RACJA TV

Facebook.

Najczęściej czytane

Kredyt w Frankach 2015

Złodziejskie banki robią w Polsce co chcą, oszukują Polaków traktują jak baranów, przy pełnym współdziałaniu polskiego rządu i organów nadzoru finansowego. Od 7 lat polskie władze murem stają po stronie banków, a przeciw interesom nieustannie oszukiwanych przez nie Polaków. Kredyty we frankach nigdy nie były we frankach, bo banki tych franków nigdy nie miały, operacje odbyły się wyłącznie wirtualnie. Sprowokowane katastrofą kursową gigantyczne zyski banków na Polakach są więc możliwe tylko wtedy, gdy polski nadzór finansowy pozwala na tę niewiarogodną złodziejską hucpę oraz sądy. A pozwala i będzie pozwalał, za tej władzy do upadłego będzie bronił możliwości okradania Polaków przez zagraniczne banki.  To może się skończyć dla banków gorzej, bo są prawnicy gotowi się procesować, że to nie był kredyt, ale zwykła pożyczka. I jeżeli ktoś pożyczył 100 tys. i oddał 110 tys., to bank mu musi oddać 10 tysięcy.

Platfusy i gumiaki, uperfumowany gnojem wicepremier Piechociński udający rolnika dwoi się i troi żeby ukręcić łeb aferze i kryje złodziejskie banki. Nie było żadnych kredytów we Frankach. Umowy kredytowe muszą być zawierane w złotych polskich bo taka waluta obowiązuje na terytorium Polski. Kredyty  w złotych z klauzulą indeksacyjną są prawomocnie zakazaną przez polski sąd. Wszystkie zatem umowy jakie zawarły Bank z mocy prawa stanowionego są nieważne i trzeba złożyć pozew o ich unieważnienie przez sąd. Czyli jak złodziejskie banki w biały dzień pod czujnym okiem Komisji Nadzoru Finansowego, Premiera i Prokuratury okradają Polaków na miliony. Ktoś dostał w łapę żeby kryć ten szwindel wystarczy posłuchać kto co mówi i kto staje w obronie tego złodziejstwa. 

Gotówka - pieniądze

Bankowi lobbyści dwoją się i troją, by utrzymać izolację opinii publicznej od bankowego procederu rabunkowego. W mediach wciąż powtarzana jest teza jakoby frankowi kredytobiorcy domagali się budżetowej pomocy od innych podatników. To brednia uparcie podsuwana właśnie przez nich, bankowych lobbystów. Uparcie i wciąż skutecznie, bo już obowiązująca do niedawna opowiastka o „stratach” banków ma mniejsze branie, media zaczęły wyczuwać, że dalszy, tak bezczelny rabunek trudno będzie obronić. Protest rabowanych narasta, władza zaczyna drapać się po głowie. Dwa dni temu wreszcie ludzkim głosem przemówił szef Komisji Nadzoru Finansowego Andrzej Jakubiak składając rozsądną propozycję, a teraz dotychczasowy twardy protektor banków, minister finansów Mateusz Szczurek właśnie przyznał, że jednak banki muszą trochę ustąpić…

Więc jeszcze raz: frankowi kredytobiorcy nie chcą żadnej pomocy finansowej od państwa. Nie chcą żadnego „ratowania”. Odwrotnie: to oni chcą ratować polskie państwo. Pomóc mu, żeby nie było „kamieni kupą”, ale istniało, tzn. żeby było w nim przestrzegane prawo. Także przez wielkie, międzynarodowe korporacje, także przez zagraniczne banki. Oczywiście zasadnicze zmiany (proponowane przez prof. Modzelwskiego, sen. Biereckiego czy posła Jasińskiego) w polskim prawie skandalicznie faworyzującym banki wobec klientów – są konieczne. Ale to kolejny krok. I nic on nie da, jeśli także to nowe prawo będzie przez banki tak samo ignorowane. Na razie więc – wyegzekwujmy prawo istniejące. Czy polscy dziennikarze i ci wciąż niedoinformowani politycy są w stanie zrozumieć ten prosty fakt, że od kilku lat banki w biały dzień okradają kilka milionów Polaków stosując w 700.000 umów złodziejską klauzulę prawomocnie zakazaną przez polski Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów? Jest to klauzula indeksacyjna dająca bankowi nieograniczone możliwości naliczania kursu kompletnie wedle własnego widzimisię, bez obiektywnych kryteriów. Kredyty te nie są wcale kredytami frankowymi, ale kredytami w złotych, które cwanie próbowano zamienić w instrument spekulacyjny indeksując do kursu franka. Ale takie indeksowanie jest nielegalne. Klauzuli tej NIE WOLNO w Polsce stosować. Kto ją nadal stosuje wiedząc o wyroku sądu i nakazie wykreślenia jej z umów – ostentacyjnie łamie polskie prawo. Kto mataczy na rzecz przestępcy – uczestniczy w jego przestępstwie.

Liczni „niezależni” wynajęci przez złodziei eksperci troskają się o losy banków, które na próbach naprawienia sytuacji mogłyby „stracić” kilka (kilkanaście?) procent ze swych gigantycznych, wielomiliardowych zysków. I nawet mądrzy ekonomiści (prof. Rybiński) przestrzegają przed pomysłem pomagania kilku milionom nieszczęsnych „frankowiczów” przez budżet, czyli resztę podatników, nie mówiąc gdzie leży istota sprawy.

A istota sprawy leży w fakcie, że na kredytach frankowych banki oszukały 700.000 Polaków wpisując do umów niedozwoloną klauzulę przeliczania złotówek na franki. Bezprawną. Najkrócej mówiąc umożliwia ona praktycznie dowolne naliczanie przez bank nielegalnych „zysków” kosztem kredytobiorcy. Stwierdził to oficjalnie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów kilka lat temu nakazując wykreślenie jej z umów. A to w praktyce oznacza, że umowy w tym kształcie są nieważne w części dotyczącej przelicznika na franki i mogą być traktowane jedynie jako umowy zawarte w złotych. I to jest JEDYNA sprawa, której domagać się powinni oszukani kredytobiorcy. Wielu z nich wytoczyło bankom procesy właśnie o ten jeden fakt. Chodzi o to, by przed sądem zmusić banki do przestrzegania polskiego (i europejskiego) prawa. O nic innego. Bo dotychczas banki całkowicie ignorują obowiązujące prawo i decyzję UOKiK. Owszem, w nowych umowach tej klauzuli nie stosują, niektórym klientom podsuwają aneksy, by zamaskować swoje złodziejstwo, ale nadal łopatami ładują gigantyczne zyski ze swego gangsterskiego zapisu w 700.000 umów kredytowych. Bo widzą bierność Rzeczpospolitej i bezradność jej obywateli.

Frankowicze nie domagają się żadnej pomocy finansowej ze strony innych podatników (czyli budżetu). Frankowicze nie lamentują bezradnie, ale masowo składają pozwy do sądu.

Domagają się jedynie od swego państwa, by zmusiło banksterów do PRZESTRZEGANIA

OBOWIĄZUJACEGO PRAWA.

Zaprzestania okradania i zwrócenia ukradzionego. Złożona przez Prawo i Sprawiedliwość propozycja czasowego zamrożenia kredytów na poziomie 3,6 zł za franka jest ciekawa i należy docenić troskę opozycji o los rabowanych, ale ma ona sens tylko jako zapobieżenie dalszemu okradaniu kredytobiorców przez banki. Aż do czasu uzyskania wyroków sądowych, co niestety w IIIRP trwa długo. Absolutnie natomiast nie może być wstępem do trwałego przeliczenia kredytów po tym kursie, bo byłoby to zaakceptowaniem złodziejstwa. Dokładnie: byłoby to wymuszeniem na okradzionych zgody na bycie okradzionymi w zamian za zaprzestanie dalszego okradania. A to jest w interesie okradających banków, a nie okradanych Polaków. Niby dlaczego okradani mają się na to zgodzić. Owszem – po sprawiedliwych wyrokach sadów – banki dostaną mniej. Ale nie „stracą”, tylko będą musiały oddać to, co zostało ukradzione, a nie uczciwie zarobione. Nawet jeśli któryś z nich z tego powodu upadnie, to znaczyć będzie, że zbudowany jest na złodziejstwie i – dla dobra Rzeczpospolitej i jej obywateli – powinien upaść jak najszybciej.

Nie wiem na jakiej podstawie, ale powszechne jest mniemanie, że „frankowicze” to w większości elektorat PO, który z entuzjazmem popiera system Tuska i Kopacz. Otóż – jak widać po forach internetowych – proporcje poparcia trudno ustalić. Ale nawet jeśli większość z nich głosowała na obecną władzę, to właśnie naocznie i na własnej skórze przekonuje się co znaczy III RP, czy staje po stronie obywatela, czy po stronie okradających go wielkich korporacji. I to jest sytuacja wymarzona dla opozycji, która naprawdę chce zwiększyć swój elektorat, by naprawdę zdobyć władzę. Te 2-3 miliony (700 000 kredytów to 700 000 rodzin) oszukanych przez system Tuska powinno zobaczyć w największej partii opozycji szansę na zmianę swego fatalnego położenia. Ale nie na trochę mniejsze złodziejstwo, tylko wreszcie na obowiązywanie prawa i sprawiedliwości.

Pod redakcją; RACJA Słowiańska, źródła: Internet rózne

Maciej Pawlicki

 
Przeczytaj poprzedni wpis:
Ryszard Dąbrowski
Szanowne Koleżanki i Koledzy nasi sympatycy, rodacy.

Wszystkich, którzy mają odwagę mam zaszczyt zaprosić na Manifestacje. Antyklerykałów, Ateistów, Rodzimowierców, Słowiańskie wspólnoty i osoby niewierzące w żadnego boga,...

Zamknij