RACJA TV

Facebook.

Najczęściej czytane

Kamień z Kensington – zapisany Runami, który przysporzył fałszerzom historii bólu głowy.

Scott Wolter jest geologiem a od 1990 r. także prezydentem American Petrographic Services. Jest on także odpowiedzialny za – prowadzone niezależnie – badania petrograficzne jakim poddano tzw. Kamień z Kensington w 2000 r. Współpracuje on obecnie z History Channel przy tworzeniu serii dokumentalnej pt: “America Unearth” (“Odkopywanie Ameryki”).

Scott WolterSam Wolter traktował początkowo te badania jako jeszcze jedno – tym razem bardziej egzotyczne zlecenie i niewielką wagę przekładał do tego, że Ameryka mogła być odwiedzana przez Europejczyków na długo przed Kolumbem. Zanim podjął się tej pracy nigdy wcześniej nie słyszał o istnieniu Kamienia z Kensington, przez co mógł zachować wobec artefaktu chłodną i profesjonalną postawę. W wyniku badań ocenił że Kamień i wyryta na nim inskrypcja jest autentyczny i mimo, że nie był on zaangażowany w dyskusję na temat ewentualności odwiedzin Ameryki przed Kolumbem, fakt ten stal się przyczyną wielu ataków i gorącej krytyki. Wolter był początkowo z tego powodu bardzo rozgoryczony, ale jednocześnie sam Kamień zainteresował go do tego stopnia, że zdecydował o prowadzeniu nad nim dalszych badań.

Kamień z Kennsington został znaleziony, podczas wycinania drzewa przez szwedzkiego imigranta – Olafa Ohmana w zachodniej Minnesocie o czy już pisaliśmy. Znalazł on ponad stukilogramowy kamień z wyrytym na nim napisem runicznym. Zapis runiczny zawsze sprawia wiele problemów z odczytaniem bo nie jest on tylko oryginalnym rodzajem alfabetu. Informacje jakie zawarte są w Runach mają oprócz informacyjnej warstwę magiczną, przez co treść takiego tekstu często wymyka się najlepszym nawet ekspertom. Z tego powodu napis na Kamieniu z Kensington jest co jakiś czas tłumaczony na nowo i poddawany kolejnej interpretacji. My wiemy że runami Słowianie posługiwali się na co dzień. W tamtych czasach był powszechnie używany przez słowiańskie plemiona na całym świecie ale ci mądrale tego nie chcą wiedzieć. Oczywiste jest że z czasem na skutek ewolucji języka w różnych regionach mogły powstawać znaki runiczne adekwatne do pojęć stosowanych tylko określonym obszarze administracyjnym tak jak Runy Rosyjskie różnią się od Polskich i Etruskich, kształtem ale rozszyfrowanym już przez naszych naukowców.

Podczas prowadzenia badań petrograficznych Scott Wolter odnalazł wiele innych informacji zawartych w Kamieniu. Były to ślady po uderzeniach ostrym narzędziem, które umieszczono w różnych miejscach tekstu już po jego wyciosaniu z kamienia. Wolter uważa, że jest to kod – ukryta informacja, która nawet dla znawcy skandynawskich runów będzie niemożliwa do odczytania. Wolter sam siebie nie uznaje za wybitnego znawcę runów i tłumaczenie a przede wszystkim zrozumienie tekstu pozostawia innym. Do niego samego jako geologa – najbardziej przemawia fizyczny aspekt Kamienia. Do specjalistów i znawców Run w Polsce i w Rosji nikt się nie pofatygował. Zabrali się za odcyfrowanie sami Szwedzi i Norwegowie.

Runy
Nie jest on pierwszym geologiem, który zbadał ten Kamień, bo zrobił to już wcześniej jego ziomek z Minnesoty, profesor Newton Horace Winchell ze stanowego uniwersytetu. Winchell to jeden z luminarzy amerykańskiej geologii i jego dorobek w tej dziedzinie poznał Wolter będąc jeszcze studentem na uczelni. Nie wiedział jednak że słynny profesor zbadał kontrowersyjny Kamień na długo przed nim samym. Taka konfrontacja z wybitnym autorytetem wprawiła go w lekką nerwowość ale na koniec okazało się, że Wolter nie musiał się niczego obawiać mimo, że pracując nad kamieniem nie znał wyników badań Winchella. Obaj podeszli do tej pracy w sposób podobny, dochodząc do podobnych wniosków, że zwietrzała skała wewnątrz wyrytych na kamieniu napisów jest bardzo stara a sam Kamień jest przez to autentyczny. Taka niezamierzona konfrontacja dała przykład klasycznego naukowego podejścia do obiektu badań, gdzie stosując różne naukowe metody osiągnięto te same wnioski. Z tym, że Newton Winchell dokonał tego 90 lat wcześniej bez zastosowania nowoczesnych narzędzi, którymi w XXI w. dysponował Wolter. Wolter do swojej ekspertyzy zastosował mikroskop elektronowy, aparaturę rentgenowską, działający na podczerwień spektrometr i wiele innych pomocy naukowych.

Tak więc autentyczność Kamienia z Kensington potwierdziło dwóch odpowiednio wykwalifikowanych naukowców, co stoi w opozycji do ekspertyz archeologicznych, antropologicznych i językowych. Wolter uważa jednak, że tylko jego dziedzina – geologia – jest w stanie bez cienia wątpliwości orzec o autentyczności artefaktu, ponieważ wszystkie inne są o wiele bardziej spekulatywne. Wkrótce po tym kolejne badania Kamienia przeprowadził jeszcze jeden uniwersytecki geolog i on również potwierdził wnioski Winchella i Woltera. Oznacza to, że jeśli Kamień jest autentyczny to wszystko co jest na nim napisane również jest autentyczne. Według naiwnego Woltera naukowcy, którzy ignorują ten fakt tracą w życiu jedyną okazję, aby przyczynić się do rozwikłania niezwykłego odkrycia, które jest w stanie zmienić treść podręczników do historii, i tego chcą uniknąć. Kogo oni kryją jaką tajemnice z przeszłości chronią? Mimo to, większość naukowców uważa znalezisko za falsyfikat tylko dlatego, że nie jest możliwe (w pojęciu współczesnej nauki), aby ktoś inny mógł dotrzeć do Ameryki przed Kolumbem, który posługiwał się skopiowanymi z oryginałów mapami… Jest to dobra ilustracja sztywnej i dogmatycznej postawy nauki wyrażanej w wielu dziedzinach wiedzy z zamiarem ukrycia faktu że Słowianie już dawno odkryli kontynent Amerykański i go zasiedlili sporządzając dokładne jego mapy.

I nskrypcja wyryta na Kamieniu z Kennsington została odcyfrowana i przetłumaczona już dawno, jednak zmienia się ona wraz z lepszym rozumieniem skandynawskich runów a także z rozumieniem ich zastosowania. Napis głosi że: 8 Gotów i 22 Normanów podczas wyprawy (mającej na celu zdobycie ziemi) udało się na zachód od Vinlandii. Rozbili oni obóz o dzień drogi na północ od tego kamienia. Łowili ryby przez cały dzień i kiedy wrócili, znaleźli 10 mężczyzn całych we krwi i martwych. Po tym zdaniu zamiast runów wyryte są trzy łacińskie litery AVM a całość podpisana jest: „Chroń nas ode złego”.
Na bocznej stronie kamienia – który został odłupany od większego kawałka skały – znajduje się kolejny napis, który głosi, że: Mamy 10 ludzi, którzy czekają na nas nad morzem przy statkach o 13 dni drogi od tej wyspy. Rok 1362, i tu kolejna niedorzeczność bo według słowiańskiego kalendarza jest różnica 5508 lat pomiędzy kalendarzami więc powinno być lato 6162. Kalendarz Gregoriański został wprowadzony na terenie Wschodniej Europy w 1582 roku po jego reformie. Samo to dyskredytuje prawidłowe tłumaczenie zapisu. Określenie rok nie funkcjonowało w języku słowiańskim tylko lato, podejrzewamy błąd w tłumaczeniu. I jeżeli ta data jest prawidłowo odczytana to ten kamień ma 6162 lata. W 14 w. powstaje Państwo Watykan i daleko mu do kontroli słowiańskich prowincji położonych na Wschodzie Europy. Tym bardziej że w całej Skandynawii używano Run i Bukwicy czyli jeżyka zbliżonego do rosyjskiego Rasjenów-Terytorium RaAssy. Nawet po skatoliczeniu Skandynawii używano języka rosyjskiego zapisując go łacińskim alfabetem o czym pisaliśmy. Poniżej załączyliśmy dowód z lata 1697 tekst opłakujący zmarłeg Karolusa 11 w tekście rosyjskim po łacinie do zapisu daty używali określenia lato a nie rok. Tak się fałszuje historię.

Placzewnaja rzeczW linii prostej od miejsca znaleziska kamienia do brzegu Oceanu jest około 800 km to daje nam 61 km dziennie wędrówki po bezdrożach w obcym kraju no chyba że przypłynęli tu statkami przez Wielkie Jeziora.

Przez prawie 100 lat głównym elementem lingwistycznej ewidencji przeciwko autentyczności Kamienia było pierwsze słowo na jego drugiej stronie: “HAR”, które jest współczesnym słowem z języka szwedzkiego. W 2002 r. Wolter spędził wiele czasu studiując ten zapis na fotografiach. Zrobił on 650 fotografii o wysokiej rozdzielczości znajdując przy okazji wiele interesujących elementów wyrytych na Kamieniu, których nikt wcześniej nie dostrzegł. Były to ślady po celowo zadanych uderzeniach a także krótkie – wyżłobione również w sposób celowy linie. Okazało się że nad słowem “HAR”, dokładnie nad literą Ä znajdują się dwie kropki, których nikt wcześniej nie widział. Słowo HÄR z dwiema kropkami nad Ä jest słowem staroskandynawskim i oznacza, że “Jest nad morzem …” Nieoczekiwanie najmocniejszy dowód przeciwko autentyczności Kamienia został tym samym usunięty.

Nie pomogło to jednak w zaakceptowaniu tego faktu przez historyków co wydaje sie być dziwne, bo skoro historycznym i potwierdzonym faktem jest że Wikingowie docierali do Ameryki, to nie powinni mieć oni problemów z zaakceptowaniem istnienia runów wewnątrz amerykańskiego kontynentu.

I teraz fałszerze musieli wysilić swój intelekt żeby nie doszło do kompromitacji. Jak to poskładać żeby zupa się nie wylała.

 

Od momentu odnalezienia Kamienia z Kensington w 1898 r., aż do chwili obecnej trwa zażarta debata nad jego autentycznością. Co ciekawe, w debacie tej uczestniczą głównie entuzjastycznie nastawieni amatorzy znaleziska, którzy zaciekle walczą z akademikami starającymi się na – niwie teoretycznej – wykazać, że kamień jest zwykłą podróbką. Jednak ani jedni ani drudzy nie są w stanie przedstawić definitywnych argumentów by podeprzeć swoje stanowisko. Tymczasem profesjonalne testy, wykazujące proweniencje obiektu zostały przeprowadzone w profesjonalnym laboratorium w 2003 r.

Badania przeprowadził geolog Scott Wolter, prezydent American Petrographic Services w laboratorium forensycznym w St. Paul w Minnesocie. Badania te wykazały, że mineralizacja, proces wietrzenia skały i osady jakie znaleziono wewnątrz wyrytych w kamieniu runów wskazuje bez wątpienia, że znajdował się on pod ziemia przez co najmniej 200 lat a sama inskrypcja powstała znacznie wcześniej. Obiektywność tych badań potwierdziło jednogłośnie wielu innych geologów, ale odkrycie Woltera zostało kompletnie zignorowane przez archeologów, którzy nadal utrzymują, że Kamień z Kensington jest fałszerstwem.

Zignorowano również odkrycie przez Woltera tajemniczych glifów: jednego w formie haczykowatego X i drugiego przedstawionego w formie kropkowanego R, jakie znalazł on na kamieniu. Oba glify były nieznane profesjonalnym runologom w momencie odkrycia Kamienia z Kensington, bo zostały one po raz pierwszy odcyfrowane w Szwecji, dekadę później. Glify takie były używane przez średniowiecznych Szwedów pomiędzy rokiem 1000 a 1450. Data wyryta na Kamieniu z Kensington wskazuje na rok 1362 a więc mieści się w tym zakresie. Oznacza to, że inskrypcję na kamieniu wyryto na 130 lat przed wyprawą Kolumba do Ameryki i na 300 lat przed przybyciem do Minnesoty pierwszego chrześcijańskiego misjonarza – Claude Alloueza.

Kamień z Kennsington

Kamień z Kennsington nie jest bynajmniej jedynym artefaktem wskazującym na średniowieczną penetrację kontynentu przez Skandynawów. Inną runiczną inskrypcję znaleziono w miejscu zwanym Norway Lake (145 km na północny zachód od Minneapolis), 120 km od Kensington. W 1938 r, podczas przedłużającej się suszy w tym regionie, poziom wód jeziora Norway znacznie się obniżył a z jego dna zaczęły wystawać ukryte do tej pory pod wodą głazy. WojownicyElmer Roen, mechanik z pobliskiego miasteczka Brooten, łowił ryby w jeziorze, gdy nagle stracił równowagę na swojej łódce i wpadł do wody. Gramoląc się z powrotem do łodzi oparł się o jeden z wystających z wody, pokrytych lepkim mułem głazów. Przypadkowo starł z kamienia spory fragment mułu i jego oczom ukazał się nagle napis w nieznanym języku. Kamień był płaski i niemalże kwadratowy o wymiarach 140 cm x 152 cm. Jego wagę oszacowano na 130-140 kg. Roen zaskoczony swoim nieoczekiwanym odkryciem próbował wydobyć kamień z wody, czując pod palcami więcej wyrytych w nim napisów, wciąż przykrytych wodami jeziora. Kamień jednak był zbyt ciężki aby mógł go wydobyć z wody pojedynczy mężczyzna. Jak się później okazało Elmer Roen nie był pierwszym, który odkrył istnienie tego właśnie pokrytego runami, granitowego kamienia. Pięćdziesiąt lat wcześniej, podczas podobnie katastrofalnej suszy, kamień w jeziorze Norway odnalazł właściciel sklepu spożywczego w miejscowości Sunburg – Henry Moen. Moen od razu rozpoznał na kamieniu skandynawskie runy, które widział podczas podróży do swojej ojczystej Norwegii kilka lat wcześniej. Opowiedział o znalezisku, ale ponieważ nikt – podobnie jak i on sam – nie był tym zainteresowany – kamień pozostał na swoim miejscu na dnie jeziora przez następne pół wieku.

Runy_na_kamieniuW 1934 r runy na tym samym kamieniu dostrzegł niejaki “Foxy” Anderson, który zza niego podglądał kąpiące się w jeziorze okoliczne piękności. Doszedł wówczas do wniosku, że jest to jakaś płyta nagrobna. Dwa lata później zza tego samego kamienia polował na kaczki pułkownik Anderson (nie spokrewniony z poprzednim Andersonem). On również dostrzegł napisy, ale uznał, że zrobili je Indianie i stracił nimi zainteresowanie. Tak wiec jedynym, który dostrzegł wagę odkrycia był Elmer Roen, który przez następne 20 lat starał się rozwikłać zagadkę tajemniczego napisu.

Roen nie miał wykształcenia akademickiego, ale miał za to fotograficzną pamięć. Stał się częstym bywalcem biblioteki, gdzie starał się znaleźć reprodukcje rozmaitych antycznych tekstów, porównując je z tym, co odnalazł w Jeziorze Norway. Wreszcie na ślad skandynawskich runów natrafił czytając książkę “A Holy Mission to Minnesota Six Hunderd Years Ago” (“Działalność misyjna w Minnesocie 600 lat temu”) napisana przez laureata nagrody Towarzystwa Antropologicznego Guggenheima, profesora Hjalmara R Holanda w 1959 r. W książce tej Roen znalazł fotografię Kamienia z Kensington i od razu rozpoznał na nim te same runy jakimi zapisany był kamień z Jeziora Norway. O swoim odkryciu opowiedział Marion Dahm, który przewodniczył Minnesota Viking Society w Chokio. Dham natychmiast zaprosił Roena do Aleksandrii (w Minnesocie), gdzie w lokalnym muzeum znajdował się słynny i kontrowersyjny Kamień z Kensington. Podczas oględzin kamienia w muzeum Dahm poprosił Roena, żeby ten wyselekcjonował na nim 8 runów, które widział na kamieniu z Jeziora Norway. Roen zrobił to bez najmniejszego wahania i wątpliwości.

Malowidło

I teraz posłuchajcie tych bredni. Kamień runiczny z Kensington z całą pewnością wykonał ktoś, kto był człowiekiem wykształconym w piśmie i potrafił stworzyć tak skomplikowany tekst. W realiach XIV w. oznacza to, że raczej na pewno był mnichem. Z użytego do zapisu dialektu wynika, że był on mnichem gotlandzkim, co z kolei oznacza, że był niewątpliwie Cystersem, bo był to jedyny zakon jaki rezydował na tej szwedzkiej wyspie. I w ten sposób wyeliminowano zagrożenie więc nie był to niepiśmienny Wiking, Got, Norman, Wandal czy inny Słowianin bo jak wiadomo byli nie piśmienni. Czytają te niedorzeczne pseudo naukowe analizy pokładaliśmy się ze śmiechu. Podstawą wykształcenia każdego Słowianina była umiejętność czytania i pisania, każdy z nich znał Wedy na pamięć nie bywało w śród nich analfabetów. W użyciu było kilka form zapisu a nazywali je obiecadło.

Cystersi ewangelizowali w unikalny, ale i specyficzny sposób. Kiedy ilość zakonników w opactwie zaczynała wzrastać, 12 mnichów wyznaczonych przez opata, wzorem apostołów opuszczało klasztor i udawało się w świat – krzewić wiarę chrześcijańską. Kiedy nowe miejsce na ewangelizację zostało wybrane, zakonnicy rozpoczynali budowę nowego klasztoru, który stawał się bazą do chrystianizacji niewiernych. Tak więc wyprawa na nieznany i tajemniczy ląd – do np. dzisiejszej Ameryki – doskonale wpisuje się w tradycję zakonu.

Cystersi wg. obowiązującej ich reguły musieli być zupełnie samowystarczalni a klasztor niezależny. Dlatego każdy zakonnik starał się opanować do perfekcji jakieś przydatne rzemiosło lub pracował przy uprawach. Cystersi stanowili naprawdę ciężko pracującą grupę a przez doskonałą dyscyplinę i organizację odnosili jako zakon wiele sukcesów. Sukcesy te miały wymiar bardzo konkretny, bo szybko Cystersi stali się zakonem ogromnie zamożnym. Twórcą reguły Cystersów był św. Bernard z Clairvaux, który wciąż jest mało znaną i ogromnie niedocenianą postacią historyczną. Nie powinno więc dziwić, że szwedzcy Cystersi wiele lat po Wikingach, wciąż pokonywali morskie szlaki swoich przodków, choć tym razem nie w celach łupieżczych, lecz w poszukiwaniu nowej przestrzeni życiowej dla zakonu oraz nowych owieczek bożych do ewangelizacji.

Z Cystersami hiCystersistoria jest naciągana bo w klasztorze niema żadnego zapisu o wycieczkach na ryby za ocean, przy okazji misji nawracania tępych Indian na jedyną prawdziwą wiarę w Ameryce, więc autor snuje dalszą opowieść z Templariuszami w roli głównej. Posłuchajmy co ma do powiedzenia ten bajkopisarz.

Św. Bernard z Clairvaux był także w 1128 roku, założycielem zakonu Templariuszy. Reguła zakonna, której podlegali Templariusze, była praktycznie identyczna z tą jaka obowiązywała Cystersów. Można więc powiedzieć, że Templariusze byli ramieniem militarnym a Cystersi naukowym organizacji stworzonej przez św. Bernarda.

Niecałe 200 lat później Templariusze stali się zakonem tak potężnym i bogatym, że zląkł się ich nie tylko król Francji, ale nawet sam papież. Pod pierwszym lepszym pretekstem Templariusze zostali oskarżeni, osądzeni, Wielkiego Mistrza zakonu spalono na stosie a sam zakon rozwiązano. Większość Templariuszy jednak uniknęła zagłady ukrywając się w doskonale zorganizowanej sieci klasztorów Cystersów, rozrzuconych po całej Europie. Cześć z nich po prostu zmieniła kolor krzyża na płaszczu z czerwonego na czarny przyłączając się do Krzyżaków, od których różniło ich naprawdę niewiele. Było im tym łatwiej uniknąć gniewu króla, że większość aresztowań i konfiskat miała miejsce na terenie Francji oraz w części Anglii i dotyczyła zaledwie 10-15% całego zakonu. Tak więc wbrew obiegowej opinii zakon Templariuszy mimo, że został skasowany w 1307 roku – jako organizacja nigdy nie został zniszczony i nie wyparował z historii.

RycerzWiele wskazuje na to – a informacje te pochodzą z licznych źródeł historycznych – że Templariusze zbiegli z Europy na drugą stronę Atlantyku i ukryli się na lądzie, o którego istnieniu w zasadzie nikt nie miał pojęcia. Dlatego o wyprawie, która pozostawiła po sobie kamień z Kensington, możemy z całą pewnością powiedzieć, że była ona złożona tak z Cystersów jak i Templariuszy. Sami Templariusze po rozwiązaniu zakonu nie mieli innego wyjścia jak zejść do podziemia, tworząc tajną organizację, wokół której do dziś narosło wiele legend. Ameryka wydaje się być dla nich logicznym wyjściem, bo tego lądu wiąż nie było na średniowiecznych mapach, a więc także na radarze króla Francji i Papieża. Ameryka była również doskonałym miejscem do budowania bogactwa – nie zapominajmy tu, że Templariusze byli znakomitymi biznesmanami. I być może to było głównym powodem tajemniczej wyprawy aż do Minnesoty w poszukiwaniu drewna, futer i minerałów, które miały pozwolić przetrwać zakonowi w Nowym Świecie i powoli odbudować jego potęgę (być może jako zupełnie nowe państwo, znane dziś pod nazwą… USA).Krzyżacy

9 lipca, 1972 r. Marion Dahm zorganizował ekspedycję złożoną z płetwonurków, którzy mieli odnaleźć w wodach Jeziora Norway tajemniczy kamień z wyrytymi na nim runami. Płetwonurkowie spędzili cały dzień na jego poszukiwaniu – jednak bez skutku. Widoczność w mrocznych wodach jeziora była bardzo kiepska i sięgała 60 – 6 cm i nurkom niczego nie udało się znaleźć. Poszukiwania powtórzono jeszcze kilka razy z podobnym skutkiem. W 1974 r. Marion Dahm nieoczekiwanie zmarł a po jego śmierci poszukiwania kamienia runicznego zostały wstrzymane.

Siekiera

W 1908 r jeden z rybaków łowiących ryby w północnej części Jeziora Norway nieoczekiwanie znalazł w swojej sieci starą, zardzewiałą i dziwacznie wyglądającą siekierę. Siekiera okazała się być toporem wojennym używanym przez Wikingów w XII w. co potwierdzili norwescy historycy. Kolejny topór wojenny znaleziono podczas prac na farmie 40 km od Kensington. Znalezisko wysłano do szwedzkiego Muzeum Historycznego w Sztokholmie, gdzie topór uznano za identyczny z tym jaki posiadał lokalny święty – św. Olaf – w 1468 r.

W 1915 r. u brzegów Red Lake River znaleziono jeszcze jeden topór, który swym kształtem przypominał halabardę. Historycy w Wisconsin określili znalezisko jako broń pochodzącą ze średniowiecznej Skandynawii. Halabardę wysłano dla pewności do muzeum w Oslo, gdzie norweski historyk Sigurd Grieg określił ją jako pochodzącą z 1500 r. Na brzegu tej samej rzeki (w 1871 r.) Ole Jeving podczas robienia wykopu pod ogrodzenie natrafił na warstwę popiołów i węgla drzewnego a także na metalowy przedmiot, który okazał się być średniowiecznym, metalowym krzesiwem. Identyczne krzesiwa znajdowano w grobach Wikingów w Norwegii. Kolejne takie krzesiwo w Minnesocie znaleziono nad Cormorant Lake, ok 110 km od Red Lake River.

Miecz

Statek

W 1943 r., 25 km na północ od Lake Norway niedaleko miejscowości Brooten, farmer Andrew Stene, orząc nigdy wcześniej nie uprawiany ugór, wyorał miecz ozdobiony zygzakami. Analiza metalu wykazała że jest to stal używana przez średniowiecznych płatnerzy do wyrobu wysokiej jakości broni. I nie był to jedyny miecz jaki znaleziono na tych terenach. Hans O Hansen wyorał taką broń w 1911 r., niedaleko miejscowości Ulen nad Cormorant Lake. Wygląd miecza zaskoczył historyków bo swoim kształtem przypominał broń z czasów rzymskich. Miecz wysłano do Waszyngtonu, gdzie analizę przeprowadzał Smithsoniana Institution, ale naukowcy nie wydali werdyktu na temat znaleziska przyznając, że nie wiedzą do kogo mógł należeć ten miecz. Nieoczekiwanie na skandynawskie pochodzenie miecza rzuciła światło stara, średniowieczna kronika spisana przez arcybiskupa Olausa Magnusa w 1555 r. pt. “Historia de gentibus seup septentrionalibus” (“Historia narodów północy”) W rękopisie tym na jednej z ilustracji znajdował się miecz podobny do znalezionego w Ulen. Miecz o niemalże identycznym kształcie wyrzeźbiony został na jednym ze średniowiecznych nagrobków w katedrze w Uppsali. Wizerunki czterech podobnych mieczy znaleziono także na płaskorzeźbie zdobiącej drzwi norweskiego kościoła w Hyllestad. Znaleziony w Minnesocie miecz był jednak dość krótki – prawdopodobnie dlatego że złamali go używający go Indianie i później stosowali go jako nóż myśliwski.

Hans Hansen zmarł w 2009 r. ( w wieku 98 lat) i przekazał w spadku swoje znalezisko praprawnukowi Scottowi Hilde. Ten od tego czasu wyciąga miecz na światło dzienne tylko raz w roku, w Święto Dziękczynienia. W okolicznym muzeum znajduje się replika miecza. Minnesotę tradycyjnie zamieszkuje duża grupa imigrantów ze Skandynawii. Być może wybór tego miejsca na amerykańskim kontynencie nie był przypadkowy, bo tradycja jego odwiedzin sięgała aż do wczesnego średniowiecza. W Minnesocie nie prowadzi się żadnych badań archeologicznych a wszystkie skandynawskie artefakty znaleziono przypadkowo. Miejsce to jest zwane czasem “Krainą 10 tys. jezior”, z których niemalże każde może kryć w sobie podobną tajemnicę jak zaginiony runiczny głaz z Norway Lake, lub pozostałości po dawnej osadzie. Historycy niechętnie patrzą na taki rozwój wypadków widząc w tym zamach na jeden z filarów oficjalnej amerykańskiej historii, wg której pierwszym Europejczykiem, który przybył do Ameryki był Krzysztof Kolumb, którego dzień obchodzi się w USA uroczyście.

xxx

Czytając te naukowe brednie można dostać zawału. Uważają oni wszystkich ludzi za kompletnych durni. A wiec sumując naókofców z dyplomami szacownych Uniwersytetów kilku facetów mówiących w języku słowiańskich plemion dla zmylenia nazywanych Wikingami, Gotami czy Normanami pochodzącymi z Gotlandii przepłynęło na płaskodennych łodziach przystosowanych do pływania wzdłuż brzegów morza, rzek i jezior przez Ocean Atlantycki pokonując ponad 6000 km do Ameryki wodą a potem lądem kolejne 800 km żeby założyć osadę i nałowić ryb. Wtedy wydarzyła się ta tragedia i zginęli ich towarzysze postanowili oni upamiętnić ich śmierć ale na szczęście był z nimi chrześcijański mnich który posługiwał się pismem runicznym bo reszta była analfabetami skąd mnich znał Runy tego nie wyjaśniają a nie pisał po łacinie. Nie wiadomo czym i w jaki sposób odłupali i potem wydłubali w twardym kamieniu napis runami tak skutecznie że dotrwały one do naszych czasów i prawdopodobnie odpłynęli bo podejrzewamy że mogli wejść w konflikt z tubylcami. I nie koniecznie byli to Indianie. Żeby wybrać się na ryby i przepłynąć 7 tysięcy km w jedną stronę trzeba mieć nie równo pod sufitem. Jeżeli była to wyprawa łupieżcza to w pojedynkę niewiele mogli zdziałać więc mogli oni penetrować teren odłączywszy się o głównych sił. Co ich tam sprowadziło że przebyli tyle kilometrów. Jaki był prawdziwy cel wyprawy? Według nas mieszkali tam od wielu setek lat ich przodkowie a ci przybyli do swoich pobratymców żeby skolonizować Amerykę a pochodzili z Vinlandii – dzisiejszej Finlandii.

Artyfakty

Ale i to nie dawało naókofcom spokoju bo dokooptowali oni Templariuszy, którzy uciekali przed zemstą Papieża tylko dlaczego pisali oni Runami tego żaden z naókofców już nie wyjaśnia. No i pojawiają się złośliwi Indianie którzy złamali bezcenny miecz bo sobie nim dłubali w nieprofesjonalny sposób.

Widać gołym okiem że istnieje zmowa w kręgach akademickich kłamców ale kogo i co oni ukrywają i w zamian za co to my już się domyślamy ale domysły i artefakty to jedno a znajdowane na terenie Ameryki są pilnie strzeżona tajemnicą Stanów Zjednoczonych jak falochron wykonany z obrobionych głazów świątyni Słowiańskiej i fortu na plaży w Nowym Yorku na załączonym powyżej zdjęciu. O tych tajemnicach napiszemy wkrótce.

 

Pod redakcją: RACJA Słowiańska

Źródło: Internet

http://hagal.pl/akademia-nauki/wrozbiarstwo/runy/ursus/?lang=de

 

 
Przeczytaj poprzedni wpis:
Obama
Sytuacja w Oregon może się przerodzić w wojnę domową w USA

Obserwujemy nerwowe ruchy globalistów i próby odebrania prawa do posiadania broni obywatelom USA. Byliśmy świadkami prowokacji służb które są zamieszane...

Zamknij