RACJA TV

Facebook.

Najczęściej czytane

O RZECZACH – POSPOLITYCH, WSPOMNIENIA REALISTY

Był koniec lat dziewięć dziesiątych dwudziestego wieku, państwo polskie w rozsypce, a ja spotykam realistę, który przeszedł kawał historii Polski bez wspomagania. Był jak to się mówi: nie do przeżycia, ale życie przeżyło jego, realizm.

Spotykaliśmy się w ”Wieniawie”, starocerkiewnej, wrocławskiej restauracji, która wystrojem przypominała zabużańskie leśne polany i przy tak zielonych obrusach polewaliśmy się winem hiszpańskim i piliśmy przemycone ze wschodu gruzińskie koniaki przyobleczone w stroje, które przypominają dzisiaj reklamy niesławnego już obywatela. Nasze namaszczone charyzmatycznym paleniem papierosa spotkania, stały się polem do wspominek i dywagacji, jak ja, wtedy jeszcze młody, mogę ze starym znaleźć wspólny język.

Moje pierwsze wrażenie ze spotkania z realistą, wykreowały we mnie postać oportunisty, czyli jak by tu powiedzieć, człowieka bez zasad moralnych i przekonań ideowych, które dzisiaj są kapitałem na wagę złota.

Podział granic

- Kapitalistę spotkałem, oportunista pan jesteś- mówię do realisty. – Broń boże – słyszę. Gadatliwy jestem, wyłożę, więc pokrótce, jako realista punkt widzenia na sprawy, o których rozmawialiśmy. Żołnierzem Andersa byłem i pod Monte Casino uczestniczyłem w walkach bratobójczych na śmierć i życie. Po walkach, zaraz do Anglii nas zabrali, po czym wróciłem do kraju naszego i żeby być w zgodzie z sumieniem narodu do partii się zapisałem, do PZPR. I jak mówił kanclerz Miller, „byłem do gorzkiego końca”. Moja partyjność była, niekameleoniasta, czyli inaczej mówiąc nie „rzucałam’, nie „zwracałem” i nie oddawałem legitymacji partyjnej po to, żeby zabarwić się na kolor ochronny.
Uważałem, że pomimo ” błędów i wypaczeń”, cała PZPR była jedyną polską partią polityczną, która zrobiła najwięcej dobrego (wcale nie przesadzam) dla państwa polskiego i społeczeństwa. Inne partie nie mają się, czym pochwalić, gdyż wyrządzają więcej szkody niż pożytku. Dotyczy to zarówno partii „polskich królewiąt” z czasów pierwszej RP, jak i BBWR, OZN, ND, czy innych partii politycznych drugiej RP, a także partii politycznych w III RP- takich jak ZCHN, ROP, PC, AWS, itp.

-No to jak, była ta PRL, państwem polskim, czy też nie była, przecież nie przywozili tutaj ludzi w teczkach.

-Jako realista, tak bardzo bym się nie upierał przy tym, żeby uznać PRL za III RP, a obecną RP za czwartą. Po co?. PRL, powinna pozostać, jako formacja wyjątkowa i do czasu wyczerpania się swoich możliwości wyróżniająca się dodatnio(tak ją kiedyś ocenią) na tle marazmu dziejów naszego kraju. W ramach tej formacji rozwiązane jednak zostały palące problemy społeczne(reforma rolna, równość, opieka socjalna, wykształcenie, uprzemysłowienie- cokolwiek byśmy o nim nie mówili itd., itd.) zapewniono awans społeczny milionom ludzi, rozwój cywilizacyjny i mimo wszystko najlepsze z możliwych do uzyskania w tamtych czasach miejsce w nazwijmy to Koncercie Europejskim i nie tylko, czego nie umieli uzyskać i rozwiązać politycy Królestwa Kongresowego- też powstałego wskutek dyktatu mocarstw.
I RP- szlachecka, to nie tylko smutny okres rozbicia dzielnicowego wynikłego z głupoty rządzących i niemieckich intryg, ale także- poza okresem Kazimierza Wielkiego – litewska polityka Jagiellonów realizowana na koszt Polski. Można też było zwrócić się na zachód i poprzez Danię wyjść na prawdziwe morze-Morze Północne i Atlantyk, ze wszystkimi możliwościami z tego faktu wynikającymi.
Bo co to jest Bałtyk?. Jest to tylko butelka brudnej wody zatkana duńskim korkiem. No, ale to już szkoła wyższej jazdy wymagająca wyobraźni, a tej zawsze u nas niedostatek. Wskutek ewentualnego przebicia się na zachód losy Polski potoczyłyby się inaczej i dlatego-jak powiada Joseph R. Kippling-jest to już całkiem inna historia. Pójdźmy dalej.
Trującym jadem I RP była tzw. wolna elekcja wraz z Artykułami Henrykowskimi. Wolna elekcja to przecież mówiąc jeżykiem współczesnym, przetarg nieograniczony na koronę polską zorganizowany na zasadzie, „kto da więcej”- ma się rozumieć sprzedajnym magnatom. W I RP nie wykorzystano możliwości (1610/12) niedopuszczenia do powstania potężnej Rosji – przyszłego zaborcy: nie wykorzystano możliwości zlikwidowania Zakonu Krzyżackiego (1410) i dopuszczono (1525) do powstania Prus- też późniejszego zaborcy. Zamiast rozprawić się z Zakonem korzystając z okazji „ukarania” heretyka Wielkiego Mistrza Zakonu za „odstępstwo od Wiary Świętej”, co w tamtym okresie mogło uzyskać-mówiąc delikatnie- poparcie Watykanu, postąpiono odwrotnie. Przyjęto oszukańczy zresztą hołd Wielkiego Mistrza i zapewniono mu ochronę, jako lennikowi. Co do dziś odbija nam się wielką czkawką?
Idźmy jeszcze dalej. Nierozumnie wplataliśmy się w tzw. epopeję napoleońską. Ponieśliśmy same straty i żadna pani Walewska tu nie pomogła. Do dziś jednak śpiewamy; „dał nam przykład Bonaparte, jak zwyciężać mamy”. Powinniśmy sobie jednak zaśpiewać „dał nam przykład Bonaparte jak przegrywać mamy.” Przecież Napoleon niczego nie wygrał, lecz wszystko przegrał sromotnie.
Francuzi mogą go sobie czcić- to ich sprawa-, ale do hymnu państwowego jednak go nie wprowadzili. My, ależ oczywiście!. Anglicy zaś nie tylko go pobili, ale chyba i na koniec otruli.
A Kościuszko na ten przykład- amerykański generał od fortyfikacji (w tym chyba był dobry), który nie dotrzymał przysięgi na Rynku Krakowskim, (ale słowa danego carowi dotrzymał) i też sromotnie przegrał pod Maciejowicami. I taki było koniec I- RP. Z Konstytucją 3-go maja czy też bez niej.
A II RP. Cóż ma takiego na swoim koncie?. Zamach stanu, faszyzująco-burżuazyjny system rządów autorytarnych, antysemityzm i pogromy, pacyfikacje wsi- powszechna nędza chłopów i innych warstw społecznych- faktyczny brak perspektyw zakończony klęską wrześniową, wskutek w ogóle nieprzygotowanej z wojskowego punktu widzenia i zgodnie ze sztuką wojenną obrony.
Trzeba było, bowiem przygotować się do obrony na linii Bug- Narew – Wisła i San i tak skonstruować plan mobilizacji. Trzeba było w końcu przygotować tysiąc, a nie jeden, takich oddziałów jak oddział Hubala, który i tak zresztą powstał z jego inicjatywy. Podobnie uważał gen, Kazimierz Sosnkowski. Losy II RP kończy nieszczęsne powstanie warszawskie, którego inicjatorzy winni, według gen. Andersa ponieść odpowiedzialność karną. Taki jest finał II RP.
W ślad za II RP idzie III RP, staczająca się skutecznie do roli państwa wyznaniowego w najgorszym islamsko-fundamentalistycznym wydaniu-obcym Zachodowi, a także do „Polish Banana Republic” z pinochetopodobnymi przywódcami i parlamentarzystami. Porównajmy to wszystko z PRL i wtedy „niech ten pierwszy rzuci w nią kamieniem – kto sam jest bez winy”.
Mój realista był świetnym mówcą, uczelnianym wykładowcą, którego studenci nie zawsze mogą znaleźć miejsce w zaścianku polskiej „prawomyślności”.

 

Nie zasilają dzisiaj zachodnich koncernów, ani Multi-kulturowych bytów dla samego bytu. Praca realisty nigdy się nie kończy i nie zmienią tego żadne wojny, żadne prawice, ani lewice. Realiści po prostu działają. I dlatego nazywają się realistami.

 

Autor: Roman L.Cupał

 
Przeczytaj poprzedni wpis:
Palikot-Pajcyk
Klaudiusz PALIKOT-„lewicy wymiot”

Lewicowo - kontr-liberalnosocjalistyczny kapitalista Janusz Palikot dogadał się z Donaldem Tuskiem, premierem obecnym w sprawie przekręcenia „lewicy” w prawą stroną...

Zamknij