RACJA TV

Facebook.

Najczęściej czytane

Kim jesteś antyklerykale?

Nie jest niczym zaskakującym dla członków RACJI PL, że bardzo wielu ludzi, szczególnie w Polsce nie ma pojęcia czym właściwie jest antyklerykalizm, ani o co chodzi antyklerykałom. Przyjrzyjmy się zatem nieco bliżej temu zjawisku. Oczywiście trzeba wyjść od definicji klerykalizmu – najogólniej mówiąc jest to dominacja kleru w życiu społecznym, politycznym, w sferze publicznej. W Polsce ten proces najsilniej rozpoczął się po roku 1989 kiedy Kościół angażował się w politykę zyskując majątek i przywileje.
Antyklerykalizm, jak sama nazwa wskazuje jest za wycofaniem religii do Kościoła (lub innych instytucji wyznaniowych). Nie jest to walka z religią ani Panem Bogiem. Można spokojnie być dobrym chrześcijaninem będąc jednocześnie antyklerykałem. Głównym argumentem przeciwników antyklerykalizmu jest fakt, że religia nie może ograniczać się do wiary, ale musi być poparta uczynkami („Tak i wiara, jeżeli nie ma uczynków, martwa jest sama w sobie” Jk 2:17 ). Kler katolicki czuje się więc w obowiązku pełnienia misji ewangelizacyjnej na wszystkie możliwe sposoby, również przez parlament. Ale efekt jest taki, że z ewangelizacją to ma bardzo mało wspólnego, albo nawet nic, bo sfera religii i państwa nie może się przenikać.

Parlament jest instytucją mającą na celu opracowanie planu rządzenia i organizacji życia publicznego dla każdego obywatela (a przynajmniej powinien być). Bez względu na wiarę lub jej brak wszyscy obywatele tego kraju są równi.

Powtarza się też, że Kościół był wsparciem w walce o wolną Polskę, że wtedy chętnie korzystano z kościelnej pomocy, a teraz lewica każe się nie wtrącać. Tylko, że wtedy to była właśnie pomoc, gdyż istniało zagrożenie. Bo w chwili zagrożenia, jak też od strony politycznej, a właściwie w ogóle, w pierwszej kolejności jesteśmy Polakami, a dopiero potem katolikami, ateistami, agnostykami itp. Domaganie się przywilejów w zamian za wsparcie w czasach PRL-u jest tylko kolejnym dowodem na to, że w Kościele paliwem napędowym jest pieniądz. Uległość prawicy w tej kwestii jest dla mnie rzeczą niebywałą.
Mimo to, brak przekonania do ideologii katolickiej może w byciu Polakiem bardzo przeszkadzać. Dla wielu jest nawet wątpliwe czy ateista, to aby na pewno Polak, bo pewnie udaje Polaka lub – co się częściej podejrzewa- udaje ateistę.

Ruchowi Palikota zarzuca się często, że wjechał do sejmu na antyklerykalnych hasłach. Niejaki Olgierd Domino w tygodniku „Najwyższy czas”. Jego założycielem jest Janusz Korwin-Mikke, który jak pamiętamy na debacie z Palikotem stwierdził: „wiara jest sprawą prywatną, natomiast religia nie (…), to jest pewna tożsamość kulturowa(…), jeżeli ludzie nie wierzą, że za kradzież pójdą do piekła, potrzeba więcej policji, żeby wsadzała ludzi do kryminału.” Ja tego nie zauważam, ale może mam dziwnych znajomych. JKM porównał Ruch Palikota do powstałej w 1925 roku Ligi Wojujących Bezbożników. Było to narzędzie Wszechzwiązkowej Partii Komunistycznej. Stalin był bowiem zawziętym wrogiem religii, w której widział swoją konkurentkę. Wprowadzał więc przymusową ateizację społeczeństwa. Zamiast ikon wieszano wszędzie portrety Stalina, zamiast relikwii świętych wystawiano na widok publiczny mumię Lenina. W 1929 roku Liga ogłosiła plan zamknięcia wszystkich świątyń oraz rozbiórkę większości z nich na budulec. Cerkwie zamieniano na magazyny. Tylko w 1929 roku wydano około 34 mln ulotek antyreligijnych. W 1932 roku przywódca ZSRR ogłosił plan przewidujący, że do dnia 1 maja 1937 roku na całym terytorium ZSRR nie powinien pozostać ani jeden dom modlitewny.

Nie rozumiem skąd to porównanie, bo ani nikt ulotek antyreligijnych nie rozdaje, ani kościołów nie zamyka, ani świątyń nie rozbiera, ani swoich portretów nie rozwiesza. Niestety autor zapomniał, że antyklerykalizm ani nie walczy z religią, ba, nawet nie musi (tak jak na przykład u mnie) oznaczać ateizmu. Zapomniał też, że Palikolot tankujący antyklerykalne paliwo wleciał do sejmu wybrany w demokratycznych wyborach w demokratycznym kraju. Posłowie obecnej lewicy działają w sejmie z woli ludu, a nie komunistycznego dyktatora. To porównanie było więc zupełnie nietrafione.

Problemem polskiego społeczeństwa jest po prostu fakt, że ci, którzy w coś wierzą swoją wiarę traktują jak wiedzę. A to często ogranicza wolność innych. Głównie w sposób taki, że religia w Polsce „zagarnęła” sferę moralności. Katolicyzm stał się jedyną przyjętą formą etyki, a jedyną taką formą nie jest. A i kościelna moralność nie jest jak się okazuje niezmienna. Kiedyś Bóg miał rzekomo potępiać sekcję zwłok, transplantację, transfuzję krwi itd. Ale odmieniło mu się. Jeśli pojawia się temat in-vitro, aborcji, związków partnerskich czy legalizacji marihuany nie patrzymy jakie będą efekty realizacji tych projektów, ale czy są one zgodne z prawem boskim. A raczej ze zdaniem tych, którzy to prawo mają reprezentować. I nie wykluczone, że Opatrzność kiedyś zmieni zdanie, ale póki co jest jak jest i tego należy się trzymać. Efekt? Bezpłodne pary nie mogą mieć dzieci (ale jak twierdzi poseł Gowin, kobiety mają się zdać na werdykty Watykanu a nie medycyny). Mamy podziemie aborcyjne – w głównej mierze efekt braku edukacji seksualnej i lekcji „przygotowania do życia w rodzinie” prowadzonych przez katechetów, a ostatnio jeszcze PO wpadło na super pomysł – klauzula sumienia dla farmaceutów. Mamy nietolerancję i przemoc wobec homoseksualistów (jeszcze żeby tego było mało próbuje się wmawiać, że należy ich leczyć), a Jarosław Kaczyński nawet stwierdził, że owszem, on jest za tolerancją, ale generalnie to nie jest polski problem, bo to nie jest polska tradycja. A jaka jest polska tradycja? To oczywiste – katolicka! Mamy też struktury przestępcze, dzięki którym ludzie pozyskują marihuanę i nie tylko w formie używki, bo jest ona też wykorzystywana do celów leczniczych. Tutaj Kościół opiera się chyba bardziej dla zasady, ale jakoś nie słyszałam żeby apelował kiedyś o delegalizację alkoholu. Nawet wiem dlaczego, ha ha ha ha…

Nie będę oceniać czy religia powinna się zmieniać. Zostawiam to teologom. Ale jedna rzecz jest faktem i tego nikt nie zakwestionuje – rzeczywistość w której żyjemy, zmienia się. I polityka też się powinna zmieniać. Niech wychodzi naprzeciw każdego człowieka. Jeśli ocena jakichś czynów może być li tylko światopoglądowa, a ludzie to robią, zalegalizujmy to. Prawo i sfera publiczna muszą być neutralne światopoglądowo.

Podobnie musi się stać w sferze finansów publicznych. Kościół działa bowiem nie gorzej od niejednej korporacji. Kapelani pojawili się w wojsku, straży granicznej, więzieniach, nawet w biurze ochrony rządu, nie wiedzieć czemu, jest dwóch kapelanów. W szkole pracują opłacani przez MEN katecheci, a przecież lekcje religii – jak obiecał prymas Glemp miały być darmowe. Dziwię się, że rząd tak szybko o tym zapomniał. Zapomniał też, że religia w szkołach to złamanie Konwencji Praw Człowieka, Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, Rozporządzenia Ministra Oświaty, a nawet – uwaga – konkordatu! W Polsce działa szkolnictwo wyznaniowe, które ma uprawnienia szkoły publicznej i finansowane jest przez podatników. Również etyka jest w głównej mierze prowadzona przez osoby wyznaczone przez Kościół. Kler opanował służbę zdrowia. W publicznej służbie zdrowia jest około 1500 kapelanów. Wszystkie wynagrodzenia dla tych ludzi zabierają budżetowi państwa rzekę pieniędzy. Prócz tego Kościół ma wszelkie możliwe przywileje, z których korzysta pobierając pieniądze począwszy od pomocy społecznej, ulg podatkowych, bądź zwolnienia z podatków, poprzez bonifikaty, a na funduszach unijnych kończąc. Takie przykłady można by mnożyć, ale jak zacznę się nad tym rozwodzić to napiszę książkę, a to ma być artykuł. Dodam tylko, że od 2000 roku sam fundusz kościelny zabiera nam – co roku! – około 80 mln zł. W 2011 roku było to dokładnie 80 mln 185 tys. zł.
Ludzie! Nigdy nie dajcie sobie wmówić, że wasza praca jest mniej wartościowa niż praca – podkreślam praca, a nie żadne tam powołanie, bo każdy z nas ma swoje powołanie – opływającej w luksusy klasy duchownej. Ta licząca około 50 tys. ludzi klasa nawołująca do ubóstwa to najbogatsza część społeczeństwa! Sami ledwo wiążecie koniec z końcem, więc po jaką cholerę jeszcze dajecie im na tę tacę?! TO WAS DO NIEBA NIE ZAPROWADZI!!!

Kiedy w 2007 roku Platforma Obywatelska prowadziła kampanię wyborczą, zachęcała nas hasłem „By żyło się lepiej. Wszystkim!”. Ale dopiero w roku 2011, po ponownym przejęciu władzy, pan premier zapowiedział jedną z najważniejszych rzeczy, dzięki której słowa powtarzane od 2007 roku mają szansę się spełnić. Mianowicie słowa: „nie będzie świętych krów„.

Czekamy na wywiązanie się z tych słów panie premierze…

Urszula Filipowicz

Rys. WIATER, źródło: Facebook

Rys. WIATER, źródło: Facebook

Napisz komentarz
Musisz być zalogowany(a) aby napisać komentarz.
 
Przeczytaj poprzedni wpis:
Filipowicz_Urszula
Korekta Kapitalizmu

Kongres 1 Maja, Sala Kongresowa w PKiN w Warszawie. Organizacyjnie na nic nie mogłam narzekać. Zbiórka o 3.30 pod UAM,...

Zamknij