RACJA TV

Facebook.

Najczęściej czytane

Piotr Szumlewicz: Warto rozmawiać o socjalizmie

Żyjąc w Polsce, przyzwyczailiśmy się do wielu zjawisk, które przeczą elementarnym intuicjom dotyczącym sprawiedliwości. Przykładowo, trudno uzasadnić kilkusetkrotne różnice w dochodach poszczególnych ludzi. Władza musi się bardzo napracować, aby wmówić nam, że praca prezentera telewizyjnego jest warta kilkadziesiąt razy więcej niż praca pielęgniarki, a zarobki słynnej modelki są kilkanaście razy wyższe niż premiera kraju. Trudno też zrozumieć, dlaczego istnieją olbrzymie różnice w zarobkach ludzi pracujących na tych samych stanowiskach. Niełatwo też pojąć, że spekulacja wirtualnymi pieniędzmi prowadzi to realnych kryzysów, w wyniku których setki tysięcy ludzi tracą cały dorobek swojego życia.

W tym miejscu z pomocą przychodzi nam niewielka książeczka Geralda Allana Cohena Dlaczego (nie) socjalizm?, która niedawno ukazała się nakładem Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Cohen dowodzi, że konsekwentna komercjalizacja i prywatyzacja stosunków społecznych byłaby koszmarem nawet dla największych entuzjastów wolnego rynku. Wskazuje on, że nasze życie codzienne opiera się na innych zasadach niż wolnorynkowa konkurencja, takich jak elementarna empatia, wzajemność, zaufanie czy kooperacja. Bez tych aspektów nie byłoby możliwe jakiekolwiek wspólne działanie, a życie społeczne byłoby wojną każdego z każdym. Jak pisze autor: „Można zorganizować wyjazd na biwak zgodnie z zasadami wymiany rynkowej i zachowaniem ściśle prywatnej własności niezbędnego dla tego ekwipunku. Tyle tylko, że dla większości z nas to byłby jakiś koszmar” (s. 28). Przykład biwaku stanowi dla Cohena punkt wyjścia do zakwestionowania neoliberalnego kapitalizmu jako najlepszego możliwego systemu społeczno-ekonomicznego. Refleksje Cohena mają charakter normatywny, to znaczy nie akceptuje on istniejących form niesprawiedliwości i punktem wyjścia swoich analiz czyni najbardziej rozpowszechnione intuicje dotyczących tego, jak powinno wyglądać sprawiedliwe społeczeństwo.

Cohen nie ogranicza się jednak do napiętnowania patologii obecnych nawet w najbardziej rozwiniętych krajach świata. Konsekwentnie krytykuje też postawy i zachowania, które sankcjonują reżim wolnorynkowy i stanowią dla niego subiektywne oparcie. Przede wszystkim uderza on w regułę napędzającą wszystkie bardzo rozwarstwione społeczeństwa, zgodnie z którą ludziom utalentowanym i przedsiębiorczym z racji ich talentów należą się możliwie wysokie profity. Cohen broni odwrotnego przekonania, wedle którego pomagać należy ludziom biednym, chorym i tym, którzy znajdują się na dole hierarchii społecznej: „Każdy system, który oferuje wysokie nagrody dla jednostek obdarzonych nadzwyczajnymi talentami i tworzących wysoce produktywne spółki, z natury rzeczy generuje niesprawiedliwość” (s. 110).

Warto zwrócić uwagę, że w Polsce w ciągu ostatnich lat coraz więcej obszarów życia społecznego opiera się na dowartościowywaniu ludzi utalentowanych i przedsiębiorczych. W ten sposób działają różnego rodzaju granty, stypendia i dofinansowania. Osoby posiadające cechy, które pozwalają im osiągnąć sukces w systemie opartym na wolnej konkurencji, otrzymują dodatkowe wsparcie od państwa. Cohen przeciwstawia się temu podejściu i zastanawia się nad tym, co zrobić, aby wyeliminować mechanizmy generujące olbrzymie nierówności, wykluczenie i przywileje wąskich elit finansowych. Szuka różnych rozwiązań, które zachowałyby wydajność kapitalistycznego systemu produkcji, a zarazem niwelowałyby jego negatywne aspekty. Stąd jego kluczowe pytanie brzmi: „Czy dałoby się w praktyce utrzymać informacyjną funkcję rynku – po to, żeby nadal czerpać korzyści z rynkowego mechanizmu wytwarzania i przetwarzania informacji dotyczących tego, co powinno być produkowane – przy jednoczesnym wygaszeniu typowej dla rynku struktury motywacyjnej i usunięciu skutków generowanych przez rynek w wymiarze dystrybucji. Inaczej mówiąc, czy można osiągnąć rynkową efektywność w produkcji bez rynkowych bodźców, czyli bez rynkowej dystrybucji nagród?” (s. 96–97). Jedna z propozycji, którą przywołuje Cohen, autorstwa Josepha Carensa, zakłada, że „kapitalistyczny rynek organizuje aktywność ekonomiczną, ale system podatkowy unieważnia nierównościowe konsekwencje rynku, redystrybuując dochód aż do osiągnięcia całkowitej równości” (s. 97). Można się zastanawiać, na ile tego typu pomysły są realistyczne, niemniej jednak kluczowy w tym kontekście jest kierunek myślenia autora: istniejące regulacje trudno zaakceptować, lepsze światy są możliwe, a jako istoty myślące oraz wrażliwe na ludzką krzywdę i niesprawiedliwość powinniśmy zmieniać rzeczywistość na rzecz bardziej egalitarnych i solidarnych relacji międzyludzkich.

Główny wniosek z książki Cohena brzmi, że obecny kształt kapitalizmu nie jest naturalny. Kiedy odsłonimy fakt, że stanowi on wytwór określonych układów sił politycznych i realizacji czyjejś woli, uświadomimy sobie, że jest on bardzo niesprawiedliwym systemem organizacji społecznej. Trudno się w tej sytuacji dziwić, że elity finansowe, medialne i polityczne robią wiele, aby ukryć fakt arbitralności obecnego kształtu gospodarki. Stąd w dominującym dyskursie rozwarstwienie traktuje się jako naturalne i sytuujące się je poza debatą publiczną. Media głównego nurtu i czołowe autorytety uparcie przekonują, że nie ma alternatywy dla istniejących form władzy, własności czy nierówności, a wszelkie próby podważenia ich pchnęłyby nas w mroczne jarzmo totalitaryzmu. Książka Cohena jest w Polsce szczególnie istotna, ponieważ wyraźnie odróżnia się od setek publikacji wychodzących od neoliberalnych oczywistości, takich jak niskie podatki, prymat własności prywatnej czy dowartościowanie przedsiębiorczości jako najważniejszej cnoty na rynku pracy. Jak pisze Tadeusz Kowalik w posłowiu do książki: „Antysocjalistyczna dziura trwa prawie dwadzieścia lat. (…) Można uznać, że ukazanie się tej książeczki G. A. Cohena jest podjętą próbą załatania tej antysocjalistycznej czarnej dziury, próbą przełamania tabu” (s. 124–126). Esej Cohena nie zawiera szczegółowych analiz dotyczących alternatywnych systemów gospodarczych ani całościowej krytyki istniejącego ładu, jednak zachęca do refleksji nad porządkiem lepszym od obowiązującego, daje jej zielone światło, ośmiela do krytycznego myślenia, przywraca sens i ważność pojęcia socjalizmu. W kraju takim jak Polska, gdzie dwadzieścia lat temu zamknięto debatę nad jakkolwiek pojmowanym socjalizmem, jest to podejście niezwykle ważne politycznie i doniosłe intelektualnie.

Gerald Allan Cohen: „Dlaczego (nie) socjalizm?” Przekł. Anna Gąsior-Niemiec. Polskie Wydawnictwo Ekonomiczne, Warszawa 2011, stron 136.
Piotr Szumlewicz

Recenzja ukazała się w kwartalniku „Bez Dogmatu”.
Artykuł pierwotnie ukazał się na stronie Lewica.pl

Napisz komentarz
Musisz być zalogowany(a) aby napisać komentarz.
 
Przeczytaj poprzedni wpis:
ChildrensCrusade02-l
Krucjata!

Tym razem pragnę podzielić się wrażeniami z weekendu majowego, a konkretnie z lektury pewnej gazetki. Otóż 3 maja moja bratanica...

Zamknij