RACJA TV

Facebook.

Najczęściej czytane

Na którą marionetkę głosować?

Demokracja to z definicji „rządy ludu”. Mimo jednak namolnego wmawiania mi przez media, iż mamy u nas w polskim baraku Unii demokrację, nie widzę jej ani odrobiny w życiu codziennym. Wręcz przeciwnie – w naszym baraku „lud” – a więc zwykli, szarzy ludzie tworzący naród i społeczeństwo – nie mają nic, ale to absolutnie nic do  powiedzenia. Mamy jedynie do „wyboru” w zasadzie pomiędzy jednym złem (Komorowski), albo drugim, jeszcze gorszym złem (Kaczyński). Ewentualnie możemy oddać głos na nie mającego szans na zwycięstwo jakiegokolwiek innego kandydata, lub wybory zbojkotować na zasadzie niemego  protestu.

Marionetki

Główne marionetki Unii Europejskiej na polskiej scenie politycznej

Nie zaglądamy w tym miejscu nawet  za kulisy sceny politycznej, gdzie zapadają decyzje, a politycy tylko urządzają na scenie inscenizację udając, że debatują i że „rządzą”. Nawet zakładając, że urządzana przez polityczne marionetki inscenizacja nie jest fikcją, wybory „prezydenckie” (ale i „parlamentarne”) są u nas obecnie podwójną farsą.

Donald Tusk i jego marionetkaPo pierwsze – nie mamy już „prezydenta” a jedynie tytularnego nadzorcę polskiego baraku Unii. Polski „prezydent” nie był nawet w stanie sprzeciwić się byle komisarzowi Unii nakazującemu likwidacje polskich stoczni – i to jeszcze przed podpisaniem Traktatu Lizbońskiego. Obecnie ma on jeszcze mniejsze znaczenie. Nawet zwierzchnikiem sił zbrojnych (a raczej resztki, jaka z nich pozostała)  jest on tylko teoretycznie – wojsko podlega pod dowództwo NATO. Resztkę jego „uprawnień” w każdym momencie można mu odebrać zmieniając konstytucję. Tak samo nie mamy niezawisłego polskiego „parlamentu”, gdyż nasz „sejm” podlega  pod instancje wyższe – Brukselę i Traktat. Nie może więc uchwalić „nasz parlament” czegoś zgodnego z wolą większości społeczeństwa, a co byłoby sprzeczne z tzw. prawem unijnym (które jest parodią praworządności).

Po drugie – tzw. demokratyczne wybory same w sobie są parodią demokracji. Zasadą demokracji jest wszak założenie, że wszyscy są równi. A demokratyczna równość powinna implikować w sobie także równość szans w startowaniu w wyborach (obojętnie – na prezydenta czy na posła). Już sam dostęp do mediów nie dla wszystkich kandydatów jest jednakowy. Ogromna większość Polaków nie ma najmniejszych szans przebić się medialnie. Jedynie „wybrańcy” losu (a raczej protegowani Grupy Trzymającej Władzę) mają takie szczęście. Nie każdy też z tych „wybrańców losu”  ma jednakowe poparcie w mediach, które z reguły promują kandydatów „nakazanych” a nie tych rzeczywiście lepszych. Wyraźnie to widać obecnie w nagłaśnianiu kilku tzw. ważniejszych kandydatów a wyciszaniu czy wręcz ignorowaniu innych. Ponadto kandydaci dużych partii, nawet gdy są oni agentami obcych interesów, mają znacznie większe szanse na pomoc ich partii w zrobieniu z nich patriotów i „mężów stanu”. Mniej znany Iksiński, nawet gdy jest mądrzejszy i/lub uczciwszy, nie ma szans w konkurencji z „partyjniakami”.

Zastanówmy się teraz, kto jest w polskim baraku Grupą Trzymającą Władzę.

Jak to kto, powiedzą patrioci z PiS – jasne, że to  postkomuna – postsowiecka, sterowana z Kremla agentura i uwłaszczeni sekretarze. Zapomina się przy tym, że jeszcze przed Magdalenką, za zgodą Gorbaczowa i w cichym porozumieniu z USA ówczesny premier „komuch” Rakowski wprowadził przepisy prywatyzacyjne, a jeszcze wcześniej  tzw. spółki polonijne. Karierowicze partyjni za wczasu, porzucając ideologiczną maskę komunistów zmienili się w prozachodnich europejczyków. To oni byli motorem zmiany statusu Polski z baraku imperium wschodniego na barak imperium zachodniego. Najpóźniej w momencie  oficjalnego wejścia Polski do NATO i Unii wykoszono (przy pomocy przewerbowanej w międzyczasie postkomuny i ich okrągłostołowych kolesiów) wierną nadal Rosji  agenturę postsowiecką. Wprawdzie jest ona jeszcze u nas, ale jest ona bezwzględnie ścigana i tropiona przez agenturę obecnych sojuszników. Jej wpływy są zatem znikome. Zdecydowanie wbrew temu, co głosi niezwykle popularny publicysta, Stanisław Michalkiewicz.

Słyszałem już dowcipy na jego temat: jeśli na skrzyżowaniu dróg równorzędnych zderzą się jadące na sygnale karetka pogotowia, radiowóz policyjny i straż pożarna to winę za wypadek (zdaniem Michalkiewicza) ponosi naturalnie rosyjska razwiedka.

Inną znaną osobą publiczną straszącą nas esbecką, rosyjską agenturą jest poseł Macierewicz. Nie zauważył on nawet, ilu zdemaskowanych byłych agentów SB robi w III RP i w Unii kariery. Szef tzw. parlamentu europejskiego – Buzek, prymas Polski – abp. Kowalczyk, czy nowy szef NBP (do niedawna dyrektor departamentu MFW) –  Belka. Ten ostatni  jest nawet członkiem rockefellerowskiej Komisji Trójstronnej będącej jednym z narzędzi narzucania światu NWO.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Komisja_Tr%C3%B3jstronna

To jaki z niego jest postkomuch i agent Putina? Skoro on już od dawna jest duszą i ciałem agentem światowej żydowskiej lichwy. Po co więc wojna o teczki i o IPN – skoro zdemaskowanym agentom krzywda się nie dzieje? No, chyba że nadal są na wikcie u Putina, wtedy są rzeczywiście  zwalczani.

Dalej… Czyżby postkomuna – pogrobowcy PZPR – nadal służyli Kremlowi i Putinowi? To co robiły takie ikony postkomuchów jak Kwaśniewski i Cimoszewicz w fundacji żydowskiego, należącego do światowej żydowskiej sitwy, „filantropa” Sorosa?

http://www.propolonia.pl/blog-read.php?bid=142&pid=2467

Dziwne też, że Kaczyńscy, obaj tacy antykomuniści, u Sorosa spotykali się z postkomuchami (i z wrażą PO). Czyżby ten ich antykomunizm był tylko fasadą?

Czy to nie jest żałosna farsa? PiS-owski Don Kichot Macierewicz straszy nas postkomuchami, domaga się dekomunizacji, a jego partyjny szef z komuchami (i PO) u Sorosa dogaduje się, jak „wykluczonych” nie dopuścić do władzy! A sam postkomuch Kwaśniewski jeździ sobie na odczyty i wykłady do USA, a nie do Moskwy. Na marginesie tylko dodam, że „postkomuna” była i za NATO i za Unią i za Traktatem!

Dlaczego więc ogłupia się nas i straszy postkomuną i ruską agenturą? Skoro „postkomuna” to strojąca się od lat w szatki prounijnych i prozachodnich  postępowych europejczyków zachodnia agentura.

Albo taka PO…

Jednym z jej ojców chrzestnych był agent SB, Olechowski. Tyle, że w międzyczasie jest on nieomal „etatowym”, pełniącym obowiązki Polaka, przedstawicielem Grupy Trzymającej Władzę (w naszym baraku) u Bilderberga. Reprezentuje „nas” też w Komisji Trójstronnej. Jest więc on ewidentnym agentem światowej, żydowskiej lichwy, a nie człowiekiem Putina.

Drugim ojcem chrzestnym PO był esbek Czempiński. „Haniebna” służba w SB nie przeszkodziła jemu w robieniu kariery po tzw. transformacji. Przewerbował się on natychmiast (a może i wcześniej) i jest sercem i duszą agentem USA. Nawet order CIA otrzymał on z rąk zbrodniarza Busha. Przy tej okazji Czempińskiego przerobiono na bohatera, a USA na wspaniałomyślne państwo „darujące” Polsce 20 miliardów dolców długu.

Co oni nam darowali – pytam się? Czy to Polska od nich pożyczała tę forsę , czy rządzący Polską komuniści? Oddawać powinni przecież ci, co pożyczali – a więc komuniści! A nie Polska.

Dobre sobie… Darowali… Samych lichwiarskich odsetek i tak dostali spowrotem więcej, niż  komuchom pożyczyli. W 1945 sprzedali nas w łapska Stalina. Potem pożyczkami wzmacniali, utrzymywali prze życiu i finansowali komunę (choć niby z komunizmem walczyli). Kto wie, może pałki ZOMO-wców i gaz łzawiący też za amerykańskie dolce komuna miała. Urban w telewizji mówił – rząd się sam wyżywi. Mordę miał wypasioną, pewny siebie, bo „wroga” Ameryka kredytami ich przy władzy podtrzymywała. A tysiące idiotów w więzieniach siedziało wierząc w pomoc z Ameryki. A Ameryka komunę utrzymywała, na koniec się z przewerbowanymi komuchami dogadała, a my nadal ich kochamy.

A ile miliardów kosztował nas kupiony przez amerykańską agenturę rządzącą polskim barakiem ichni latający złom. Albo militarna pomoc w brudnych okupacyjnych wojnach, na które amerykańscy agenci rządzący polskim barakiem niedobitki naszej armii wysłali? To się nie liczy?

Tak więc już po samych ojcach chrzestnych PO widać, czyja to agentura. A że teraz do Putina oczko puszczają… Taki dostali prikaz od ich mocodawców. Waszyngton zmienił taktykę podboju Rosji. Nie „tarczą” zmuszają ją do uległości, a wciągając w współpracę gospodarczą. Ileż to firm zachodnich można Putinowi zainstalować w Rosji, udając kolegę i partnera gospodarczego. A za firmami przyjdą banki, „kultura” i cała reszta.

Wydawało by się, że dla uważnego obserwatora najłatwiejszą do zidentyfikowania jako agentura USA i Izraela powinna być partia PiS. Bo przecież L. Kaczyński z jego zaślepioną miłością i do USA, i do Izraela, i do żydowskich organizacji, a nawet do skrajnie syjonistycznej i antypolskiej  loży żydowskiej się nie krył. A jednak ta partia uważana jest za partię jak najbardziej patriotyczną. PiS niezwykle umiejętnie gra na polskim patriotyzmie. Lech Kaczyński i PiS celowali w celebrowaniu patriotycznych rocznic, graniu na uczuciach narodowych, udawaniu dbałości o historię i tradycję polską. Miliony ludzi dały się i nadal dają się na to nabrać. Nic to, że o pomniki i muzea żydowskie dbał Kaczyński bardziej, niż o polskie (wiem, wiem, muzeum AK to jego zasługa. A gdzie muzeum KL Warschau?) Nic to, że dla Polski sojusz strategiczny z bandyckim państwem Izrael byłby wybitnie szkodliwy. Nic to, że jako jedyny polityk europejski sprzeciwił się Kaczyński potępieniu krwawej pacyfikacji przez Izrael Strefy Gazy. Nic to, że wielu Polaków z niesmakiem patrzyło na prezydenta ganiającego przy świetle menory w jarmułce po Belwederze. Czy jeszcze bardziej niesmaczne  dekorowanie polskimi odznaczeniami żydowskich aktywistów.

http://www.propolonia.pl/blog-read.php?bid=142&pid=2521

Kaczyński umiejętnie wykorzystywał zakorzenioną w Polakach niechęć do Rosji. Ale robił to po prostu świadomie nieuczciwie. Bo jak można o Katyń oskarżać Rosjan i od nich domagać się przeproszenia nas za tę zbrodnię, skoro winę za nią ponosi żydowsko-gruzińska mafia rządząca wówczas w Rosji. A nie Rosja i nie Rosjanie. To państwa-przyjaciele Kaczyńskiego, Gruzja i Izrael, powinni nas za Katyń przeprosić!

Zaślepiony był Kaczyński natomiast w jego miłości do USA. Brał on aktywny udział w inscenizowanych przez Waszyngton antyrosyjskich prowokacjach i akcjach Rosję osłabiających. A więc Gruzja, ślepe poparcie dla „amerykańskiego” Juszczenki, udział w nagonce odtrąbionej przez Condoleezze Rice przeciwko Łukaszence. To Kaczyński najbardziej zabiegał o zrobienie z Polski militarnego wasala USA. To on najbardziej zabiegał o „tarczę” i związane z tym stacjonowanie obcego wojska na polskiej ziemi. A obce wojsko na własnym terenie to symbol niekoniecznie sojusznika, a częściej okupanta.

Lecha Kaczyńskiego już nie ma. Ale trudno jest wyobrazić sobie, aby jego bliźniak zdecydowanie różnił się programem politycznym od brata. Można przyjąć za raczej pewne, że będzie on kontynuatorem jego polityki. Pewne jest też, że jeśli wygra on wybory, to „uszczęśliwi” nas 11 listopada wspaniałą, patriotyczną ucztą. Będziemy hucznie i uroczyście obchodzić święto Niepodległości – przez obu Kaczyńskich (i resztę politycznej agentury nadzorującej polski barak) sprzedanej. Zapewne nadal będziemy (narzuconym nam przez rządzącą nami nieprzerwanie od 1989 roku amerykańską agenturą) sojusznikiem USA i Izraela. Być może, jako strategiczny partner żydowskiego państwa będziemy pomagać jemu w przyszłości w napadaniu na humanitarne konwoje. Będziemy nadal pomagać USA w kolejnych brudnych okupacyjnych wojnach. Ilu z nas zna prawdziwe oblicze USA, a zwłaszcza CIA?

Pomijam w tym miejscu zainscenizowane przez administrację Busha z pomocą wojska i CIA największe zamachy terrorystyczne z 11/9 (WTC, Pentagon). Znalazłem inne, wstrząsające fakty o zbrodniczej działalności Centralnej Agencji Wywiadowczej. Pozwolę sobie na kilka cytatów (w oparciu o wikipedię i jeden z moich wcześniejszych tekstów).

Na terenie samej USA projekt MKULTRA składał się, zgodnie z raportem ówczesnego szefa CIA, admirała Turnera, ze 149 „podprojektów”, z których co najmniej 14 związanych było z „doświadczeniami” na ludziach, dalszych 6 z doświadczeniami na nieświadomych niczego ludziach oraz 19 powiązanymi ewentualnie z „doświadczeniami” na ludziach. Badano działanie na ludzi narkotyków (głównie LSD i meskaliny), trucizn, chemikaliów, hipnozy, psychoterapii (psychomanipulacji), wstrząsów elektrycznych, gazu, chorobotwórczych zarazek, sabotaży, zbiorów płodów rolnych, sztucznie wywoływanych wstrząsów mózgu, operacji chirurgicznych. Zbrodnicze eksperymenty przeprowadzano na 44 uniwersytetach, w 12 szpitalach i 3 więzieniach, oraz w 15-tu bliżej niesprecyzowanych „objektach badawczych”. Jest udowodnione, że wiele osób z powodu przeprowadzanych na nich eksperymentach poniosło najcięższe szkody na zdrowiu fizycznym i psychicznym. Zdarzały się też przypadki śmiertelne (afera Olsona). Uprowadzano (porywano) nawet do wykorzystywania ich w „doświadczeniach” przypadkowych ludzi, co potwierdziła później sama CIA. Znane są nawet przypadki wykorzystywania do „doświadczeń” dzieci.

http://de.wikipedia.org/wiki/MKULTRA#Aktivit.C3.A4ten

Przy czym najbardziej makabryczne jest to, że CIA do owych „projektów badawczych” wykorzystywała nawet niemieckich „lekarzy”, przeprowadzających wcześniej nieludzkie eksperymenty „medyczne” na więźniach obozów koncentracyjnych (Kurt Blome czy Walter PaulSchreiber).

http://de.wikipedia.org/wiki/MKULTRA#Beteiligung…

Całość do znalezienia tutaj:

http://fronda.pl/andrzej_szubert/blog/zanim_na_iran_spadna_pierwsze_bomby

Napisałem powyższe po to, aby ten, kto to przeczyta, idąc do urny wyborczej zastanowił się, na kogo oddać głos.

Na polską rację stanu czy na obcą agenturę.

Andrzej Szubert

http://fronda.pl/andrzej_szubert/blog/

 
Przeczytaj poprzedni wpis:
Goldberg Korwinem-Mikke
Jak Goldberg stał się Korwinem-Mikke

Według najlepszej encyklopedii Żydów w Polsce Janusz Korwin-Mikke jest po prostu agentem wpływu nasłanym aby nas ogłupiać. Jest czymś w...

Zamknij