RACJA TV

Facebook.

Najczęściej czytane

MAMMOGRAFIA a sprawa Polska = RAK?

Minoł kolejny rok, zachęca to do podsumowania minionego okresu. Niestety nie napawa takie podsumowanie optymizmem. Wbrew swej woli znaleźliśmy się pod całkowitą dominacją cywilizacji azjatyckich. O niebezpieczeństwach wynikających z takiej walki cywilizacji przestrzegał prof. Feliks Koneczny  3 pokolenia wstecz. Wmówiono społeczeństwu w okresie ostatnich 20 lat, wyższość cywilizacji azjatyckich: bogactwo jest najważniejsze. W życiu każdego kraju najważniejsze jest nie bogactwo materialne ale oświata. Prof. Feliks Koneczny pisał - “pieniądz nie może iść przed rozumem”. Niestety jak uczy historia Polski ostatnich 300 lat, właśnie dzieje się w kraju nad Wisłą cały czas odwrotnie. Rozmaite ośrodki i instytucje wmawiają nam, że trzeba zarabiać pieniądze wszędzie, nawet poza granicami kraju. Oczywiście wcześniej zlikwidowano możliwość pracy we własnym kraju. W innym przypadku ludzie, szczególnie młodzi nie wyjeżdżaliby w poszukiwaniu pracy za granicę. Już przed 20 laty udowodniłem, że po to będzie się likwidowało miejsca pracy w Kraju, aby inne kraje mogły zarabiać na taniej sile roboczej z Polski. Jak można było oszacować tylko W.Brytania zarobiła ponad 100 miliardów funtów na pracy Polaków. W latach 1939-45 wywożono ludzi do przymusowej pracy, a obecnie sami wyjeżdżają i jeszcze się tym chwalą. Na tym polega właśnie oświata, a ściślej jej brak. Upadki wszystkich krajów zaczynały się od upadków oświaty.

Mamograf

Jeżeli społeczeństwo nie zna historii własnego Kraju, to te same błędy będzie popełniało co pokolenie. Historia Polski jest tego dowodem.

Ten kryzys zaczął się w 1773 roku powołaniem Komisji Edukacji Narodowej. Ta pięknie nazwana instytucja nie zrobiła nic dla polskiej edukacji narodowej. Była typowym tworem cywilizacji bizantyjskiej. Miała na celu ustanowienie dominacji państwa nad oświatą. Mimo to, przez ponad 200 lat “wciskano” społeczeństwu jej zalety. Ta propaganda była na tyle skuteczna, że przez dwa kolejne stulecia nawet wykształceni ludzie gloryfikowali do dnia dzisiejszego tę twór bizantyjski. Jak wiadomo organizacją i kierowaniem Komisją zajął się znany agent Angielski- Du Pont. Du Pont w czasie powstania Komisji pełnił obowiązki, jak by to dziś ujęto, oficera prowadzącego Stanisława zwanego Augustem Poniatowskim. Stanisław August to człowiek bez żadnego rodowodu. Nigdzie bowiem nie znaleziono metryk jego dziadka i babci. Mimo to, Stanisław August pełnił funkcję króla Rzeczpospolitej Polskiej. Jego działania i zachowanie znakomicie opisał dr Karol Zbyszewski.

Niewiele osób zdaje sobię sprawę z faktu, że szanowna Komisja powstała dzięki rozwiązaniu i przejęciu majątku Zakonu Jezuitów. Zakon Jezuitów prowadził w tym czasie najlepsze placówki edukacyjne. Rozwiązanie zakonu nastąpiło przed oficjalną decyzją Papieża, który zawsze pierwszy zatwierdzał takie decyzje. Mało tego, majątek było nie było, kościelny zrabowano i oddano w ręce doraźnej grupy cywilów, na czele której postawiono masona w habicie – księdza Stanisława Konarskiego [nota bene defraudanta strasznego]. A przecież doskonale wiedziano, że ten Du Pont był uprzednio zatrudniony we Francji także w celu prowadzenia reformy “oświaty” i można było doskonale prześledzić jego ok. 10 letnią działalność w tamtym kraju. I co ciekawsze, do dnia dzisiejszego nadal chwali się Komisję Edukacji Narodowej [Jakiego narodu ? - Polska, była wielonarodowym państwem] wybija się medale i odznacza swoich. Du Pont po wyjeździe z Polski reformował oświatę w Ameryce, co również jak wiemy, doprowadziło do rewolty. Za dobrze wykonaną pracę otrzymał monopol na produkcję prochu dla armii. Dzisiaj koncern Du Pont jest liderem dezinformacji o skutkach oddziaływania freonu na rzekomy wzrost temperatury ziemi czyli o powstawanie tzw. efektu cieplarnianego. Jako zjawisko, będące typowo gazetowym problemem i ma się to tak do rzeczywistości jak pięść do oka. Jednak na skutek upadku elementarnej oświaty społeczeństw pozwala nałożyć dodatkowy podatek na państwa, w imieniu grupy “oświeconych”.

Zaborcy zniszczyli praktycznie nasz system edukacji zamykając uniwersytety i przenosząc je na tereny Moskwicina, Uniwersytet Stefana Batorego przeniesiono do Kijowa, a Lwowski do Odessy. Były to pierwsze wyższe szkoły w carstwie moskiewskim. Od 1864 roku w Priwislannym Kraju, aż do 1989 roku istniała cenzura [ z przerwą w latach 1918-1939] i tak należy patrzeć na wszelkie wydawnictwa i edukację w tamtym okresie. ŻADNA myśl, książka ani artykuł przeciwko carowi nie mógł się ukazać. Podobnie było w innych zaborach. Nawet w chwalonym ostatnio w Polsce, cesarstwie Austro-Węgierskim także nic prawdziwego o Polsce pisać nie było można. A mordowanie siły przywódczej Narodu Polskiego rozpoczęto właśnie w Austrii pod nazwą Rabacji Szeli 1846 roku.

W czasach współczesnych oczywistym było, że żadna publikacja zawierająca prawdziwe informacje o Polsce, nie mogła się ukazać. Niektórym się zdaje, że za genseka Edwarda Gierka popuszczono cenzurę, ale nie zauważono, że wprowadzone w 1974 roku istotne reformy oświaty jeszcze bardziej obniżyły poziom edukacji nawet z tych przedmiotów, które nie mają związku ze świadomością historyczną czyli z fizyki, chemii, matematyki etc. Eliminuje się nauki ścisłe, logikę. Precedens ten nasilił się po roku 1990. Każdy kto tylko pamięta pożyczki gierkowskie, które rzekomo przejedliśmy, jak usiłuje to wmówić społeczeństwu Gazeta Wybiórcza i TV wszelkiego rodzaju, powinien się zastanowić, dlaczego tak zazwyczaj skąpi kapitaliści tak szczodrze dotowali komunistę?

Po pierwsze, pożyczki poszły na budowę rurociągu w bratnim kraju, budowę celulozowni zabajkalskiej, budowę Huty Katowice z szerokimi torami do ZSRR i reformę uzbrojenia Układu Warszawskiego. Wprowadzona w Polsce reforma oświaty i jej skutki tj. obniżenie poziomu edukacji zostało całkowicie w naszym nieszczęśliwym kraju [ S.Michalkiewicz]. Skutki takiego upadku oświaty obserwowaliśmy zarówno w roku 1981 jak i po 1990. Kolejni władcy starsi i mądrzejsi [S.Michalkiewicz] co kilka lat, bez analizy wprowadzonych zmian, dokonywali kolejnych reform oświaty. Efekty widać na każdym kroku np. we wzroście grubości instrukcji do kupowanych przedmiotów np. żelazka.

Inny przykład: w okresie minionych 40 lat zredukowano liczbę godzin studiów medycznych o ok. 1000, przez to zredukowano okres nauczania z 6 lat studiów [plus 2 lata stażu] do 5 lat. Z wolnego zawodu przekwalifikowano akademie medyczne na fabrykę sprzedawców usług. W celu poprawienia samopoczucia niektórym osobom zmieniono także nazwę na Uniwersytety Medyczne. Dodatkowo zrobiono to tak sprytnie, że zostawiono medykom tą samą nazwę -lekarz i te same uprawnienia, przy istotnie mniejszej wiedzy [stomatologów przekwalifikowano w dentystów]. Oczywiście były etapy pośrednie, takie jak redukcja specjalizacji, tworzenie nowych specjalizacji na poziomie felczerskim, likwidacja szkół pielęgniarskich i wprowadzanie w ich miejsce prywatnych szkół pielęgniarskich bez zaplecza szpitalnego, co przeciętny pacjent widzi pod postacią odleżyn po pobycie w szpitalu. O poziomie tych reform mogłem się przekonać biorąc w nich udział jako nauczyciel akademicki od 1973 roku. Wszystko to było realizacją planów tzw. Brukseli, mających za zadanie likwidację konkurencji na rynku pracy po wprowadzeniu Polski do Unii Europejskiej. Nie trzeba przypominać, że przyspieszenie demontażu oświaty nastąpiło w okresie ostatnich 22 lat. Wykorzystano do tego kolejnych ministrów, którzy np. uważali, że matematyka jest przedmiotem zbędnym na maturze [Gertych]. Głosili takie natchnione hasła, również kolejni ministrowie, że czytanie lektur nie ma sensu wystarczy oglądanie filmów [Handke] i likwidowali szkoły wiejskie pod pretekstem wyższego poziomu nauki w większych szkołach?

Kościół Katolicki na soborach już w XIII wieku ustanawiał konstytucje obligujące proboszczów do organizowania szkół. Konstytucja wyraźnie stwierdzała, że w każdej parafii musi być szkoła w odległości ok. 0,5 wiorsty od miejsca zamieszkania, uzasadniając to mądrze: “dziecko nie może tracić czasu na chodzenie do szkoły ponieważ musi pomagać rodzicom”. Konstytucje katolickie stanowiły, że każdy biskup musi w swojej diecezji zorganizować szkołę “średnią” zapewniając godziwe wynagrodzenie nauczycielom. Te same hasła konieczności istnienia szkół w parafiach  2 -gi punkt postulatów], wypisywali Powstańcy Wandei - we Francji 1793/4 roku, protestując przeciwko masońskiej rzezi [porównując ówczesną populację Francji ze stanem dzisiejszym, masoni wymordowali ok. 8 milionów Francuzów].

Od 1945 roku okupanci postępowali zupełnie odwrotnie obniżając wynagrodzenie nauczycieli do minimum zapewniającego głodową egzystencje by zmusić kobiety do pracy zawodowej, pod pretekstem robienia tak imponującej kariery jak np. przybijania stempli na przesyłkach listowych. Specjalnie tworzono szkoły typu Studium Nauczycielskie, których absolwenci mieli głównie uczyć dzieci nauka czytania i pisania. Sprowadzało się to do planów niemieckich z czasów okupacji. Jeden z generałów niemieckich w swoich pamiętnikach wspomina, że edukacja Rosjan ma się ograniczyć do nauki liczenia i znajomości znaków drogowych, a edukacja Polaków dodatkowo do nauki czytania i pisania tj. do ok. 3 klas. Jak podaje Wikipedia, w Polsce obecnie istnieje przymus nauki tylko 6 klas. Biorąc pod uwagę program i poziom edukacji pierwszych 3 lat można spokojnie przyjąć, że p. minister Katarzyna Hall zrealizowała ten program w całości. [Uczniowie z Polski zostali poddani badaniom PIRLS i TIMSS, które mają za zadanie sprawdzić umiejętność czytania ze zrozumieniem, a także znajomość zagadnień matematycznych i przyrodniczych. "Uczniowie polskich podstawówek zajęli ostatnie miejsce w Europie, jeśli chodzi o znajomość matematyki, a przedostatnie w rankingu wiedzy przyrodniczej." [Wprost 16.12.2012.]

Do lat 90 -tych ubiegłego wieku, ok. 80% społeczeństwa kończyło tylko szkoły zawodowe, a ok. 3-5% miało wyższe wykształcenie [wliczając w to WUML]. Obecnie chcąc dowartościować tubylców uznano licencjaty, czyli dawne kursy pomaturalne, za niepełne wyższe wykształcenie, poprawiając w ten sposób statystyki obywateli z wyższym wykształceniem. Dodatkowo stworzono całą masę szkół produkujących tysiące “fachowców” w tak ważnych dla gospodarki specjalizacjach jak np.: socjologia, psychologia, marketing czy politologia itd. Oczywiści wszyscy oni, znajomi króliczka, okupują stołki rozmaitych urzędów. Liczba urzędników wzrosła od czasów stanu wojennego z ok. 48 000 do ponad 600 000, a liczba osób wytwarzających PKB wynosi obecnie tylko ok. 6 milionów przy ok. 18 milionach pracujących.

W ten prosty sposób zmieniono naszą ponad 1000 letnią cywilizację łacińską na azjatycką [ bizantyjsko - turańsko - żydowską].

Czyli z samodzielnie myślących ludzi stworzono roboty spełniające polecenia odgórne. Zrobiono to tak sprytnie, rozdając rozmaitego rodzaju tytuły czy odznaczenia, że spacyfikowane po 1945-48 roku społeczeństwo nie TYLKO NIE PROTESTUJE, ale w większości przypadków zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy zadawalając się systemem wprowadzonych nagród i piciem piwa przed telewizorem. Znam tylko jeden przypadek w Polsce prof. Jerzego Przystawy, który odmówił przyjęcia tytułu z rąk hunty wojskowej.

Zastanawiające jest to, jak można było łatwo wymazać wszelkie cechy jednej cywilizacji i wprowadzić zupełnie inną w sposób bezkrwawy w tak krótkim czasie. Praktycznie wprowadzono cywilizacje azjatyckie, bez oporu społeczeństwa, szczególnie tzw. wyższych sfer, tego co dawniej nazywano szlachtą. Niewątpliwy wpływ miały na ten stan rzeczy tzw. “Mordy Katyńskie” czyli wspólne likwidowanie inteligencji przez okupantów. W mordach tych zlikwidowano ok. 30% polskich inżynierów, ponad 50% polskich lekarzy i ponad 70% polskich profesorów. Stąd “wybitne” kariery takie jak jak: prof. Stefanii Jabłońskiej prawdziwe nazwisko [Rachela -Szela] Ginsburg, -dermtologa czy jej siostry i w okresie późniejszym prof. Gierkowej alkoholiczki pozbawionej z tego powodu prawa wykonywania zawodu – najmłodszego profesora medycyny. PAN tylko rok się bronił przed nadaniem tej pani stopnia profesora. Innym “uczonym w piśmie” jest niejaki prof Zygmunt Bauman alias Semjon agent Informacji Wojskowej. I feta NKWD toczy się dalej. Właśnie prof. prof. Marcin Beredczak – rektor i Andrzej P. Florkowski – dziekan, Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu nadali temu Panu tytuł doktora “Honoris Ca..”

O tym, że polska nauka nie istnieje świadczy najlepiej liczba wynalazków opatentowanych w Kraju. W latach 60-tych ubiegłego wieku nasze uczelnie patentowały ok. 500 wynalazków rocznie. Czyli mniej więcej tyle samo co patentowali ich koledzy z Południowej Korei. Na początku XXI wieku polscy “naukowcy” nadal patentują ok. 500 wynalazków, a koreańscy ok. 14 000 rocznie. Jeszcze gorzej wygląda sprawa porównania polskich szkół wyższych z krajami NATO. Niemieckie uczelnie np. patentują ponad 17 500 wynalazków rocznie, przy ok. 87 milionach obywateli. Amerykanie także patentują ok. 44 800 wynalazków rocznie przy ponad 300 milionach obywateli, a Polacy w tym samym okresie zdobywają ok. 300 patentów przy 37 milionach obywateli. W roku 2010 zatwierdzono w Polsce tylko 199 patentów, w tym samym roku mała Irlandia miała 443 patenty, a na świecie 163 938, czyli Polacy stanowią 0.12% światowej nauki. W okresie od 2005 do 2010 roku liczba światowych patentów wzrosła odpowiednio z 136 750 do 163 938. Bez komentarza. Poniżej wykresy wg innego zestawienia [Polska Nauka wśród najsłabszych w UE wp.pl]. I pomimo takiej katastrofalnej zapaści chocholi bal na Tytaniku trwa: “Polskie Noble” 2012 [Gazeta Wyborcza 06.12.2012 Sławomir Zagorski].

Liczba pacjentów

Oczywiście istnieje w Polsce Ministerstwo Nauki z najbogatszym ministrem w Rządzie wg deklaracji podatkowej [Prof. dr hab. Barbara Kudrycka]. Tylko jaka jest naprawdę rola takiego tworu? Widać to po przytoczonym dorobku “nauki”.

W Polsce nastąpił rozkwit azjatyckiej formy nad treścią. Po 1990 roku powstała cała masa prywatnych uczelni produkujących jak mówi St.Michalkiewicz ćwierć inteligentów, “Co się będe wychylał w chórze lepiej”, Mamy już podobno ponad 470 wyższych uczelni, a Niemcy przy dwa razy większej liczebności ludności tylko 80. W okresie od 1992 roku do 2010 roku liczba “wyższych” uczelni w Polsce wzrosła ze
124 do 470 , co nie przełożyło się na nic wyjątkiem produkcji urzędników. Na uczelniach nie pozostają ludzie chcący coś odkrywać, a pozostają, z powodu katastrofalnej zapaści gospodarki, tylko znajomi króliczka. W chwili obecnej tzw. wyższe uczelnie są przechowalnią bezrobotnych nieudaczników i dlatego te kolegia rektorskie z pokorą przyjmują wszelkie decyzje odgórne.

Generalne, celowe obniżanie poziomu edukacji przekształciło społeczeństwo w bezmyślną masę konsumentów. Znam osobiście wiele przypadków, zgłaszania się dorobkiewiczów do lekarzy, tylko i wyłącznie z prośbą o skierowanie na badanie , odpłatne, na tzw. przebadanie się, bo ma pieniądze, i mówiąc jednoznacznie nie wie na co je wydać, chce się więc przebadać. A na pytanie co mu dolega mówi otwarcie nic.

Znam również sytuacje odwrotne, czyli niemożność wykonania badania przez chorego z powodu pozornego braku pieniędzy [bezpłatne NFZ badania mają bardzo długi czas oczekiwania] dyktowanych koniecznością niezbędnego zakupu telewizora plazmowego, ponieważ taki ma już sąsiad. Praktycznie od 30 lat upadło czytelnictwo w Polsce. Samorządy, jak wiadomo wybierane przez tych samych- nieczytających – obywateli, pierwsze co robią to obcinają pieniądze na kulturę i oświatę, likwidując np. biblioteki publiczne. Byłem świadkiem jak maturzyści, prywatnej szkoły, nie potrafili przeczytać głośno wiersza A.Mickiewicza z tablicy. A ostatnio rodzice tych “pociech” chcą nawet opodatkować wypożyczanie książek z bibliotek zwanych publicznymi, rzekomo pod naciskami Unii Europejskiej. I jak zwykle nikt nie protestuje. Czyli stado baranów zostało dostatecznie spacyfikowane.

To samo znaczenie ma wprowadzanie wersji elektronicznej książek. Po pierwsze elektroniczne książki są nietrwałe. Czas życia przeciętnej dyskietki wynosi ok. 3-5 lat, potem zapis znika. Po drugie, można wznawiać poszczególne edycje zmieniając strony czy określone rozdziały, zgodnie z aktualną propagandą polityczną, Czyli zgodnie z orwellowskim “Rokiem 1984” można zawsze wydawać publikacje poprawne politycznie. Nikt nigdy nie będzie mógł udowodnić, że w wersji pierwotnej publikacji było inaczej.

George Orwel

Ta systematyczna działalność polegająca z jednej strony na rozbijaniu rodziny – matki nie mogą wychowywać dzieci muszą pracować, z drugiej strony – na obniżaniu poziomu edukacji, produkcji użytecznych idiotów, owocuje w sposób widoczny zaczynając od poziomu samorządów, a na sejmowych ustawach kończąc. Wystarczy posłuchać wypowiedzi kolejnych marszałków, jak się chwalą pracowitością w swojej kadencji uchwalając kilkaset ustaw [np. w poprzedniej kadencji Sejm uchwalił 953 ustawy]. Który z posłów przeczytał chociaż część z nich? Każdy normalny człowiek wie, że przeczytanie tych kilogramów makulatury byłoby trudne, a co dopiero skorelowanie poszczególnych ustaw z innymi już istniejącymi. Stąd taka ilość nowelizacji. Przeciętnie już w kilka miesięcy po uchwaleniu danej ustawy ten sam sejm uchwala poprawki. I co ciekawsze nie ma winnych tego bałaganu. Podobnie samorządy zajmują się albo robieniem indywidualnych interesów albo przyklepywaniem mało istotnych problemów; vide samorząd Gdańska, który w okresie ok. 20 lat ani razu nie zajął się przyczyną ponad 500% wzrostu zachorowań na raka, czy też wzrostu cukrzycy u dzieci, chociaż odpowiednie badania medyczne były przeprowadzone.

Aby panować nad społeczeństwem robiono wszystko w celu wcielenia go do rozmaitego rodzaju organizacji. Typowym przykładem są ustawy o Izbach Lekarskich i Izbach Adwokackich. Po przemianach w 1989/90 roku z radością przywitano tworzenie Izb Lekarskich. Sam jako delegat na pierwszy założycielski zjazd byłem pełen optymizmu. Jednakże już w tamtym okresie można było zaobserwować dziwne działania administracji z jedne strony i przemysłu z drugiej strony. Administracja chciała przerzucić wszelkie sprawy biurowe na Izby Lekarskie, a przede wszystkim obciążyć kosztami lekarzy, przy zachowaniu kontroli nad edukacją lekarzy i mieć wpływ na kierunki rozwoju samorządu. W tak prosty sposób pod pozorem samorządów z koszarowano wszystkich lekarzy. Obecnie lekarz nie tylko musi ponosić koszty utrzymania Izby- administracji, ale i przestrzegać wszelkich zaleceń i poleceń nie mając ŻADNEGO wpływu na nie, co wykazały np. ostatnie negocjacje z Narodowym Funduszem. Pomimo faktu, że Konstytucja mówi o wolności zgromadzeń i zrzeszeń obywateli to akurat ustawa o Izbach stosuje przymus. I jak widać nikomu ta schizofrenia prawna nie przeszkadza. Wystarczyło zarezerwować dla “swoich” stołki dyrektorów poszczególnych instytucji, szpitali, przychodni Narodowego Funduszu Zdrowia czy stworzenie odpowiednich specjalizacji.

Takim nowym tworem mającym trzymać w ryzach medyków jest stworzenie przedmiotu zwanegoZdrowiem Publicznym. Dawniej przez ok. 5000 lat historii pisanej, istniał lekarz i chory. Jak lekarz był dobry i potrafił pomóc pacjentowi to był szanowany, jak nie umiał pomóc to musiał opuszczać dany teren. Takie proste zasady były jednak dla niektórych “medyków z ambicjami” trudne do zaakceptowania ponieważ istniała odpowiedzialność osobista. Z drugiej strony trudno było także urzędnikom takimi odpowiedzialnymi lekarzami manipulować. Stworzono więc specjalistę od zdrowia publicznego, czyli urzędnika opłacanego przez państwo [cokolwiek to oznacza] czyli administrację. Innymi słowy, nie leczy się konkretnego chorego tylko powstała urawniłowka: wszyscy są tacy sami te same mundurki, te same kajdany na umyśle w postaci testów egzaminacyjnych, te same badania. Znowu kłaniają się cywilizacje azjatyckie, a jeszcze 30 lat temu wszyscy śmiali się z “chińskich mundurków”. Po dwudziestu latach od rzekomych przemian politycznych, w naszym nieszczęśliwym kraju [St.Michalkiewicz], cała tzw. inteligencja chodzi w pasiakach na umyśle i jeszcze sama je sobie zakłada będąc w pełni zadowoloną mając gadżety w rękach; a to telewizor plazmowy, a to nowego ipoda czy iphona.

Taki człowiek -specjalista zdrowia publicznego – jest zależny od płatnika czyli administracji i zrobi wszytko, aby się na dobrze płatnym stanowisku utrzymać. Widzimy te wszystkie problemy w sposób oczywisty w przypadku np. inwestycji typu budowa szpitala czy przychodni. Brałem udział w “obalaniu bzdurnego” projektu w roku 1980/81 [wtedy było można], w nowej dzielnicy Gdańska – Morenie, gdzie architekci i lekarz miejski zatwierdzili projekt usytuowania w budynku Poradni Matki i Dziecka po jednej stronie korytarza, a poradni przeciwgruźliczej naprzeciwko, po drugiej stronie korytarza. Urzędnicy Zdrowia Publicznego byli bardzo oburzeni, że chcieliśmy koniecznie zmiany tego absurdu. Nic się nie zmieniło. Obecnie, po 30 latach, zatwierdzono szpital w Gdańsku projekt zmienionej galerii handlowej], w którym np. dyżurki lekarskie nie mają okien nie licząc innych błędów architektonicznych. Wszyscy, którzy mieli podpisać się pod projektem, podpisali, nikt się nie sprzeciwił. Koszty poniesie chory, np. poprzez zmniejszenie kwot przeznaczanych na leczenie z powodu ich ograniczenia spowodowanego wzrostem kosztów ogrzewania pustej przestrzeni- korytarzy. Innym przykładem marnotrawstwa była sprawa rzekomej ptasiej grypy w 2007 roku w Toruniu. Na całą akcję zwalczania rzekomego wirusa, wydano 50 milionów złotych, oczywiście dla dobra społeczeństwa. Co prawda garstka ludzi, którzy na tym skorzystali była bardzo ograniczona, ale z tego powodu jednostkowa kwota przypadająca na osobę po podziale wyższa. Na pewno przydała się przed świętami Bożego Narodzenia. Tylko co to miało wspólnego z medycyną? Dla porównania kwota ta, wg danych marszałka województwa pomorskiego, pokryłaby ponad 70% obecnych wydatków na leczenie wszystkich chorób nowotworowych w województwie pomorskim. W województwie tym, z powodu braku środków finansowych prawidłowo jest leczony co ok. 50-ty chory nowotworowy. Stąd te kilkumiesięczne kolejki oczekujących.

Dr Jerzy Jaśkowski

Kontakt: jjaskow@wp.pl

Napisz komentarz
Musisz być zalogowany(a) aby napisać komentarz.
 
Przeczytaj poprzedni wpis:
Kuba Wojewódzki
Sensacyjna wiadomość: Kuba Wojewódzki nie został oblany kwasem!

Prawicowe i lewicowe media, jak zawsze, dzielnie stoją na straży ważnych bolączek ludu zamieszkującego terytoria między Bugiem a Odrą, Tatrami...

Zamknij