RACJA TV

Facebook.

Najczęściej czytane

Popisowe przekręty Służby Zdrowia

Największe oszustwo XX wieku- szczepienia.

Inną taką akcja prowadzoną przez Zdrowie Publiczne i jego przedstawicieli, chcących się wykazać, jest akcja dezinformacyjna o roli szczepień szczególnie wśród dzieci i emerytów. Cała akcja szczepień ma na celu tylko i wyłącznie przerzucenie olbrzymich sum z budżetu służby zdrowia do prywatnej kieszeni kilku firm produkujących szczepionki. Jak wykazały to liczne badania naukowe wartość profilaktycznych szczepień jest podobna do mycia rąk, ale znacznie droższa i powodująca masę powikłań, niezwykle kosztownych w leczeniu.

Bezpłatna służba zdrowia

Kolejne oszustwo Zdrowia Publicznego- Fluoryzacja.

Podobnie wygląda inna akcja dezinformacyjna polegająca na wmawianiu stomatologom, że usuwając toksyczne odpady fluorowe powstające w projekcie Manhattan i następnych, zamienione w pasty do zębów ratują społeczeństwu zęby. Pomijając fakt, że normalny człowiek to coś więcej aniżeli zęby, no ale może nie dla wszystkich. Pomimo doskonale udokumentowanych bowiem wyników badań z lat 1940 -tych, o szkodliwości fluoru dla człowieka, w Polsce od lat 1960- ych wmawiano kolejnym rocznikom stomatologów i lekarzy potrzebę fluoryzacji uzębienia, rzekomo zapobiegającego próchnicy.

Pomimo, że od lat 90-tych ubiegłego wieku cały praktycznie „zachód” odstępuje od tego barbarzyństwa z powodu m.in rozwoju cukrzycy u dzieci tak zatruwanych fluorem, jak również z powodu obniżania ilorazu inteligenci i wzrostu demencji, w Polsce nadal reklamują się w internecie gabinety stomatologiczne zatruwające ludzi fluorem. W sprzedaży znajduje się duża liczba preparatów zawierających fluor. Praktycznie wycofano ze sprzedaży wszelkie pasty bezfluorowe. Czyli ponad 40 letnia indoktrynacja Zdrowia Publicznego doprowadziła do tego, że ludziska sami obniżają swoją inteligencję i zatruwają się fluorem stosując pasty fluorowe. Tego nawet nie wymyślono w obozach koncentracyjnych.

Feminizacja i zdrowie – psychika.

Tamte społeczeństwa miały jednak instynkt samozachowawczy. Obecnie skutecznie został on zniszczony chemicznie i propagandowo za pomocą m.in Zdrowia Publicznego. Systematyczna produkcja psychologów w oparciu o teorie Freuda i Junga wypaczyła skutecznie naukę. Widzimy to w sposób ewidentny we wszelkiego rodzaju poradniach psychologów szkolnych. Przez około 5000 lat historii pisanej wychowaniem dzieci do lat 6-7 zajmowały się kobiety. Potem chłopców oddawano pod opiekę mężczyzną. Rozbijanie katolicyzmu rozpoczęte w XIX wieku wprowadziło do obiegu społecznego tzw. feminizację, czyli od tej chwili kobieta nie miała zajmować się prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci, bo to przecież niegodne, ale iść do pracy zarobkowej. Agitacja z jednej strony i obniżanie wynagrodzenia ojcom rodzin z drugiej strony spowodowało, że kobiety uwierzyły, iż celem ich życia jest kariera zawodowa w postaci przybijania stempli na poczcie. Innym takim zawodem mogącym zagospodarować nadmiar pań na rynku pracy było nauczycielstwo. Kobiety jako nauczycielki dawały sobie radę z maluchami mniej więcej do 3-4 klasy szkoły podstawowej. Po drugiej wojnie światowej w Polsce, z powodu braku mężczyzna wymordowanych w działaniach wojennych i tzw. Mordach Katyńskich, z braku nauczycieli mężczyzn, zawód nauczyciela został sfeminizowany w 90-96%. I NAGLE okazało się, że te kobiety sobie nie radzą z utrzymaniem karności w klasie. Dodatkowo ich koleżanki- psycholożki szkolne- oczywiście w trosce o prawidłowy rozwój dziecka, zabraniały stosowania jakichkolwiek kar. A jak wiadomo z wykopalisk archeologicznych rózgi w szkole były stosowane już w starożytnym Egipcie czy Rzymie. I nikomu przez ponad 5000 lat to nie przeszkadzało. Znam osobiście cała masę doskonałych naukowców, którzy dostawali po łapach w szkole i miło to wspominają. czyli cały cyrk z bezstresowym wychowywaniem bezmyślnie wprowadzony w ostatnich 20 latach do Polski z USA był zaprzeczeniem doświadczeń setek pokoleń. Dodatkowo, pomimo wiedzy elementarnej o czynnikach chemicznych znajdujących się w środowisku i zatruwaniu centralnego układu nerwowego, żaden z pośród psychologów szkolnych nie posługuje się badaniami toksykologicznymi np. ołowiu, fluoru, aluminium. Wiadomo ponad wszelką wątpliwość, że np. metale ciężkie uszkadzają centralny układ nerwowy, a psycholodzy szkolni usiłują “leczyć” dzieci wymyślając coraz to nowe jednostki chorobowe w rodzaju ADHD. Jakież było moje zdziwienie kiedy na jednej z ważnych konferencji medycznych, pewien profesor psychologii roztaczał szerokie wizje pomocy psychologów w osiąganiu wyników sportowych nie poprzedzając swoich badań – testów ŻADNYM BADANIEM TOKSYKOLOGICZNYM. Co on tak naprawdę rozpoznawał? Niestety człowiek ten nie umiał udzielić na to pytanie odpowiedzi. Ale był wykładowcą akademickim dużej państwowej uczelni. Jaki poziom reprezentują studenci tego kierunku? Szczególnie widoczny w przypadku zatruwania fluorkami, brak edukacji jest widoczny w Gdańsku. Jedna grupa wielospecjalistyczna naukowców [PG, AMG, WOMP, MŚ] publikowała wyniki badań świadczące o negatywnych skutkach fluoryzacji nie tylko dzieci już przed 10 laty, a radni i sądy opierając się na finansowanych przez Gdańskie Zakłady Nawozów Fosforowych wynikach badań nie chcą wprowadzać żadnej profilaktyki. Skutkiem tego jest np. wzrost zachorowań na nowotwory z ok. 3500 rocznie do 17 500 w latach 1990 – 2007. Mało tego sędziowie sądu w Gdańsku Miastkowski-Sąd Gospodarczy, Gdańsk, oraz J.Machnij [ syg, akt IACa312/06] uznali za niewiarygodne badania naukowe zasłaniając się brakiem decyzji urzędów kontrolnych.

Inne paradygmaty Zdrowia Publicznego.

W medycynie “Zdrowie Publiczne” wprowadziło dodatkowe zamieszanie wprowadzając i utrwalając tzw. paradygmaty. Wiadomo, że “specjaliści” tego przedmiotu nie zajmują się leczeniem, a tylko produkcją tzw. wytycznych. Wytyczne muszą być wprowadzone i trwać dostatecznie długo aby zostały zaakceptowane. W tej sytuacji należało zmniejszyć liczbę godzin poświęconych naukom podstawowym, a w ich miejsce wprowadzić nauki o wytycznych. Było to kontynuacją rokefellerowskiego projektu wprowadzonego przez Gatesa w XIX wieku. Dofinansowania dostawały te uczelnie które były posłuszne.

Paradygmat – słońce szkodzi, Witamina D.

Jak wiadomo kolejne rządy po 1990 roku jako główny cel stawiały zmniejszenie dofinansowania nauki. Skutek był taki, że z ok 2.4% PKB przeznaczanego na naukę w latach 70- tych, rząd premiera Buzka ksywa - ”Docent” alias „Karol” , [Dziś jako przewodniczący Parlamentu Europejskiego blokuje prawdy o Katastrofie Smoleńskiej] obniżył dotacje na naukę do 0.37%, co nie starcza na pokrycie kosztów druku ksero nowych publikacji naukowych dla studentów. Rezultatem takiej działalności było zatrzymanie się nauki na wiedzy z lat 50-60. Np. nie uczy się zupełnie studentów o roli poszczególnych witamin i mikroelementów w rozwoju chorób. Onkolodzy generalnie nie wykonują badań 25 OH D u chorych z nowotworami, chociaż badania naukowe wielokrotnie powtarzane, udowodniły ponad wszelką wątpliwości, że zwykła suplementacja witaminą D przedłuża znacząco życie chorych.

Krew

Podobnie geriatrzy nie wiedzą o konieczności wykonywania badań poziomu witaminy D u swoich podopiecznych, a faszerują ich lekami zawierającymi trujący fluor. Do 1971 rok suplementacja tranem w szkołach była obowiązkowa. I nagle pomimo faktu braku zmiany osi ziemskiej zaprzestano jej podawania. Skutkiem tego była największa epidemia grypy w następnym roku. Tak więc ilość promieniowania elektromagnetycznego docierająca do nas i odpowiedzialna za produkcję witaminy D jest taka sama jak przed 50 laty. I pomimo tej wiedzy “specjaliści” Zdrowia Publicznego nie wprowadzają obowiązku podawania tranu w szkołach, a wymuszają szczepienia przeciwko grypie.

Paradygmat przetworzonej żywności.

Powszechnie wiadomo, o wzroście zaburzeń flory bakteryjnej w populacji po 1990 roku z powodu wprowadzenia do sprzedaży żywności wysoce przetworzonej nafaszerowanej chemią. Brak oświaty zdrowotnej powoduje, że specjaliści od żywienia nadal namawiają ludzi do jedzenia wyrobów niewiele mających wspólnego ze zdrowiem np. różnych wyrobów ……… podobnych. I retoryczne pytanie; w stanie wojennym, szeroko krytykowanym, wprowadzono pojęcie wyrobów czekoladopodobnych, mlekopodobnych itd. i komu to przeszkadzało jak mówił Zenon Laskowik. Obecnie te same mlekopodobne produkty występują pod fałszywą nazwą mleka, jogurtu czy sera. Szczytem nieuctwa było i jest zalecanie jedzenia parówek małym dzieciom przez różnego rodzaju telewizyjne autorytety, przy całkowitym milczeniu tych wszystkich naukowców, pediatrów i stowarzyszeń naukowych. Wiadomo natomiast, że omawiane parówki nic nie mają z wędliną wspólnego, ponieważ prawdziwe mięso stanowi w nich tylko kilka procent. Podobnie żywnościowcy nic nie wspominają o konieczności suplementacji manganem organizmów, który bierze udział w zabezpieczani mitochondrialnego DNA przed nieodwracalnymi uszkodzeniami. Nieodwracalne uszkodzenia mitochondrialnego DNA są jedną z głównych przyczyn procesu starzenia komórki.

Paradygmat zdrowego powietrza.

Po II Wojnie Światowej nastąpiły olbrzymie zmiany w budownictwie mieszkaniowym, zamiast budownictwa jednorodzinnego jakie istnieje np w krajach zachodnich zaczęto wprowadzać budownictwo wielkopłytowe. Wbrew temu co niektórzy podają było to podyktowane tylko i wyłącznie decyzjami politycznymi takimi jak:

1. Łatwiejsza kontrola społeczeństwa, i w razie potrzeby pacyfikacja np. poprzez odcięcie wody, prądu.
2. Dalsze rozbijanie rodzin poprzez zniknięcie rodziny wielopokoleniowej.

3. Niemożność gromadzenia i przekazywania dóbr materialnych z pokolenia na pokolenie czyli ubożenie społeczeństwa. Każda rodzina zaczyna od zera.

4. Likwidacja bibliotek domowych, czyli likwidacja pamięci historycznej.

5. Rozerwanie kontaktów rodzinnych i międzyludzkich z powodu wielkości powierzchni mieszkaniowej [ pierwsze mieszkania wielkopłytowe z ciemną kuchnią 2x2 metry, i pokojami 7 -10 m kw. uniemożliwiały rodzinne spotkania]

6. Konieczność pracy zarobkowej kobiet wymuszała tworzenie żłobków i przedszkoli, co było celem samym w sobie – wychowywania użytecznych idiotów.

7. Dodatkowo, brak tych 26% inżynierów i ponad 75% profesorów wymordowanych w Mordach Katyńskich spowodował, że budowlańcy zupełnie zapomnieli o wentylacji mieszkań i innych budynków publicznych.

Komin wentylacyjny w takim bloku musiałby mieć ok. 30 metrów ponad dach aby zapewnić prawidłową wentylację górnych pięter, lub urządzenia wymuszające. Jak wiadomo nigdzie takich kominów nie wybudowano! Obecnie, po 1990 roku, kształceni lekarze nie mają dużego pojęcia o roli kwasicy w chorobach. A przecież już w 1931 roku Otton Henrih Hamburg odkrył związek pomiędzy zakwaszeniem organizmu, a nowotworami. Mało tego! Przychodnie Medycyny Pracy , rozmaitego rodzaju Instytuty Medycyny Pracy wogóle nie zwracają uwagi na stężenie poziomu dwutlenku węgla w pomieszczeniach. A przecież po to zostały powołane i są opłacane z pieniędzy społecznych, aby zabezpieczyć zdrowie pracowników, także biurowych, a nie sprawdzanie papierków w rodzaju prawidłowego wypełnienia karty badań profilaktycznych. Dzienna produkcja człowieka to ok. 0.5 kg – Co2, który jest transportowany w postaci kwasu węglowego i usuwany przez układ oddechowy. Brak wymiany powietrza w pomieszczeniach w znaczący sposób utrudnia taką wymianę. Norma Unii Europejskiej to do 1000 ppm dwutlenku węgla w pomieszczeniu. Nasze 5 letnie badania wykazały, że nie istnieją takie sale w zakładach pracy. Nawet w szpitalach stężenie CO2 dochodzi do ponad 3500- 5000 ppm. Unia Europejska opracowała dyrektywę o niedofinansowaniu hodowców bydła, jeżeli stężenie CO2 przekraczać będzie w oborze 3000 ppm. Jak widać w Polsce ludzie są traktowani przez niedouczonych specjalistów Zdrowia Publicznego gorzej aniżeli bydło w Unii Europejskiej, do której podobno od 2004 roku należymy. Żaden Instytut Medycyny Pracy, żadna Wojewódzka Poradnia Medycyny Pracy pomimo minięcia tylu lat od wejścia do Unii, nie zainteresowała się problemem wentylacji w zakładach pracy.

Paradygmat leków – cholesterol.

Innym taki paradygmatem we współczesnej medycynie jest uznawanie za chorobę czegoś co jest tylko wynikiem badania laboratoryjnego np. podwyższony poziom cholesterolu. Pomimo, że cholesterol jest niezbędnym składnikiem każdej komórki to sfrustrowani kardiolodzy stosując preparaty zwane statynami blokują produkcję całego szeregu niezbędnych organizmowi składników takich jak hormony sterydowe, koenzym Q niezbędny do odtruwania organizmu, czy witaminy D. Ale jak uświadomił mnie jeden z kolegów, po co wymyślać nowe leki, lepiej sprzedaje się jeden, ale dużej ilości ludziom, najlepiej do końca ich życia.

Lekarstwa

Kardiolodzy to w ogóle dziwna grupa specjalizacyjna. W minionym okresie ok. 40 lat, w celu zadowolenia koncernów farmaceutycznych już 3 krotnie obniżyła poziom cholesterolu w organizmie człowieka. I tak w latach 1960-70 – ych za tzw. dopuszczalny poziom cholesterolu uznawano wartość 250 mg, Pierwsze leki obniżając poziom cholesterolu wprowadzone w latach 1980-tych – np. curantyl- powodowały więcej zgonów na serce, aniżeli wysoki poziom cholesterolu. Lek po cichutku wycofano. Kardiolodzy pod naciskiem przemysłu obniżyli tzw. normę cholesterolu do 200 mg i wmawiali każdemu, kto tylko do nich przyszedł, że koniecznie trzeba wykonać badanie poziomu cholesterolu ponieważ……[wpisać własną interpretację]. Usłużni idioci w prasie tzw. redaktorzy naukowi, zaśmiecali media i straszyli ludzi konsekwencjami podwyższonego poziomu cholesterolu. Ten nowy ‘prawidłowy” poziom cholesterolu nie spowodował zbytniego wzrostu sprzedaży leków i w 2010 roku obniżono dopuszczalną normę cholesterolu w organizmie człowieka do 100 mg. Teraz dopiero zaczną sie zgony. A może o to właśnie w tym chodzi. Przecież po to wydłużono czas pracy do 67 lat, aby nie płacić emerytur tylko zagarnąć te pieniądze.

Historia, która nie jest przekazywana z pokolenia na pokolenie powoduje, że kolejne roczniki popełniają te same błędy co ich ojcowie i dziadkowie. Jak mówi przysłowie rzymskie: „Gdy występki przynoszą korzyść, błądzi ten, kto postępuję uczciwie”. Niestety, żyjemy właśnie w takich czasach, gdzie występek jest bardziej ceniony aniżeli spokojna twórcza praca. Jak nam wmawia się od ponad 20 lat, liczy się tylko doraźny zysk. Takie postępowanie kolejnych rządów, co pokazałem w poprzedniej części opracowania, doprowadziło do upadku nauki i oświaty w Polsce. Ten upadek, spowodował z kolei zamurowanie się poszczególnych lekarzy i naukowców w swojej skorupie. Nie na próżno gensek W. Jaruzelski pseudonim Wolski, w pierwszy roku stanu wojennego rozdał ok. 1320 nominacji profesorskich. Ten wybitny rozkwit nauki w stanie wojennym wszyscy mogli obserwować. Wytypowanie na kierownicze stanowiska “swoich” miernot, w myśl starej wschodniej zasady “mierny, bierny ale wierny” oraz “nie matura a chęć szczera czyni z ciebie oficera” miało za zadanie nie rozwój nauki, ale trzymanie “rozgadanego towarzystwa” za przysłowiowy pysk!!!. Jak się więc ten nowonominowany naukowiec nauczył paru zwrotów z dziedziny do której był oddelegowany, to uznał to czego się nauczył nieomal za religię. Czyli raz, a dobrze i do końca życia powtarzać należy to samo. Widzimy tego rodzaju wypowiedzi np. wśród atomistów. Wszyscy powtarzają te same slogany propagandowe, których się nauczyli w stanie wojennym, podczas budowy elektrowni jądrowej w Żarnowcu. Robą to w taki sposób jak gdyby nauka przez te 30 lat stała w miejscu.

To oni

Winą jest rewolucja masońska-zwana francuską, przeprowadzona przez Anglików w 1791-1796 roku. Zrzuciła ona  Boga z ołtarza, a umieściła na nim ułomnego człowieczka. Nowa,!!!! po “Mordach Katyńskich” powstała inteligencja traktuje więc wiedzę jak religię. Jak raz się nauczy taki inteligent czegoś, jak pacierza, to zmienić już w ŻADEN sposób tej wiedzy nie może. Jest więc bardzo oporny na przyjmowanie nowości. “Jak to, ja 30 lat coś tam wkuwałem, a teraz mam od nowa? A to co się w
końcu nauczyłem okazuje się nieprawdą? Czyli ja trułem ludzi zapisując im te leki? No nie, to nie możliwe!!!”

Innymi słowy stworzono typ asekuranta bardzo podatnego na tzw. wytyczne, płynące z różnych stron. Stworzono typowego reprezentanta cywilizacji azjatyckiej: mierny bierny ale wierny. Najczęściej po cichu, bez rozgłosu takie wytyczne opracowują tzw. grupy ekspertów tworzone przez koncerny farmaceutyczne. W Polsce możemy obserwować od ok. 25 lat. Specjalnie w celu trzymania ręki na pulsie, czyli towarzystwo w ryzach, stworzono system grantów. W skrócie system ten polega na rozdawnictwie społecznych pieniędzy przez grupy ludzi zupełnie nie przygotowane intelektualnie i merytorycznie do tematu. W praktyce wygląda to tak, że jacyś urzędnicy ogłaszają konkurs i naukowiec musi składać wniosek. Oczywiście żaden z urzędników nie ma pojęcia o co temu naukowcowi chodzi. Przecież gdyby taki urzędnik miał nawet mierne pojęcie, to sam by wystąpił o grant. Tak robią np. rozmaitego rodzaju radni zakładając jedno, czy kilkuletnie stowarzyszenia. Stowarzyszenie istniej dopóki dany człowiek jest radnym i może załatwić dofinansowanie. Potem szybko umiera śmiercią naturalną. Jeżeli naukowiec nie ma dojścia do komisji to jego wniosek otrzymuje odmowę, a zatwierdzany jest “swój”. Przecież dlatego po każdej zmianie rządów zmienia się szefostwa spółek i administracji. Z drugiej strony granty, zapewniają “swoim” koncerny farmaceutyczne finansując czasopisma medyczne. Koncerny wydają odpowiednio spreparowane podręczniki, koncerny organizują konferencje i sympozja eufeministycznie zwane “naukowymi” w celu opracowania pewnych zasad postępowania. Spreparowane dla zysku, zasady postępowania w określonych jednostkach medycznych są obowiązujące. Wiadomo, że młody lekarz zdający egzaminy musi znać te wytyczne, aby nie narazić się egzaminatorowi- człowiekowi, który te zasady opracował. Jak już się raz nauczy, taki młody medyk, to po co ma je zmieniać i narażać się. Jeżeli szpital zakontraktował np. 200 naświetleń nowotworów promieniowaniem jonizującym, a ich do grudnia nie wykorzystał to musi do końca roku je wszystkie zastosować. Gdyby bowiem ich nie wykorzystał to w następnym roku Narodowy Fundusz mu je obetnie. A tak na marginesie: jaki “narodowy”? Przecież Polska zawsze była wielonarodowa! Czyli którego narodu jest to fundusz? Zostawiam to domyślności PT Czytelników. ?????????

W ten sposób powstają paradygmaty. Jak już wyżej o tym wspomniałem, takie paradygmaty są wprowadzane do środowiska przez różne organizacje i specjalizacje pod pretekstem “nowoczesności”, aktualnych “wytycznych naukowych”. Tak działają np. specjaliści Zdrowia Publicznego, czyli organizacji założonej przez pracowników instytucji państwowych takich jak Instytuty Medycyny Pracy, Stacje sanitarno – epidemiczne czy WOMP-y. W ten prosty sposób opinie instytucji państwowych zostały zmienione w opinie organizacji pozarządowych tzw. NGO-sów. Wielokrotnie byłem świadkiem na konferencjach naukowych jak pracownicy-członkowie tych organizacji zaprzeczali oczywistym faktom podawanym przez lekarzy praktyków, np. dotyczących skażenia populacji w Polsce ołowiem. Zresztą na wniosek tych instytucji ok. 1986 roku zakazano wykonywania badań poziomu ołowiu u pracowników i młodzieży. Tylko w Legnicy p. dr Halina Strugała-Stawik nie poddała się i nadal prowadziła szeroko zakrojone badania.

Wiadomo, że pracownicy Zdrowia Publicznego raczej leczeniem się nie zajmują więc przygotowują różne “wytyczne”. Granty są przyznawane zgodnie z tymi wytycznymi. Tak więc koło się zamyka. Powstało jednak dodatkowe źródło dochodu, wyciągania pieniędzy np. z Narodowego Fundszu Zdrowia, czy Urzędów Marszałkowskich bez żadnych ograniczeń i niebezpieczeństw. O prawdzie powyższej tezy najlepiej świadczy brak publikacji przedstawiającej wyniki tych wszystkich akcji Narodowego Funduszu Zdrowia czy Urzędów Marszałkowskich zwanych profilaktycznymi.?????? Wydaje się miliony złotych z kieszeni podatnika, na prowadzenie rzekomych badań profilaktycznych, ale pomimo faktu, że badania są wykonane z pieniędzy publicznych, to nigdzie nie spotkałem się z publikacją ich wyników. Tak więc spokojnie można to traktować, podobnie jak każdy inny skok na kasę. Jest to nic innego jak przerzucenie pieniędzy publicznych do prywatnych kieszeni znajomych króliczka. Problem polega nie na tym, że przepuszczono masę pieniędzy, ale na tym, że reszta środowiska naukowego spokojnie to toleruje na zasadzie “a może w następnym roku mnie dopuszczą”. Poniżej przedstawię kilka takich paradygmatów służących “miernym ale wiernym” do oskubywania społeczeństwa.

Paradygmat szczepień.

Sprawa nie zaczęła się obecnie. Skutki mieszania się bankierów do medycyny możemy obserwować od XIX wieku. Typowym przykładem jest sprawa rywalizacji chemika Ludwig Pasteura z biologiem Antonine Bechampem. Pasteur twierdził, że krew jest jałowa, a choroby powstają na skutek wniknięcia mikroorganizmów do wewnątrz organizmu. Bechamp natomiast twierdził, że choroba jest wynikiem zaburzenia środowiska wewnętrznego przez czynniki chemiczne lub fizyczne, a bakterie tylko nakładają się na to. Dzisiaj wiemy, że Bechamp miał rację. Około 2-3 kg naszej masy ciała to bakterie. Teoria Bechampa wyjaśnia dlaczego w tych samych warunkach jedni chorują, a drudzy nie. Twierdzenia Pasteura natomiast dawały doraźny zysk w postaci np. uzasadnienia stosowania szczepionek. Jak się szacuje, szczepionki obecnie to rynek ok. 50 miliardów dolarów. Rynek najbezpieczniejszy dla producenta, ponieważ pieniądze ściąga się bezpośrednio od państwa i nie płaci się ŻADNYCH odszkodowań w przypadku powikłań poszczepiennych. Jest to lepszy rynek aniżeli handel narkotykami czy bronią. I w dodatku rynek ten jest prowadzony przez “swoich” profesorów, konsultantów etc. Jest więc to bardzo bezpieczny rynek bowiem biegłymi w przypadku spraw sądowych będą “nasi” ludzie. Wykazałem to przytaczając opracowanie Cohrane Data Base, które po analizie prawie 6000 publikacji stwierdziło, że tylko ok. 10% pośród tych prac jest pracami autentycznymi, a cała reszta była wykonana przez osoby związane z koncernami farmaceutycznymi albo plagiatami. Tylko w jaki sposób biedny lekarz, pracujący na dwóch etatach ma czas i pieniądze zdobyć te prace i się z nimi zapoznać? Mało tego zawsze mogą sie powoływać na slogan medyczny, że to jest właśnie “współczesne, naukowe podejście do zagadnienia”.

W podobny sposób ogłupiono społeczeństwo stosując metodę Pasteura opracowaną do przechowywania wina, do “produkcji mleka”. Pod pretekstem walki z bakteriami zaczęto pasteryzować mleko, pozbawiając je naturalnych właściwości. Obecnie sprzedawane pod nazwą mleko płyny nic wspólnego z mlekiem nie mają. Najpierw proszkuje się świeże mleko, a w razie potrzeby miesza ten proszek w stosunku 1 do 10 z wodą. Ewentualnie dodaje się do takiego roztworu sztuczne witaminy. Wartość biologiczna takiego płynu jest minimalna.

W ten prosty sposób, błędna filozofia Pasteura weszła do podręczników medycznych, a o Bechampie zupełnie zapomniano. Skutek tego jest taki, że pomimo wiedzy, iż 75% przeciwciał znajduje się w przewodzie pokarmowym, sprzedawcy szczepionek usiłują nam wmówić, że podanie szczepionki do krwi zapobiega chorobie. Jest to jeden z podstawowych paradygmatów urzędników Zdrowia Publicznego. I na tej podstawie wyłudza się olbrzymie pieniądze z naszych podatków. Dla tych sprzedawców szczepionek, z tytułami profesorskimi, zupełnie bez znaczenia są fakty, np. “Gruźlica atakuje Polaków, fakty są niepokojące” – Rynek zdrowia. pl 19.12.2012. 19.57. A przecież pokrycie szczepieniami przeciwko gruźlicy jest bardzo wysokie powyżej 95%. Dlaczego jednak chorują głównie bezdomni? Przecież prątki gruźlicy nie znają statusu ekonomicznego chorego? Taki sam wzrost zachorowań na gruźlicę obserwowaliśmy w Polsce w Stanie wojennym, kiedy to junta wojskowa pozbawiła całe roczniki Polaków białka uznając, że kg kości na kartki wystarczy. A tak na marginesie ciekawe, że ŻADEN HISTORYK nie zabrał się do opracowania tematu co stało się z mięsem produkowanym w Polsce? O ŻADNEJ zarazie morowej bydła w tym okresie nie było mowy?! No tak, zapomniałem co sam napisałem powyżej o nominacjach profesorskich tego okresu.

W takiej sytuacji konieczności, opierania swoich wniosków nie na badaniach naukowych i logice, ale doraźnych posunięciach administracyjnych, [rodem z cywilizacji bizantyjskiej czy turańskiej], urzędniczyna musi mieć wytyczne. Nie dotyczy to tylko służby zdrowia. Podobnie buduje się wg wytycznych drogi w Polsce. Dlatego są takie kręte, ponieważ inżynier jest płatny od kosztorysu, a kosztorys od ilości zużytych materiałów. Ceny jednostkowe np. tony piasku czy cementu są urzędnikowi znane wic sam może je pomnożyć przez ilość kilometrów danej drogi. Dlatego budowa dróg w Polsce jest droższa aniżeli np. w Niemczech, przy odwrotnej jakości budownictwa.

Podobnie rzeźbiarze wykonywali pomniki Lenina z ręką do góry, ponieważ płatność była co 50 cm. Pomnik Lenina wielkości naturalnej [ok. 170 cm] to jedna cena, a ręka powyżej 200 cm to zupełnie inna cena. Pisarz był płatny od ilości stron zadrukowanych. Stąd Jarosław Iwaszkiewicz przez 50 stron opisuje lasek [mógł to robić ponieważ jako prezes sam sobie przydzielał papier]. A swoją drogą to ciekawe dlaczego jego pałacyk w Stawisku był niezajmowany ani przez Niemców ani przez sowietów ani przez UB, a podobno byli w nim przechowywani partyzanci?

Jak do tej pory wszystkie te wytyczne dotyczące medycyny są utrzymywane i większość z nich przejmuje Unia Europejska. Tak nam przynajmniej tłumaczą urzędnicy w Kraju nad Wisłą. Stąd wprowadzanie tych wszystkich programów badań zwanych eufeminsitycznie przesiewowymi. CO PRAWDA NIE WIADOMO KOGO lub co mają przesiać.

Paradygmat -Badania przesiewowe.

Nie wiadomo na jakiej podstawie badania przesiewowe zostały zaliczone do profilaktyki. Badanie przesiewowe niczemu nie zapobiega. Jest to nowomowa nowej wg genseka Władysława Gomułki, agenta NKWD [przeszkolonego już w 1933 roku], “inteligencji pracującej’. Zapobieganie czemuś oznacza usuwanie przyczyny powodującej tą chorobę. Jeżeli wiemy, że nowotwory u ludzi wywołują np. określone związki chemiczne to musimy je usuwać z otoczenia człowieka. Natomiast badania przesiewowe tylko i wyłącznie pozwalają na wcześniejsze wykrycie choroby. Ale czy na pewno?

Ostatnio rynekzdrowia.pl (12.12.2012) 13.06 chwali Poznań za to, że “Rusza program profilaktyki wczesnego wykrywania nowotworów głowy i szyi”. Oczywiście artykuł jest tak samo opracowany jak wszelkie inne reklamówki przemysłu farmaceutycznego. Na początku autor stwierdza: “szacuje się, że na świecie zapada na wymienione nowotwory 1.4 miliona ludzi”. Na pewno przez przypadek zapomniano podać w jakich krajach. Nie posądzam w żadnym przypadku autorów tego artykułu o celowe straszenie ludzi, przez podanie znaczącej liczby zachorowań z chęci zysku. A przecież nowotwory są grupą chorób najlepiej opracowanych. Dlaczego używa się pojęcia “oszacowano” zamiast podania danych statystycznych? Przypomnę tzw. szacunki, czyli liczby podawane z sufitu dotyczące świńskiej grypy, czyli pospolitego, znanego lekarzom od 1976 roku wirusa A1H1. Nasi eksperci szacowali liczbę zgonów na dziesiątki tysięcy, a nawet na setki tysięcy na całym świecie np. prof.mgr Lidia Brydak. Amerykanie twierdzili, że tylko w USA umrze z tego powodu od 60 do 90 000 ludzi. A prawda była brutalna, w 2009 roku w czasie tej rzekomej epidemii zmarło na grypę i grypopodobne schorzenia w USA 256 osób. Tylko u 18 z pośród nich potwierdzono obecność wirusa grypy. Zostawiam to bez komentarza. Tylko w jakim celu społeczeństwo utrzymuje tych ludzi opłacając ich pensje?

Dr Jerzy Jaśkowski

Napisz komentarz
Musisz być zalogowany(a) aby napisać komentarz.
 
Przeczytaj poprzedni wpis:
Zaproszenie na „Dzień Pamięci Ofiar Kościoła rzymskokatolickiego”

Zamknij