym z nich.
Na marginesie dodam, że swego czasu mocno przereklamowana melatonina w tabletkach miała dokonać istnej rewolucji w leczeniu zaburzeń snu, przywracaniu młodości…itd. Jednak środek, który jest albo syntetyczny, albo pochodzi od świń, nie może gwarantować nam tych samych, głębokich doświadczeń, jakimi obdarza nas własna szyszynka. Dodatkowym zagrożeniem jest fakt, że gdy dostarczamy jakiś składnik z zewnątrz, organizm przestaje go produkować i proces ten może być nieodwracalny.

-DMT

Przy odpowiednim poziomie melatoniny i serotoniny szyszynka zaczyna syntetyzować DMT (5-MeO-DMT – 5-metoksy-N, N-dimetylotryptamina).
Jest to odpowiedzialna za powstawanie wizji substancja psychoaktywna o wyjątkowo dużej aktywności i mocy. Ściśle łączy się z naszą duchowością i prawidłowym postrzeganiem świata. To właśnie ten MAGICZNY składnik, pozyskujemy z roślin jako część składową napoju bogów.
Dzisiejsi naukowcy potwierdzają, że DMT odpowiada za barwne wizje, porywy wyobraźni, podróże poza ciałem, uniesienia mistyczne, doświadczenia transcendentalne, a nawet za kontakty z kosmitami. Jego obecność w mózgu rozszerza granice percepcji i otwiera oko na niewidzialną dotąd rzeczywistość. Wywołane przez tę substancję wizje duchowe pozwalają na zrozumienie Wyższego Porządku.
Rick Strassman, po przeprowadzeniu szeregu badań na Uniwersytecie Nowego Meksyku, uważa wydzielane przez szyszynkę DMT za coś w rodzaju portalu – drzwi do innych wymiarów i światów oraz do… przyszłości. To ono uruchamia całą machinerię „życia po śmierci”.
Timothy Leary (amerykański guru lat 60-tych), zaklasyfikował je do substancji, umożliwiających przekroczenie wszystkich siedmiu poziomów świadomości i osiągnięcie ostatniego z nich – „Atomowo-Elektronowego”.

Przyczyną, dla której mózg produkuje stanowczo za mało DMT dla własnych potrzeb szczęścia, jest proces wychowania dzieci i problemy cywilizacji: powszechny stres, złe odżywianie, zanieczyszczone powietrze, pokarm i woda…. itd. Naturalną „gaśnicą” dla DMT jest też tytoń. Szamani używają go do „zgaszenia” wizji negatywnych, dmuchając na pacjenta, gdy ten zapętli się w koszmary. Europejczycy przyzwyczaili się do nałogowego tłumienia wszelkich doznań z tego obszaru świadomości. Na szczęście palenie wychodzi z mody!
Jednak…. nawet w zdrowych i naturalnych warunkach normalnie pracujący mózg też nie dostarcza nam substancji psychoaktywnej w nadmiarze. I prawdopodobnie nigdy nie będzie tego robił.
Szukając informacji do książki regularnie trafiłam w Internecie na przekonania naiwnych, że zdrowa szyszynka może wytworzyć własną dawkę DMT w tak ogromnej ilości, że możemy pracować duchowo cały czas, bez konieczności przechodzenia oczyszczającego działania ayahuaski.

Cóż za brednie!!!
Nieprzerwane doświadczanie wizji duchowych zanadto oderwałoby nas od ziemskich zadań, a trudno byłoby obcować z podstawą bytu, dokonując skomplikowanych obliczeń czy pracując młotem pneumatycznym…
Geniusz stworzenia polega moim zdaniem na tym, że wszystko, czego nam trzeba, zarówno w wymiarze fizycznym (witaminy, sole mineralne…) jak i duchowym (DMT), znajdziemy w świecie roślin. Bogactwo przyrody obfituje w środki, pomocne zarówno na przyrost mięśni jak i niezbędne po to, by oddać się przeżyciom spirytualnym. A zetem gdy jakiś organizm nie nadąża z własną produkcją witaminy A, może otrzymać ją w marchewce. Gdy ktoś, kto nie jest wytrawnym szamanem albo nie leży na łożu śmierci, a bardzo pragnie zajrzeć w krainę snów na jawie, pije wywar ze świętych roślin. Matka Natura dostarcza nam wszystkiego, byśmy mogli odnaleźć szczęście zgodnie z upodobaniami, potrzebą chwili i wolną wolą. – Takie to proste!
Badania Ricka Strassmana dowodzą, że DMT jest substancją endogenną, wytwarzaną przez szyszynkę głównie w głębokiej medytacji, w czasie snów, szczególnie zaś podczas doświadczeń bliskich narodzin i śmierci, w śmierci klinicznej, a także w gigantycznym stresie, podczas wyczerpującej choroby, wysokiej gorączki, głodu, bólu, cierpienia, tortur…. – Jednym słowem w chwilach, gdy tego naprawdę, naprawdę bardzo potrzebujemy!
To właśnie z tego powodu średniowieczni mnisi tak chętnie czuwali po nocach, stosowali nie kończące się głodówki oraz wszelkie formy umartwiania ciała.
Tłumaczy to także, dlaczego m.in. u Celtów wielkim kapłanem i władcą w jednej osobie mógł zostać tylko wielki wódz wojskowy. – Doświadczenia z prymitywnego pola bitwy; wieczność upływająca na oczekiwaniu pomocy, głębokie rany, gorączka, ból, pragnienie, głód i nieustanna bliskość śmierci… sprzyjały wydzielaniu się DMT. Ranni, którym w tamtych warunkach udawało się przeżyć, mieli za sobą pełny WGLĄD w światy duchowe. Zgłębili Wiedzę o naszym istnieniu. Rozumieli jego sens! I każdy prawdziwie obyty w walce żołnierz stawał się automatycznie człowiekiem wielkiej mądrości i wiedzy. Tylko takim pozwalano wówczas objąć władzę – zarówno duchową jak i świecką.
Och! Cóż to były za piękne czasy!
Władcy Sumeru, starożytni kosmici, ojcowie zwani „bogami” znaleźli o wiele mniej skomplikowany klucz dostępu do wewnętrznej mądrości. Korzystali mianowicie z krwi miesięcznej kapłanek – dziewic, które czczono jako „Szkarłatne kobiety” (w Grecji hierodulai, tzn. najświętsza kobieta lub służebnica świętego).
Dodać muszę, że termin „dziewica” nie miał wówczas nic wspólnego z seksualną wstrzemięźliwością. Określał kobietę, która nie była „własnością” żadnego mężczyzny i należała do samej siebie. Dziewicą była m.in. Afrodyta.
Krew menstruacyjna, zwana przez starożytnych władców kobiecą esencją księżycową albo złotem bogów, istotnie zawiera wydzieliny gruczołów dokrewnych (sekrecje) , a więc szyszynki również. Specjalnie szkolone w tym celu kapłanki musiały zapewne spędzać wiele czasu na medytacjach i kto wie, jakie  jeszcze stosowały praktyki, by dostarczać DMT w ilościach „hurtowych”.
Ciekawostką jest, że najwyżej ceniona była esencja błękitnookich blondynek i tu swoje źródło znajdują nasze legendy o przybyłych z daleka smokach, domagających się dziewic.
Nie bez powodu na sztandarach koronowanych głów tego świata do dziś widnieją smoki, a nieokiełznana wyobraźnia Słowian i ich powszechny brak związku ze światem materii świadczy o tym, że nasze mózgi muszą wytwarzać tej substancji nieco więcej.
Rytuały, w czasie których pito krew miesięczną, odprawiano także w Aleksandrii i pewnie w całym basenie morze Śródziemnego. W każdym przypadku był to największy sekret grupy trzymającej władzę.

Od czasu Kodu Da Vinci sensu nabrała też teoria, że świętym Graalem było łono św. Magdaleny, a ostatnią wieczerzą Jezusa – rytuał „ayahuaski”. Historię o przemianie krwi w wino też trzeba by mocno zweryfikować, ale…
Nie moją sprawą jest walczyć z dogmatyzmem panujących nam religii. Wolę dać gościom się napić, niech sami przemówią!

POWER OF NATUR

Swego czasu otrzymałam od Ayahuaski „przepis” na preparat, który okazał się istnym panaceum na wiele problemów skórnych. – Teraz dodatkowo służy mi na ceremoniach do otwarcia trzeciego oka.

Nazwałam go POWER OF NATUR (MOC NATURY), a jego najcenniejszym składnikiem jest olej bursztynowy.
Bursztyn to skamieniała żywica sosny bursztynodajnej, która dawno, dawno temu służyła do ochrony miejsc zranionych; odkażała, leczyła, zabezpieczała przed pasożytami i wirusami, wypełniała ubytki.
Po śmierci drzewa przetrwała ok. 40-50 mln lat i dziś, wydobyta w formie „kamienia”, okazuje się  nośnikiem nieśmiertelnej esencji zdrowia i życia!
Uzyskany w wyniku destylacji olej (bursztyn w płynie) jest równie fantastycznym eliksirem, jak nasze sekrecje.  Nie bez powodu szyszynka zdumiewająco przypomina szyszkę sosny,  poza tym  źródłosłów – PINE (sosna) i PINEAL GLAND (szyszynka) - mówi sam za siebie.

Na bazie kwasu bursztynowego wytworzono już i opatentowano dziesiątki skutecznych leków. Najbardziej cenione wydają się specyfiki zapobiegające starzeniu się  ludzkich komórek. Olej bursztynowy m.in. wzmacnia siły witalne organizmu, odnawia  komórki i zwiększa ich aktywność biologiczną.
Niejednokrotnie przekonałam się, że smarując nim czoło automatycznie uaktywniam szyszynkę i budzę DUCHA.

Aldona Mironski

źródła:
http://instytutarete.pl/poczytaj/cialo/na-zdrowie/468-jak-zabija-sie-twoja-szyszynke.html http://instytutarete.pl/poczytaj/cialo/na-zdrowie/470-szyszynka-tunele-rzeczywistosci-i-2012.html Znaczenie jodu dla zachowania dobrego stanu zdrowia, NEXUS nr 2(58) marzec kwiecień 2008

Skażenia radioaktywne i jod – co możemy zrobić? - kliknij
http://www.akademiawitalnosci.pl/jak-tanio-i-skutecznie-uzupelnic-w-organizmie-magnez-robiac-z-niego-dezodorant-za-2-zl/

Napisz komentarz
Musisz być zalogowany(a) aby napisać komentarz.
 
Przeczytaj poprzedni wpis:
medytacja
MISTYCZNA SZYSZYNKA?

Dowiedz się dlaczego zbrodniarze w białych kitlach z tytułami profesorów, doktorów niszczą twoje zdrowie, dlaczego marihuana jest na indeksie zakazanych...

Zamknij